Małpa, orzeł, nosorożec - to nasi kumple
13.02.2010
aktualizacja: 2010-02-12 21:52
- Czasem iskam Lucy. A czasem siadam plecami do klatki i też pozwalam jej się poiskać - mówi Kasia, opiekunka małp w zoo
ZOBACZ TAKŻE
- Na Bródnie robią telewizję. Bez cenzury mówią, jak jest (06-03-10, 11:00)
- Trojaczki w zoo. Na razie potulne, ale będą groźne (18-12-09, 17:47)
- Skarby ukryte w Otwocku. Mało kto je widział (13-03-10, 13:00)
- Te koty będą bardzo groźne. Zobacz zdjęcia jaguarów (20-01-10, 16:06)
- Nowa atrakcja w zoo - klatka z ludźmi (25-11-09, 17:11)
Warszawskie zoo to osobny świat w mieście. Mieszka tam ok. 5 tys zwierząt reprezentujących aż 500 gatunków. Zajmuje się nimi armia ludzi. Nie wszyscy mają wykształcenie zoologiczne, ale wszyscy są pasjonatami.
Orlica wita mnie z daleka
BARBARA ZALEWSKA, 57 lat, kierowniczka sekcji ptaków w dziale hodowlanym, w zoo od 1977 r.
- Praca z ptakami to całe moje życie. Nauczyłam się od nich cierpliwości i spokoju. Mam pod opieką 620 ptaków, a to i tak nie wszystkie, które mieszkają w zoo. Staram się nie mieć ulubieńców. Jednak kiedy zbliżam się do klatki z orlicą stepową, wita mnie już z daleka. Wita mnie też paw, którego nazywam "pączuś". Spaceruje ze mną wzdłuż ogrodzenia.
W ogrodzie pracuję od 1977 r. Najpierw w laboratorium, potem w dziale bezkręgowców. Zawsze bałam się, że któregoś insekta przyniosę do domu. Choć kocham wszystkie zwierzęta, jak widzę karalucha, prusaka czy wesz, poluję na nią całą noc.
Codziennie robię obchód swoich podopiecznych. Chodzę od klatki do klatki, zagaduję do papug, bażantów, pytam: "Jak się masz". Ptaki odpowiadają mi w swoim języku.
Kiedyś jeździłam konno na Służewcu, ale musiałam zrezygnować. Zdiagnozowano u mnie stwardnienie rozsiane. Wiem, że nie zawsze będę sprawna i pewnego dnia mogę nie wstać z łóżka. Bez zoo nie wyobrażam sobie jednak życia. Ptaki, tak jak psy, przyzwyczajają się do opiekuna. Gdy go nie ma, wyrywają sobie pióra, umierają z tęsknoty. Na razie swoich ulubieńców nie zostawię.
Odkryłam fetysz Szymona
KATARZYNA WEJCHERT, 27 lat, pielęgniarka człekokształtnych, w zoo od 2002 r.
- Naczelne zawsze mnie pociągały. Są jak nasze odbicie w krzywym zwierciadle. Pasjonujące do obserwacji, mają bogatą liczbę zachowań nieskrępowaną przez normy społeczne.
Studiowałam zootechnikę. Pracę w zoo zaczęłam od wolontariatu, właśnie w pawilonie małp człekokształtnych. Najbardziej lubię szympansy. Zawsze po pracy do nich idę. Rozmawiam z nimi, bawimy się. Czasem iskam młodą Lucy. Czasem siadam plecami do klatki i też pozwalam jej się poiskać. Zakumplowałam się też z 47-letnią Judy, szympansicą, która do Warszawy trafiła z Dublina. Ona pełni funkcję mediatora we wszystkich małpich sporach. Jest seniorką rodziny.
Mamy tu też Casanovę vel Szymona. Wieść niesie, że żadnej opiekunce nie przepuści, ale mnie na razie odpuszcza. Chyba że mam kalosze. On, jak niektórzy ludzie, jest fetyszystą. A ten fetysz to kalosze.
Goryle traktuję z respektem. Kiedy patrzę w ich piękne oczy, mam wyrzuty sumienia, że są zamknięte. Wiem, lepiej byłoby im w rezerwacie. Ale nie ma wyjścia. Są zagrożone wymarciem, to my zgotowaliśmy im ten los.
Pracy nie zmieniłabym za nic w świecie. Marzę o wyjeździe do innych ogrodów, by podpatrzyć, jak pracują w nich z naczelnymi. Do dżungli nie chcę jechać. Starcza mi Szymon, Lucy i Judy i cała szympansia banda.
Kubę da się przekupić
IRENA TROCHIM, 45 lat, w zoo od 2003 r., i JACEK PRZYBYSZ, 33 lata, w zoo od 2009 r. - opiekunowie nosorożców
I.T.: - 5-letni Kuba i 2,5-roczna Shikary to jedyna para nosorożców indyjskich w Polsce. Urodziły się w Niemczech. Na początku doglądałam słoni. Kiedy do zoo przyjechał pierwszy nosorożec Gaja, to właśnie ode mnie wzięła jabłko. Wtedy dyrektor powiedział, że mam się nią zająć. I tak zostałam z nosorożcami.
Miłość do zwierząt zaszczepił w mnie mąż, który pracował w zoo przy słoniach. Dużo o nich opowiadał. Skończyłam technikum o kierunku hodowla zwierząt, ale pracowałam jako fakturzystka w biurze. Praca z Kubą jest nieporównywalnie przyjemniejsza. Mniej podoba się to dzieciom. Kiedy przychodzę do domu i chcę je przytulić, mówią: - Mamo, pachniesz nosorożcem!
J.P.: - Jeszcze rok temu byłem kierowcą. Z wykształcenia jest tokarzem. Do zoo trafiłem przez ogłoszenie w gazecie.
I.T.: - Tu nie chodzi o wykształcenie, ale o pasję. A Jacek jest świetnym opiekunem. Nosorożce od razu mu zaufały.
Orlica wita mnie z daleka
BARBARA ZALEWSKA, 57 lat, kierowniczka sekcji ptaków w dziale hodowlanym, w zoo od 1977 r.
- Praca z ptakami to całe moje życie. Nauczyłam się od nich cierpliwości i spokoju. Mam pod opieką 620 ptaków, a to i tak nie wszystkie, które mieszkają w zoo. Staram się nie mieć ulubieńców. Jednak kiedy zbliżam się do klatki z orlicą stepową, wita mnie już z daleka. Wita mnie też paw, którego nazywam "pączuś". Spaceruje ze mną wzdłuż ogrodzenia.
W ogrodzie pracuję od 1977 r. Najpierw w laboratorium, potem w dziale bezkręgowców. Zawsze bałam się, że któregoś insekta przyniosę do domu. Choć kocham wszystkie zwierzęta, jak widzę karalucha, prusaka czy wesz, poluję na nią całą noc.
Codziennie robię obchód swoich podopiecznych. Chodzę od klatki do klatki, zagaduję do papug, bażantów, pytam: "Jak się masz". Ptaki odpowiadają mi w swoim języku.
Kiedyś jeździłam konno na Służewcu, ale musiałam zrezygnować. Zdiagnozowano u mnie stwardnienie rozsiane. Wiem, że nie zawsze będę sprawna i pewnego dnia mogę nie wstać z łóżka. Bez zoo nie wyobrażam sobie jednak życia. Ptaki, tak jak psy, przyzwyczajają się do opiekuna. Gdy go nie ma, wyrywają sobie pióra, umierają z tęsknoty. Na razie swoich ulubieńców nie zostawię.
Odkryłam fetysz Szymona
KATARZYNA WEJCHERT, 27 lat, pielęgniarka człekokształtnych, w zoo od 2002 r.
- Naczelne zawsze mnie pociągały. Są jak nasze odbicie w krzywym zwierciadle. Pasjonujące do obserwacji, mają bogatą liczbę zachowań nieskrępowaną przez normy społeczne.
Studiowałam zootechnikę. Pracę w zoo zaczęłam od wolontariatu, właśnie w pawilonie małp człekokształtnych. Najbardziej lubię szympansy. Zawsze po pracy do nich idę. Rozmawiam z nimi, bawimy się. Czasem iskam młodą Lucy. Czasem siadam plecami do klatki i też pozwalam jej się poiskać. Zakumplowałam się też z 47-letnią Judy, szympansicą, która do Warszawy trafiła z Dublina. Ona pełni funkcję mediatora we wszystkich małpich sporach. Jest seniorką rodziny.
Mamy tu też Casanovę vel Szymona. Wieść niesie, że żadnej opiekunce nie przepuści, ale mnie na razie odpuszcza. Chyba że mam kalosze. On, jak niektórzy ludzie, jest fetyszystą. A ten fetysz to kalosze.
Goryle traktuję z respektem. Kiedy patrzę w ich piękne oczy, mam wyrzuty sumienia, że są zamknięte. Wiem, lepiej byłoby im w rezerwacie. Ale nie ma wyjścia. Są zagrożone wymarciem, to my zgotowaliśmy im ten los.
Pracy nie zmieniłabym za nic w świecie. Marzę o wyjeździe do innych ogrodów, by podpatrzyć, jak pracują w nich z naczelnymi. Do dżungli nie chcę jechać. Starcza mi Szymon, Lucy i Judy i cała szympansia banda.
Kubę da się przekupić
IRENA TROCHIM, 45 lat, w zoo od 2003 r., i JACEK PRZYBYSZ, 33 lata, w zoo od 2009 r. - opiekunowie nosorożców
I.T.: - 5-letni Kuba i 2,5-roczna Shikary to jedyna para nosorożców indyjskich w Polsce. Urodziły się w Niemczech. Na początku doglądałam słoni. Kiedy do zoo przyjechał pierwszy nosorożec Gaja, to właśnie ode mnie wzięła jabłko. Wtedy dyrektor powiedział, że mam się nią zająć. I tak zostałam z nosorożcami.
Miłość do zwierząt zaszczepił w mnie mąż, który pracował w zoo przy słoniach. Dużo o nich opowiadał. Skończyłam technikum o kierunku hodowla zwierząt, ale pracowałam jako fakturzystka w biurze. Praca z Kubą jest nieporównywalnie przyjemniejsza. Mniej podoba się to dzieciom. Kiedy przychodzę do domu i chcę je przytulić, mówią: - Mamo, pachniesz nosorożcem!
J.P.: - Jeszcze rok temu byłem kierowcą. Z wykształcenia jest tokarzem. Do zoo trafiłem przez ogłoszenie w gazecie.
I.T.: - Tu nie chodzi o wykształcenie, ale o pasję. A Jacek jest świetnym opiekunem. Nosorożce od razu mu zaufały.
1
2
następne »
Najnowsze wiadomości z Pragi Północ
Najnowsze wiadomości z Warszawy




