Bezdomni ze Wschodniego: przepraszamy, że śmierdzimy
17.02.2012
aktualizacja: 2012-02-16 19:50
Fot. Fot . Wojciech Olkuśnik / Agencja Gazeta
- Nawet w mróz posiedzieć chwili nie można? Pasażerowie: - Smród straszny, oddychać się nie da. Kolej: - Nie jesteśmy noclegownią
Pan Tutek ma na sobie brudną i dziurawą kurtkę, na głowę naciągnięty kaptur. Na nikogo nie chce zrzucać winy. - Taki jestem, tak mi życie wychodzi - mówi i lekko się chwieje. A chwieje się pan Tutek, bo swoje dziś wypił. Chwieje się też, bo ręką opiera się na metalowej kuli.
- Rak biodra - wzrusza ramionami. Dziesięć lat temu wyszedł z domu i od tamtej pory domu nie ma.
- Ale mieszkanie to ja mam, naprawdę. Tylko brat tam teraz mieszka - mówi pan Tutek i idzie pytać o parę groszy pasażerów. Przed nową halą połączeń lokalnych Warszawa Wschodnia od Lubelskiej zebrało się kilku bezdomnych i próbują wejść do środka. Część z nich przeniosła się tu z odnowionego Dworca Centralnego. - Tam teraz bardziej ganiają - smuci się pan Tutek. Ale tutaj też mają wojnę z ochroną.
- Ty kut...ie! Bambuło pie...ony! Ja mam kolegów w policji, przyjadą, tyłek ci spiorą, skur...u! - woła do ochrony Heniek, a Tutek go uspokaja, choć sam grozi ręką.
Gdy ochroniarz wychodzi zapalić papierosa, zaraz podbiegają i wygrażają rękami, przekleństwem rzucą.
- Wyrzuca nas, bo śmierdzimy - tłumaczy się Tutek. - A przecież podczas mrozów to nawet policja kazała im wpuszczać, żebyśmy nie pomarzli. Teraz jak trochę mrozy zeszły, nawet na chwilę nie można wejść.
Ale ochrona dworca tłumaczy, że wyrzuca tylko pijanych i tych, co zaczepiają. Albo jak ludzie proszą o interwencję. A proszą często. Na przykład: jest na hali kolejka do kiosku. W kolejce staje bezdomna, chipsy chce kupić. Ludzie w kolejce patrzą na siebie. Pani z przodu macha ręką i robi "uch, uch". Pan z tyłu przeklina i odchodzi. Zaraz złość i przekleństwa na PKP. Trzeba interweniować.
Tutek: - Śmierdzę. Wiem, przepraszam. Śpimy niedaleko w pustostanie, ale zimno, w mrozy nie dało rady. A w dzień to tutaj - pokazuje wejście do jamy z kartonami i ubraniami za barem z parówkami.
Łukasz Kurpiewski, rzecznik PKP, denerwuje się, kiedy się go pyta o bezdomnych ze Wschodniego. Bo to i z jednej strony źle - pasażerowie się skarżą, że śmierdzi, że nieprzyjemnie, a kolej nic z tym nie robi, i gazety piszą, że wstyd. I z drugiej źle, bo jeśli kolej interweniuje, to pretensje, że bez serca na mróz. - Kolej nie jest instytucją powołaną do opieki nad osobami bezdomnymi - mówi Kurpiewski. - Pasażerowie nie życzą sobie osób bezdomnych na dworcach, dlatego firmy ochroniarskie są zobowiązane do wypraszania ich, by poczekalnie czy hale kasowe nie zamieniły się w noclegownie. W przypadku silnego mrozu zwracamy się o interwencję do straży miejskiej czy policji, by zabrała te osoby do noclegowni czy innych miejsc, gdzie mogą bezpiecznie schronić się przed zimnem.
Kilkaset metrów dalej, przy Kijowskiej, jest Praskie Centrum Pomocy Bliźniemu Monaru-Markotu. To ośrodek stacjonarny dla ludzi, którzy z bezdomności próbują wyjść. - Ale i ci z dworca przychodzą do nas za dnia na obiady - mówią w ośrodku. - Niedaleko, na Skaryszewskiej, mają też noclegownię.
Bezdomni ze Wschodniego nie chcą jednak do noclegowni. Trzeba podporządkować się regulaminowi. Zakazany jest alkohol. - E, bo i wszy zaraz dostanę, to nie dla mnie - macha ręką pan Tutka i znowu lekko się chwieje. - Pojechałbym do brata, on by mi pomógł. Ale jak? Tak się nie pokażę - pokazuje na kurtkę z dziurą. - Bratanka tam mam. Pamiętam, jak go jeszcze na barana nosiłem.
To on, mówi Tutek, tak mnie nazwał - "Tutkiem". Nie mógł "wujek" wymówić: - Ja mam plan, jak już się doprowadzę do porządku, to wtedy do niego pojadę. Na pewno.
- Rak biodra - wzrusza ramionami. Dziesięć lat temu wyszedł z domu i od tamtej pory domu nie ma.
- Ale mieszkanie to ja mam, naprawdę. Tylko brat tam teraz mieszka - mówi pan Tutek i idzie pytać o parę groszy pasażerów. Przed nową halą połączeń lokalnych Warszawa Wschodnia od Lubelskiej zebrało się kilku bezdomnych i próbują wejść do środka. Część z nich przeniosła się tu z odnowionego Dworca Centralnego. - Tam teraz bardziej ganiają - smuci się pan Tutek. Ale tutaj też mają wojnę z ochroną.
- Ty kut...ie! Bambuło pie...ony! Ja mam kolegów w policji, przyjadą, tyłek ci spiorą, skur...u! - woła do ochrony Heniek, a Tutek go uspokaja, choć sam grozi ręką.
Gdy ochroniarz wychodzi zapalić papierosa, zaraz podbiegają i wygrażają rękami, przekleństwem rzucą.
- Wyrzuca nas, bo śmierdzimy - tłumaczy się Tutek. - A przecież podczas mrozów to nawet policja kazała im wpuszczać, żebyśmy nie pomarzli. Teraz jak trochę mrozy zeszły, nawet na chwilę nie można wejść.
Ale ochrona dworca tłumaczy, że wyrzuca tylko pijanych i tych, co zaczepiają. Albo jak ludzie proszą o interwencję. A proszą często. Na przykład: jest na hali kolejka do kiosku. W kolejce staje bezdomna, chipsy chce kupić. Ludzie w kolejce patrzą na siebie. Pani z przodu macha ręką i robi "uch, uch". Pan z tyłu przeklina i odchodzi. Zaraz złość i przekleństwa na PKP. Trzeba interweniować.
Tutek: - Śmierdzę. Wiem, przepraszam. Śpimy niedaleko w pustostanie, ale zimno, w mrozy nie dało rady. A w dzień to tutaj - pokazuje wejście do jamy z kartonami i ubraniami za barem z parówkami.
Łukasz Kurpiewski, rzecznik PKP, denerwuje się, kiedy się go pyta o bezdomnych ze Wschodniego. Bo to i z jednej strony źle - pasażerowie się skarżą, że śmierdzi, że nieprzyjemnie, a kolej nic z tym nie robi, i gazety piszą, że wstyd. I z drugiej źle, bo jeśli kolej interweniuje, to pretensje, że bez serca na mróz. - Kolej nie jest instytucją powołaną do opieki nad osobami bezdomnymi - mówi Kurpiewski. - Pasażerowie nie życzą sobie osób bezdomnych na dworcach, dlatego firmy ochroniarskie są zobowiązane do wypraszania ich, by poczekalnie czy hale kasowe nie zamieniły się w noclegownie. W przypadku silnego mrozu zwracamy się o interwencję do straży miejskiej czy policji, by zabrała te osoby do noclegowni czy innych miejsc, gdzie mogą bezpiecznie schronić się przed zimnem.
Kilkaset metrów dalej, przy Kijowskiej, jest Praskie Centrum Pomocy Bliźniemu Monaru-Markotu. To ośrodek stacjonarny dla ludzi, którzy z bezdomności próbują wyjść. - Ale i ci z dworca przychodzą do nas za dnia na obiady - mówią w ośrodku. - Niedaleko, na Skaryszewskiej, mają też noclegownię.
Bezdomni ze Wschodniego nie chcą jednak do noclegowni. Trzeba podporządkować się regulaminowi. Zakazany jest alkohol. - E, bo i wszy zaraz dostanę, to nie dla mnie - macha ręką pan Tutka i znowu lekko się chwieje. - Pojechałbym do brata, on by mi pomógł. Ale jak? Tak się nie pokażę - pokazuje na kurtkę z dziurą. - Bratanka tam mam. Pamiętam, jak go jeszcze na barana nosiłem.
To on, mówi Tutek, tak mnie nazwał - "Tutkiem". Nie mógł "wujek" wymówić: - Ja mam plan, jak już się doprowadzę do porządku, to wtedy do niego pojadę. Na pewno.
-
Bezdomni ze Wschodniego: przepraszamy, że śmier...
1952.r
17.02.12, 10:12
Każdy z nas jest kowalem swego losu ale to nie znaczy, że można mieszkać gdzie się chce. Obowiązują jakieś normy, nie zajmuje się przestrzeni do innych celów. Dworzec PKP jest właśnie »
-
Kierować ich do siedziby Agory
three-gun-max
17.02.12, 14:57
Niech bezdomni zmienią miejsce koczowania z dworca na Czerską to będziemy mieli dowód na to, że czerwoni są hojni tylko jeśli chodzi o cudze pieniądze :)»
-
Bezdomni ze Wschodniego: przepraszamy, że śmier...
javall
17.02.12, 17:31
Dla bezdomnych - noclegownie, lub domy dziennego pobytu.Dworce dla podroznych.»
Najnowsze wiadomości z Pragi Północ
Najnowsze wiadomości z Warszawy


odtwórz
