Społecznicy murem za konserwator zabytków
02.09.2010
aktualizacja: 2010-09-02 11:10
Przez prawie cztery godziny reprezentanci organizacji społecznych przekonywali wojewodę Jacka Kozłowskiego, by zrezygnował z odwołania wojewódzkiej konserwator zabytków Barbary Jezierskiej. - To najlepsza od lat osoba na tym stanowisku - powtarzali. Wojewoda zdania nie zmienił.
ZOBACZ TAKŻE
- Nowa aleja Brandysów wśród pochylonych macew (06-09-10, 21:10)
- Głos w obronie wojewody: "zabytki umierają" (06-09-10, 17:20)
- Front obrony konserwatora: społecznicy, naukowcy (06-09-10, 10:00)
- Listy w obronie konserwator: wojewoda też jest winny (03-09-10, 13:55)
- Konserwator zabytków wciąż na stanowisku (31-08-10, 11:00)
- Dymisja konserwator zabytków: inwestorzy już się cieszą (30-08-10, 10:00)
- Praska parowozownia została zniszczona bezprawnie? (03-08-10, 11:00)
Jacek Kozłowski zaprosił społeczników do urzędu wojewódzkiego, by przedyskutować z nimi planowaną dymisję Barbary Jezierskiej. Przyszło ok. 50 osób.
Wojewoda przestawił się jako osoba, która szacunek do zabytków wyniosła z rodzinnego domu w Gdańsku. - Moja mama jest wydawcą wszystkich przewodników po tym mieście z ostatnich 20 lat - zaznaczył. Potem wymienił zastrzeżenia do pracy Barbary Jezierskiej. Były to te same uwagi, które w zeszłym tygodniu przedstawił na konferencji prasowej. Swojej podwładnej wytknął: dopuszczenie do zniszczenia praskiej parowozowni (według niego Jezierska za późno wpisała ją do rejestru zabytków), złą współpracę z konserwatorem stołecznym i instytucjami administracji publicznej, a także brak polityki ochrony zabytków na Mazowszu. - Trzy lata prosiłem panią konserwator o przedstawienie strategii. Dostałem trzy strony, z których nic nie wynika - krytykował Jacek Kozłowski. - Nie odbieram pani Jezierskiej zasług, przyspieszyła wpisy do rejestru, ale działa nieskutecznie i chaotycznie.
Zgromadzeni na sali społecznicy stanęli w obronie Barbary Jezierskiej. - Chylę czoła za to, co zrobiła do tej pory. Zwłaszcza za wpisy do rejestru całych obszarów. To genialne posunięcie. Gdyby nie ono, stare kamienice na Pradze padłyby ofiarą "szerokiej modernizacji" - mówiła arch. Małgorzata Pastewka ze Stowarzyszenia Nowa Praga, przewodnicząca Forum Ochrony Zabytków przy wojewodzie. Piętnowała złe warunki pracy wojewódzkiego konserwatora, głodowe pensje jego urzędników i brak odpowiedniej obsługi prawnej urzędu konserwatorskiego, co skutkuje błędami w wydawanych decyzjach. - Czy pan, panie wojewodo, zapewnił konserwatorowi prawników? - pytała. Zaprzeczyła też, że konserwator nie ma strategii: - Istnieje przecież wojewódzki program ochrony zabytków na lata 2005-2009, a teraz powstaje na lata następne. Tajemnicą poliszynela jest, że pani Jezierska naraziła się dramatyczną obroną Parku Świętokrzyskiego przed zakusami wysoko postawionych deweloperów. A co do parowozowni: nie zostałaby zburzona, gdyby nie zezwolił na to wydział architektury Pragi-Północ - przekonywała Małgorzata Pastewka.
- Zrzucanie całej odpowiedzialności za zburzenie parowozowni na panią konserwator jest nieporozumieniem - wtórowała jej Ewa Komendowska, szefowa Stowarzyszenia Creo.
- Gdyby pani Jezierska wcześniej wpisała do rejestru parowozownię, deweloper wcześniej by ją zburzył, bo miał już decyzję zezwalającą na rozbiórkę - dodał Janusz Sujecki z Zespołu Opiekunów Kulturowego Dziedzictwa Warszawy "ZOK".
Głos w obronie Barbary Jezierskiej zabierali też przedstawiciele m.in.: Towarzystwa Opieki nad Zabytkami, Stowarzyszenia Architektów Polskich i Towarzystwa Przyjaciół Zalesia Dolnego. Jedna z uczestniczek spotkania odczytała fragment listu przeciw odwołaniu wystosowanego przez 18 organizacji z Warszawy i okolic.
- Pierwszy raz mamy na stanowisku wojewódzkiego konserwatora osobę, która nie podlega naciskom i nie boi się inwestorów. Ktokolwiek przyjdzie po pani Jezierskiej, nie spełni wymagań pana wojewody - stwierdziła Mira Walczykowska ze Stowarzyszenia "Ład na Mazowszu".
Wśród społeczników jedynie dwie osoby poparły dymisję Jezierskiej. Wojewoda odpowiadał na wszystkie głosy.
- Konserwator ma ustawowy obowiązek ochrony zabytków. A zabytek na Pradze został zniszczony. Jeśli w tej chwili nie wyciągnę konsekwencji wobec pani konserwator i kolejny zabytek będzie zburzony, to premier odwoła mnie. To jest odpowiedzialność polityczna - oznajmił.
Na końcu stwierdził, że zdania nie zmieni i nie wycofa wniosku do wiceministra kultury Piotra Żuchowskiego o akceptację dymisji Jezierskiej. Odniósł się też do wczorajszego listu otwartego wojewódzkiej konserwator, w którym w emocjonalnym tonie napisała wiele gorzkich słów o swoim przełożonym: "Jako wysokiej rangi urzędnik państwowy, za którym stoi cała potęga jego partii, niszczy i odwołuje w kampanii nagonki urzędnika Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków, który nie ma żadnego umocowania politycznego, wykwalifikowanego specjalistę i kobietę, z powodów innych niż merytoryczne". - Po takich słowach nasza dalsza współpraca byłaby trudna - powiedział Jacek Kozłowski.
Wojewoda przestawił się jako osoba, która szacunek do zabytków wyniosła z rodzinnego domu w Gdańsku. - Moja mama jest wydawcą wszystkich przewodników po tym mieście z ostatnich 20 lat - zaznaczył. Potem wymienił zastrzeżenia do pracy Barbary Jezierskiej. Były to te same uwagi, które w zeszłym tygodniu przedstawił na konferencji prasowej. Swojej podwładnej wytknął: dopuszczenie do zniszczenia praskiej parowozowni (według niego Jezierska za późno wpisała ją do rejestru zabytków), złą współpracę z konserwatorem stołecznym i instytucjami administracji publicznej, a także brak polityki ochrony zabytków na Mazowszu. - Trzy lata prosiłem panią konserwator o przedstawienie strategii. Dostałem trzy strony, z których nic nie wynika - krytykował Jacek Kozłowski. - Nie odbieram pani Jezierskiej zasług, przyspieszyła wpisy do rejestru, ale działa nieskutecznie i chaotycznie.
Zgromadzeni na sali społecznicy stanęli w obronie Barbary Jezierskiej. - Chylę czoła za to, co zrobiła do tej pory. Zwłaszcza za wpisy do rejestru całych obszarów. To genialne posunięcie. Gdyby nie ono, stare kamienice na Pradze padłyby ofiarą "szerokiej modernizacji" - mówiła arch. Małgorzata Pastewka ze Stowarzyszenia Nowa Praga, przewodnicząca Forum Ochrony Zabytków przy wojewodzie. Piętnowała złe warunki pracy wojewódzkiego konserwatora, głodowe pensje jego urzędników i brak odpowiedniej obsługi prawnej urzędu konserwatorskiego, co skutkuje błędami w wydawanych decyzjach. - Czy pan, panie wojewodo, zapewnił konserwatorowi prawników? - pytała. Zaprzeczyła też, że konserwator nie ma strategii: - Istnieje przecież wojewódzki program ochrony zabytków na lata 2005-2009, a teraz powstaje na lata następne. Tajemnicą poliszynela jest, że pani Jezierska naraziła się dramatyczną obroną Parku Świętokrzyskiego przed zakusami wysoko postawionych deweloperów. A co do parowozowni: nie zostałaby zburzona, gdyby nie zezwolił na to wydział architektury Pragi-Północ - przekonywała Małgorzata Pastewka.
- Zrzucanie całej odpowiedzialności za zburzenie parowozowni na panią konserwator jest nieporozumieniem - wtórowała jej Ewa Komendowska, szefowa Stowarzyszenia Creo.
- Gdyby pani Jezierska wcześniej wpisała do rejestru parowozownię, deweloper wcześniej by ją zburzył, bo miał już decyzję zezwalającą na rozbiórkę - dodał Janusz Sujecki z Zespołu Opiekunów Kulturowego Dziedzictwa Warszawy "ZOK".
Głos w obronie Barbary Jezierskiej zabierali też przedstawiciele m.in.: Towarzystwa Opieki nad Zabytkami, Stowarzyszenia Architektów Polskich i Towarzystwa Przyjaciół Zalesia Dolnego. Jedna z uczestniczek spotkania odczytała fragment listu przeciw odwołaniu wystosowanego przez 18 organizacji z Warszawy i okolic.
- Pierwszy raz mamy na stanowisku wojewódzkiego konserwatora osobę, która nie podlega naciskom i nie boi się inwestorów. Ktokolwiek przyjdzie po pani Jezierskiej, nie spełni wymagań pana wojewody - stwierdziła Mira Walczykowska ze Stowarzyszenia "Ład na Mazowszu".
Wśród społeczników jedynie dwie osoby poparły dymisję Jezierskiej. Wojewoda odpowiadał na wszystkie głosy.
- Konserwator ma ustawowy obowiązek ochrony zabytków. A zabytek na Pradze został zniszczony. Jeśli w tej chwili nie wyciągnę konsekwencji wobec pani konserwator i kolejny zabytek będzie zburzony, to premier odwoła mnie. To jest odpowiedzialność polityczna - oznajmił.
Na końcu stwierdził, że zdania nie zmieni i nie wycofa wniosku do wiceministra kultury Piotra Żuchowskiego o akceptację dymisji Jezierskiej. Odniósł się też do wczorajszego listu otwartego wojewódzkiej konserwator, w którym w emocjonalnym tonie napisała wiele gorzkich słów o swoim przełożonym: "Jako wysokiej rangi urzędnik państwowy, za którym stoi cała potęga jego partii, niszczy i odwołuje w kampanii nagonki urzędnika Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków, który nie ma żadnego umocowania politycznego, wykwalifikowanego specjalistę i kobietę, z powodów innych niż merytoryczne". - Po takich słowach nasza dalsza współpraca byłaby trudna - powiedział Jacek Kozłowski.
Przeczytaj także: Konserwator zwolniona za parowozownię. PINB upomniany
-
Społecznicy murem za konserwator zabytków
cillian1
02.09.10, 14:31
Właściwe to po co nam zabytki, po co marnować kasę? To tak jak wydawanie natrupa kasy, zawsze można udać, że się go ożywi.»
-
Społecznicy murem za konserwator zabytków
grazus0791
02.09.10, 15:46
Skoro wszyscy społecznicy, ludzie, co do których intencji nie ma cieniawątpliwości, ją bronią, to chyba nie ma o czym dyskutować, bo sprawa jestjasna. Komuś przeszkadza.»
Najnowsze wiadomości z Pragi Północ
Najnowsze wiadomości z Warszawy







