Jaka jest Stara Praga? To nie rudery i degeneraci
23.10.2011
aktualizacja: 2011-10-20 22:45
- Czułem, że jestem z Pragi, że jestem jednym z nich. A znajomi pytali zdziwieni: "To wy tam mieszkacie?!" - Maciej Pisuk wspomina mieszkańców ulicy Brzeskiej, bohaterów swoich zdjęć pokazywanych właśnie w Centrum Sztuki Współczesnej.
Agnieszka Kowalska: Jak tam trafiłeś? Nie jesteś z Pragi, prawda?
Maciej Pisuk: Nie, w ogóle nie jestem z Warszawy. W 2000 roku dostałem tu pracę - półroczny kontrakt w serialu jako scenarzysta. To mój zawód. Pomyślałem - zostanę w Warszawie, wykorzystam szansę. Byłem na fali wznoszącej, wydawało mi się, że dam radę. Ale zaczęła się recesja i pojechałem w dół. Nie mogłem znaleźć roboty, szybko skończyły się pieniądze. Poznałem swoją obecną żonę. Akurat skończyła studia na ASP i rodzice kupili jej kawalerkę na Pradze. I tam z nią zamieszkałem.
Gdzie?
- Róg 11 Listopada i Inżynierskiej. Gdy tam pierwszy raz przyjechałem i wyjrzałem z naszego okna na 4. piętrze, to w odruchu krzyknąłem: - Olga! Masz aparat?! I ona odpowiedziała: - Mam.
Bardzo to było dla ciebie inne, nowe?
- Nie aż tak bardzo. Urodziłem się w Bielsku-Białej, znam też Górny Śląsk, bo tam przez ostatnie lata pracowałem nad scenariuszem filmu o Paktofonice. Mam w rodzinie ludzi, którzy żyją w bardzo skromnych warunkach. Ale to podwórko uświadomiło mi, że na Pradze bieda i nieszczęścia występują z wyjątkową intensywnością. Długa, głęboka studnia, ceglane ściany, a na środku piaskownica pozbawiona piasku. I obok wózek inwalidzki z chłopakiem, który siedział tam tak smutno ze spuszczoną głową.
Beznadzieja.
- Beznadzieja. Idealnie to wtedy korespondowało z moim stanem. Sama nasza kamienica była dość dobrze utrzymana, mieszkały w niej też inteligenckie rodziny, rdzenni prażanie - taka enklawa starej Pragi na Starej Pradze. Ale tuż obok - rudery.
Dlaczego nie chwyciłeś za długopis i nie zacząłeś pisać scenariusza?
- Te dwie dziedziny mojej aktywności - fotografia i pisanie - rymują się ze sobą. Interesuje mnie rzeczywistość, w kinie też. Chcę być blisko życia. Gdy przeczytałem tekst Lidki Ostałowskiej o Paktofonice, poczułem, że to materiał na film, bo jest świetnym podsumowaniem ostatnich 20 lat w Polsce. Śmierć Magika była wyrazem rozczarowania tymi przemianami. Napisałem scenariusz, duża firma producencka była nim zainteresowana.
I co się stało?
- Niestety, nie udało mi się podpisać z nimi umowy, która dawałaby mi pewną autorską kontrolę nad tym materiałem, szanowała zdanie tych chłopaków, rodziców, wdowy po Magiku. To był pat, ani ja nie mogłem nic z tym scenariuszem zrobić, ani oni. Musiało minąć pięć lat, żebym odzyskał do niego prawa. "Krytyka Polityczna" wydała scenariusz w formie książki, która bardzo dobrze się sprzedała. Właśnie skończyły się zdjęcia do filmu "Jesteś Bogiem", w przyszłym roku premiera. W końcu się udało.
Wróćmy na Pragę. W jakim jesteśmy momencie?
- 2003 rok, już skończyłem scenariusz, wiedziałem, że nic z tego nie będzie. Byłem bezrobotny, miałem poczucie totalnej porażki. Wróciła depresja, a leki nie działały. Nie funkcjonowałem, ledwo wstawałem z łóżka. Lekarze zalecali spacery, kontakt z ludźmi. Byłem w stanie zmusić się tylko do takiej aktywności, że pod wieczór ubierałem się i schodziłem na dół. Olga dała mi ten aparat, nauczyła, jak się nim posługiwać. Snułem się po Pradze i czułem się całkowicie zlany z tą rzeczywistością. Gdy szliśmy do znajomych, którym się powiodło, to wracałem jeszcze bardziej zdołowany. A na Pradze czułem się świetnie.
Nie bałeś się tam włóczyć wieczorami?
- Gdy kilka razy Olga nie zamknęła samochodu i zostawiła komórkę na siedzeniu, to szybko do nas dotarło, że informacje na temat złej Pragi są mocno przesadzone. Że tutaj żyją raczej ludzie biedni, zepchnięci na margines, ale wcale niekoniecznie przestępcy (albo nie aktywni przestępcy). Śmiało wchodziłem w najciemniejsze zaułki, do bram.
A nie jest to łatwe, tak po prostu wejść tam w bramę z aparatem.
- Oczywiście dość wcześnie skonstatowałem, że ci wydziargani gentlemani to pewnie w więzieniu siedzieli. Ale pomyślałem: skoro ja ich traktuję normalnie, rozmawiam z nimi jak z ludźmi, to czemu mają mi coś zrobić. Czułem, że jestem z Pragi, że jestem jednym z nich, trochę "gorszy". Znajomi pytali zdziwieni: "To wy tam mieszkacie?!!" A mnie nic się tam złego nie przytrafiło. No może raz ktoś we mnie rzucił młotkiem. To była lekcja, że powinienem pytać każdego o zgodę, czy mogę go sfotografować.
Powoli zaczynałem tam zdrowieć, bo to byli jedyni ludzie, z którymi oprócz mojej żony miałem wtedy dobry kontakt i bliskie relacje.
Maciej Pisuk: Nie, w ogóle nie jestem z Warszawy. W 2000 roku dostałem tu pracę - półroczny kontrakt w serialu jako scenarzysta. To mój zawód. Pomyślałem - zostanę w Warszawie, wykorzystam szansę. Byłem na fali wznoszącej, wydawało mi się, że dam radę. Ale zaczęła się recesja i pojechałem w dół. Nie mogłem znaleźć roboty, szybko skończyły się pieniądze. Poznałem swoją obecną żonę. Akurat skończyła studia na ASP i rodzice kupili jej kawalerkę na Pradze. I tam z nią zamieszkałem.
Gdzie?
- Róg 11 Listopada i Inżynierskiej. Gdy tam pierwszy raz przyjechałem i wyjrzałem z naszego okna na 4. piętrze, to w odruchu krzyknąłem: - Olga! Masz aparat?! I ona odpowiedziała: - Mam.
Bardzo to było dla ciebie inne, nowe?
- Nie aż tak bardzo. Urodziłem się w Bielsku-Białej, znam też Górny Śląsk, bo tam przez ostatnie lata pracowałem nad scenariuszem filmu o Paktofonice. Mam w rodzinie ludzi, którzy żyją w bardzo skromnych warunkach. Ale to podwórko uświadomiło mi, że na Pradze bieda i nieszczęścia występują z wyjątkową intensywnością. Długa, głęboka studnia, ceglane ściany, a na środku piaskownica pozbawiona piasku. I obok wózek inwalidzki z chłopakiem, który siedział tam tak smutno ze spuszczoną głową.
Beznadzieja.
- Beznadzieja. Idealnie to wtedy korespondowało z moim stanem. Sama nasza kamienica była dość dobrze utrzymana, mieszkały w niej też inteligenckie rodziny, rdzenni prażanie - taka enklawa starej Pragi na Starej Pradze. Ale tuż obok - rudery.
Dlaczego nie chwyciłeś za długopis i nie zacząłeś pisać scenariusza?
- Te dwie dziedziny mojej aktywności - fotografia i pisanie - rymują się ze sobą. Interesuje mnie rzeczywistość, w kinie też. Chcę być blisko życia. Gdy przeczytałem tekst Lidki Ostałowskiej o Paktofonice, poczułem, że to materiał na film, bo jest świetnym podsumowaniem ostatnich 20 lat w Polsce. Śmierć Magika była wyrazem rozczarowania tymi przemianami. Napisałem scenariusz, duża firma producencka była nim zainteresowana.
I co się stało?
- Niestety, nie udało mi się podpisać z nimi umowy, która dawałaby mi pewną autorską kontrolę nad tym materiałem, szanowała zdanie tych chłopaków, rodziców, wdowy po Magiku. To był pat, ani ja nie mogłem nic z tym scenariuszem zrobić, ani oni. Musiało minąć pięć lat, żebym odzyskał do niego prawa. "Krytyka Polityczna" wydała scenariusz w formie książki, która bardzo dobrze się sprzedała. Właśnie skończyły się zdjęcia do filmu "Jesteś Bogiem", w przyszłym roku premiera. W końcu się udało.
Wróćmy na Pragę. W jakim jesteśmy momencie?
- 2003 rok, już skończyłem scenariusz, wiedziałem, że nic z tego nie będzie. Byłem bezrobotny, miałem poczucie totalnej porażki. Wróciła depresja, a leki nie działały. Nie funkcjonowałem, ledwo wstawałem z łóżka. Lekarze zalecali spacery, kontakt z ludźmi. Byłem w stanie zmusić się tylko do takiej aktywności, że pod wieczór ubierałem się i schodziłem na dół. Olga dała mi ten aparat, nauczyła, jak się nim posługiwać. Snułem się po Pradze i czułem się całkowicie zlany z tą rzeczywistością. Gdy szliśmy do znajomych, którym się powiodło, to wracałem jeszcze bardziej zdołowany. A na Pradze czułem się świetnie.
Nie bałeś się tam włóczyć wieczorami?
- Gdy kilka razy Olga nie zamknęła samochodu i zostawiła komórkę na siedzeniu, to szybko do nas dotarło, że informacje na temat złej Pragi są mocno przesadzone. Że tutaj żyją raczej ludzie biedni, zepchnięci na margines, ale wcale niekoniecznie przestępcy (albo nie aktywni przestępcy). Śmiało wchodziłem w najciemniejsze zaułki, do bram.
A nie jest to łatwe, tak po prostu wejść tam w bramę z aparatem.
- Oczywiście dość wcześnie skonstatowałem, że ci wydziargani gentlemani to pewnie w więzieniu siedzieli. Ale pomyślałem: skoro ja ich traktuję normalnie, rozmawiam z nimi jak z ludźmi, to czemu mają mi coś zrobić. Czułem, że jestem z Pragi, że jestem jednym z nich, trochę "gorszy". Znajomi pytali zdziwieni: "To wy tam mieszkacie?!!" A mnie nic się tam złego nie przytrafiło. No może raz ktoś we mnie rzucił młotkiem. To była lekcja, że powinienem pytać każdego o zgodę, czy mogę go sfotografować.
Powoli zaczynałem tam zdrowieć, bo to byli jedyni ludzie, z którymi oprócz mojej żony miałem wtedy dobry kontakt i bliskie relacje.
1
2
następne »
Najnowsze wiadomości z Pragi Północ
Najnowsze wiadomości z Warszawy







