Praski jamnik szturmuje ratusz w obronie trawnika
03.08.2010
aktualizacja: 2010-08-02 19:13
Ratusz rozpatrzył prawie tysiąc uwag zgłoszonych do planu zagospodarowania rejonu Dworca Wschodniego. Aż 95 proc. z nich dotyczyło planów zabudowy trawnika przed blokiem przy ul. Kijowskiej.
ZOBACZ TAKŻE
- Żoliborz: Na Suzina prawo przegrywa ze śniegiem (28-01-11, 23:00)
- Drzewo strzaskało zabytkowy mur. Kto odbuduje? (11-08-10, 12:47)
- Hurra! Ratusz uruchamia darmowe Wi-Fi w centrum Warszawy (04-08-10, 19:05)
- "Bronię trawników w Łazienkach przed leżakowaniem" (30-07-10, 12:00)
- Rozjeżdżają Pole Mokotowskie. Nowa droga na trawniku (19-07-10, 23:00)
- Kto chce uwolnić trawniki, a kto nie? Pytamy polityków (17-06-10, 09:00)
Pomysł budowy pojawił się w planie zagospodarowania rejonu Dworca Wschodniego. Projekt obejmuje tereny, o których głośno w mediach, m.in. okolice Stadionu Narodowego, wytycza także miejsce na dworzec autobusowy przy Dworcu Wschodnim.
Jednak te zapisy planu nie wzbudziły większego zainteresowania mieszkańców. Na 984 uwagi zgłoszone do opracowania aż 963 dotyczyły planów zabudowy terenu przed blokiem przy Kijowskiej 11.
To nie byle jaki blok. Pięciopiętrowy budynek zwany czasami praskim jamnikiem ma aż 43 klatki schodowe. Jest długi na ponad pół kilometra i jest najdłuższym blokiem w Warszawie, licząc w linii prostej (trzy razy dłuższy jest pozałamywany blok na Przyczółku Grochowskim). Autorzy planu z firmy Dawos zaproponowali, by część szerokiego na blisko 50 metrów terenu zielonego pomiędzy blokiem a ul. Kijowską przeznaczyć pod budowę sześciu budynków mieszkaniowych z usługami w parterze. W bloku zawrzało.
- Zrobiliśmy zebranie. Założyliśmy stowarzyszenie Zielone Osiedle Kijowska, żeby móc działać jako strona. 26 osób chodziło po mieszkaniach i zbierało podpisy pod protestem, potem za zgodą rady osiedla dołączyli się jeszcze dozorcy - mówi Wiesława Rolke, mieszkanka bloku. Zebrano ponad 900 podpisów, choć w bloku jest tylko 430 mieszkań - do akcji dołączyli się mieszkańcy sąsiednich bloków. Na wniosek administracji ich osiedla uwagę do planu złożyły także władze spółdzielni RSM Praga, do której należy blok przy Kijowskiej. Wyliczono w niej wszystkie obawy mieszkańców: że w mieszkaniach zrobi się ciemno, w okolicy trudno będzie zaparkować, a także, że "biorąc pod uwagę długość budynku przy ul. Kijowskiej 11, obawiają się trudnej do przewidzenia cyrkulacji powietrza, w tym ustawicznych przeciągów".
- Nie chcemy mieć 30 metrów od okien sześciu bloków i jeszcze na dodatek ulicy - mówi pani Wiesława. W uwadze, którą złożyła do planu. napisała kwieciście: "Nowa zabudowa wzdłuż ul. Kijowskiej spowoduje degradację budynku Kijowska 11: zmiana widoku, zasłonięcie światła, stworzenie blokowiska, ocieplenie, tunel aerodynamiczny, efekt echa, zanieczyszczenia dźwiękowe, brak snu i wypoczynku. A do tego likwidacja zieleni i ruch samochodowy pod oknem". Dodała jeszcze: "Teren otwarty od ul. Kijowskiej mieszkańcy traktują jak przedłużenie swoich mieszkań - po latach przyzwyczaili się do obecnego stanu". "Dlaczego nie można dać ludziom więcej zieleni, miejsca do spacerów i po prostu estetycznego widoku z okien?" - wtórował jej w swojej uwadze mieszkaniec Michał Owczarek.
- No, ale to nie jest teren należący do mieszkańców - odpowiada Krzysztof Domaradzki z pracowni Dawos, która opracowała plan. Grunt należy do miasta, choć RSM Praga stara się na nim uwłaszczyć. Planista przekonuje, że protesty mieszkańców to nieporozumienie. - Część z nich chyba myślała, że przed ich oknami stanie taki sam blok jak ten, w którym mieszkają. A my zaplanowaliśmy sześć budynków, a pomiędzy nową zabudową a blokiem zachowamy zieleń - mówi. Obawy o przeciągi bagatelizuje. - To teraz tam niby nie wieje? Przecież ten trawnik to wygon, po którym właśnie hula wiatr. Pozostawienie go bez zabudowy byłoby nieracjonalne. On powstał przypadkowo, bo bloku nie zbudowano w pierzei Kijowskiej - dowodzi Krzysztof Domaradzki.
Większość spośród uwag zostało właśnie odrzuconych. Ratusz zalecił jedynie projektantom, by nieco zwęzić uliczki w kanionie pomiędzy starym blokiem a nową zabudową i zachować pas zieleni nie węższy niż 30 metrów.

Jednak te zapisy planu nie wzbudziły większego zainteresowania mieszkańców. Na 984 uwagi zgłoszone do opracowania aż 963 dotyczyły planów zabudowy terenu przed blokiem przy Kijowskiej 11.
To nie byle jaki blok. Pięciopiętrowy budynek zwany czasami praskim jamnikiem ma aż 43 klatki schodowe. Jest długi na ponad pół kilometra i jest najdłuższym blokiem w Warszawie, licząc w linii prostej (trzy razy dłuższy jest pozałamywany blok na Przyczółku Grochowskim). Autorzy planu z firmy Dawos zaproponowali, by część szerokiego na blisko 50 metrów terenu zielonego pomiędzy blokiem a ul. Kijowską przeznaczyć pod budowę sześciu budynków mieszkaniowych z usługami w parterze. W bloku zawrzało.
- Zrobiliśmy zebranie. Założyliśmy stowarzyszenie Zielone Osiedle Kijowska, żeby móc działać jako strona. 26 osób chodziło po mieszkaniach i zbierało podpisy pod protestem, potem za zgodą rady osiedla dołączyli się jeszcze dozorcy - mówi Wiesława Rolke, mieszkanka bloku. Zebrano ponad 900 podpisów, choć w bloku jest tylko 430 mieszkań - do akcji dołączyli się mieszkańcy sąsiednich bloków. Na wniosek administracji ich osiedla uwagę do planu złożyły także władze spółdzielni RSM Praga, do której należy blok przy Kijowskiej. Wyliczono w niej wszystkie obawy mieszkańców: że w mieszkaniach zrobi się ciemno, w okolicy trudno będzie zaparkować, a także, że "biorąc pod uwagę długość budynku przy ul. Kijowskiej 11, obawiają się trudnej do przewidzenia cyrkulacji powietrza, w tym ustawicznych przeciągów".
- Nie chcemy mieć 30 metrów od okien sześciu bloków i jeszcze na dodatek ulicy - mówi pani Wiesława. W uwadze, którą złożyła do planu. napisała kwieciście: "Nowa zabudowa wzdłuż ul. Kijowskiej spowoduje degradację budynku Kijowska 11: zmiana widoku, zasłonięcie światła, stworzenie blokowiska, ocieplenie, tunel aerodynamiczny, efekt echa, zanieczyszczenia dźwiękowe, brak snu i wypoczynku. A do tego likwidacja zieleni i ruch samochodowy pod oknem". Dodała jeszcze: "Teren otwarty od ul. Kijowskiej mieszkańcy traktują jak przedłużenie swoich mieszkań - po latach przyzwyczaili się do obecnego stanu". "Dlaczego nie można dać ludziom więcej zieleni, miejsca do spacerów i po prostu estetycznego widoku z okien?" - wtórował jej w swojej uwadze mieszkaniec Michał Owczarek.
- No, ale to nie jest teren należący do mieszkańców - odpowiada Krzysztof Domaradzki z pracowni Dawos, która opracowała plan. Grunt należy do miasta, choć RSM Praga stara się na nim uwłaszczyć. Planista przekonuje, że protesty mieszkańców to nieporozumienie. - Część z nich chyba myślała, że przed ich oknami stanie taki sam blok jak ten, w którym mieszkają. A my zaplanowaliśmy sześć budynków, a pomiędzy nową zabudową a blokiem zachowamy zieleń - mówi. Obawy o przeciągi bagatelizuje. - To teraz tam niby nie wieje? Przecież ten trawnik to wygon, po którym właśnie hula wiatr. Pozostawienie go bez zabudowy byłoby nieracjonalne. On powstał przypadkowo, bo bloku nie zbudowano w pierzei Kijowskiej - dowodzi Krzysztof Domaradzki.
Większość spośród uwag zostało właśnie odrzuconych. Ratusz zalecił jedynie projektantom, by nieco zwęzić uliczki w kanionie pomiędzy starym blokiem a nową zabudową i zachować pas zieleni nie węższy niż 30 metrów.
Przeczytaj także: Zaczęli burzyć legendarną trybunę. Kawałek zostawią

Najnowsze wiadomości z Pragi Północ
Najnowsze wiadomości z Warszawy




