Desant pierwszych aniołków-potworków na Pradze

Tomasz Urzykowski
14.06.2010 aktualizacja: 2010-06-13 20:50
A A A Drukuj
Marek Sułek i poprawione aniołki Fot. Franciszek Mazur / Agencja Gazeta
Niebieskie aniołki potworki miały desantem opanować Pragę. Na razie zdobyły tylko przyczółek i to zaledwie na trzy miesiące. Plany szybkiej inwazji pokrzyżował ich uśmiech.
Z soboty na niedzielę prawobrzeżna Warszawa świętowała Noc Pragi. Jedną z atrakcji było odsłonięcie "Matecznika anielskiego" urządzonego u zbiegu Targowej i Ząbkowskiej. Na schodkowym postumencie siedzi mama anielica, obok niej stoją trzy aniołki. Wykonane ze sztucznego kamienia postacie są w kolorze niebieskim, mają karykaturalne sylwetki, małe skrzydełka i twarze psotnych skrzatów.

- Nie chciałem ich wygładzać. To są aniołki z charakterem, pasują do Pragi - mówi ich autor Marek Sułek, artysta pracujący na Kamionku.

"Matecznik..." jest częścią większego projektu. Marek Sułek zaproponował, by każda praska ulica posiadała swojego "aniołka stróża". Niebieskie stworki miały się pojawić w bramach, na parapetach, murkach i w zagłębieniach ścian. Pomysł spodobał się władzom Pragi-Północ. Na sam "Matecznik..." wyłożyły 30 tys. zł. Następne figurki mieli fundować prywatni sponsorzy i umieszczać na nich tabliczki ze swoim logo. W promocję projektu zaangażował się wiceburmistrz dzielnicy Artur Buczyński. Anielską inwazję zaplanowano na Noc Pragi.

- Udało się ustawić tylko "Matecznik...". Ale nawet on dostał zezwolenie tymczasowe, na trzy miesiące. Dlatego jego postument wykonany jest nie z betonu, ale z wodoodpornej sklejki. Na inne aniołki na razie nie ma zgody. To skutek nagonki, złej prasy. Dzielnica popiera projekt, pan Tomasz Gamdzyk z miejskiego wydziału estetyki też go dobrze przyjął, ale we władzach miasta są również przeciwnicy. Głosy krytyczne zebrała zwłaszcza chuligańska twarz aniołków - mówi Marek Sułek.

O tych kontrowersjach pisaliśmy w marcu w "Gazecie". Projekt Sułka przedstawiono radnym Pragi-Północ, potem radnym Warszawy, którzy musieli wyrazić zgodę na przyznanie pieniędzy na "Matecznik...". Najostrzej skrytykowała go wtedy Małgorzata Kobus (PiS). Pytała: "Co to jest? Pomnik anioła? Jakieś kuriozum. Czy był konkurs na jego projekt?".

- Wyraz twarzy aniołków rzeczywiście wywołał dyskusję. W pierwszych wersjach artysta zaproponował postacie bardziej opryszkowate, bez uśmiechu, z wystającym zębem. Poprosiliśmy, by nad tym jeszcze popracował. Projekt ewoluował, pan Sułek wprowadzał zmiany do ostatniej chwili i teraz jest już dobrze. Aniołki się uśmiechają. Ostateczną wersję jednogłośnie zaakceptowała w zeszłym tygodniu nasza komisja kultury - mówi wiceburmistrz Artur Buczyński. Obiecuje, że tymczasowe pozwolenie na ustawienie "Matecznika..." zostanie po trzech miesiącach przedłużone: - Mieliśmy za mało czasu na załatwienie formalności. Jeśli ten obiekt ma być na stałe związany z gruntem, potrzeba pozwolenia na budowę, a to papierkowa robota.

Co dalej z "aniołkami stróżami" na praskich ulicach?

- Najpierw przeciwnicy muszą się oswoić z "Matecznikiem...". Mam nadzieję, że kiedy go zobaczą zmienią zdanie. Mieszkańcy Pragi reagują na niego bardzo miło. Śmieją się, fotografują przy nim - mówi Marek Sułek. Dodaje, że jego rzeźby są odporne na warunki atmosferyczne i wandali: - Wykonałem je z żywicy epoksydowej, mączki krzemowej, piasku i włókna szklanego. Małe ważą po 30-40 kg, duży - około 140 kg, bo ma jeszcze w środku zbrojenie. Jest jak czołg.

Wiceburmistrz Buczyński twierdzi, że nikt w mieście nie blokuje powstania kolejnych aniołków, a cały projekt jest na dobrej drodze:

- Zgłosiło się już kilkunastu sponsorów chętnych do ich sfinansowania. Dotychczas nie powstały, bo sam artysta nie był w stanie tak szybko wykonać większej liczby aniołków.

Przeczytaj także: Homoerotyka w Muzeum Narodowym - rusza śmiała wystawa



Wszystko o Muzeum Warszawskiej Pragi


Podziel się

Najnowsze wiadomości z Pragi Północ
Najnowsze wiadomości z Warszawy