Młody radny ze Szmulek wstrząsnął warszawską polityką
22.12.2010
aktualizacja: 2010-12-21 21:43
Fot. Robert Kowalewski / Agencja Gazeta
Stanowiska dla nomenklatury uzgodnione, radni zebrani. A tu niespodzianka: jeden z najmłodszych warszawskich radnych Łukasz Muszyński (PO) mówi "nie" i wywraca koalicyjny układ. Czołowi warszawscy politycy wpadają w furię
Ciosy Łukasza Muszyńskiego bolą, bo są celne i skuteczne. Pierwszy to sprzeciw wobec przyjętej przez warszawską Platformę zasady rotacji ludzi nomenklatury. Niemal codziennie piszemy o burmistrzowskich roszadach. Burmistrz Żoliborza trafił do zarządu Ursusa, szef Ursusa idzie na Mokotów, była burmistrz Ursynowa objęła urząd na Woli itd. Kręci się od tego w głowie. Zasady, jakimi kierują się partyjni mocodawcy, nie są jasne, bo partyjne promocje dostają zarówno dobrze, jak i źle oceniani burmistrzowie.
To nie spodobało się Łukaszowi Muszyńskiemu, świeżo upieczonemu radnemu Pragi-Północ z Platformy. - Zupełnie nie mogłem zrozumieć, dlaczego dotychczasowa burmistrz Pragi-Północ Jolanta Koczorowska nie mogła zostać i partia skierowała ją gdzie indziej [trafiła do Wawra] - mówi Łukasz Muszyński.
Zapewnia, że zna opinię prażan na jej temat. Wychował się i mieszka na Szmulkach. Ludzi zna dobrze, bo od wczesnej młodości udziela się społecznie: robi zakupy starszym ludziom, bierze udział w akcjach charytatywnych. Udziela bezpłatnych porad prawnych. Mimo młodego wieku (24 lata) zdołał skończyć trzy kierunki studiów: prawo i stosunki międzynarodowe na Uniwersytecie Warszawskim oraz inżynierię produkcji na SGGW.
Muszyński należy do Platformy, ale jak mówi, jest człowiekiem spoza układu, o czym świadczy daleka, szósta pozycja na liście wyborczej. Do rady wchodzą zazwyczaj "jedynki" lub pierwsze w kolejności kobiety. Jemu się udało, m.in. dzięki ulotkom, na których reklamował się pod hasłem "Mucha [skrót nazwiska] nie siada".
Aby wyciszyć nieco jego ambicje, władze Platformy dały mu stanowisko wiceszefa praskiej rady. Nie pomogło. W krytycznym momencie powiedział partyjnym przełożonym kolejne "nie". Tym razem poszło o wybór burmistrza. Platforma przywiozła z Woli Marka Sitarskiego, który miał zastąpić Jolantę Koczorowską. PiS wystawił byłego wojewodę i wiceszefa kancelarii prezydenta Jacka Sasina.
Wynik głosowania wstrząsnął ratuszem. Choć koalicja PO-SLD ma na Pradze-Północ większość (12 radnych w 23-osobowej radzie), wybory wygrał Sasin.
Na pytanie, kto zdradził, radni SLD i PO wskazują na Muszyńskiego. Ten z kolei upiera się, że głosowanie jest tajne, więc nie można mówić, kto jak ma głosować. Przyznaje jednak, że przy tej okazji po raz kolejny pokłócił się z partyjnymi mocodawcami. - Bo mimo tajności kazali mi pokazywać, jak głosuję - mówi.
Teraz los praskiego samorządu spoczywa w jego ręku. Jeśli będzie głosował na złość partyjnym liderom, władzę w dzielnicy przejmie PiS i lokalna Praska Wspólnota Samorządowa lub prezydent Warszawy mianuje arbitralnie burmistrza, co będzie oznaczało permanentny spór o legalność władzy w tej dzielnicy.
To nie spodobało się Łukaszowi Muszyńskiemu, świeżo upieczonemu radnemu Pragi-Północ z Platformy. - Zupełnie nie mogłem zrozumieć, dlaczego dotychczasowa burmistrz Pragi-Północ Jolanta Koczorowska nie mogła zostać i partia skierowała ją gdzie indziej [trafiła do Wawra] - mówi Łukasz Muszyński.
Zapewnia, że zna opinię prażan na jej temat. Wychował się i mieszka na Szmulkach. Ludzi zna dobrze, bo od wczesnej młodości udziela się społecznie: robi zakupy starszym ludziom, bierze udział w akcjach charytatywnych. Udziela bezpłatnych porad prawnych. Mimo młodego wieku (24 lata) zdołał skończyć trzy kierunki studiów: prawo i stosunki międzynarodowe na Uniwersytecie Warszawskim oraz inżynierię produkcji na SGGW.
Muszyński należy do Platformy, ale jak mówi, jest człowiekiem spoza układu, o czym świadczy daleka, szósta pozycja na liście wyborczej. Do rady wchodzą zazwyczaj "jedynki" lub pierwsze w kolejności kobiety. Jemu się udało, m.in. dzięki ulotkom, na których reklamował się pod hasłem "Mucha [skrót nazwiska] nie siada".
Aby wyciszyć nieco jego ambicje, władze Platformy dały mu stanowisko wiceszefa praskiej rady. Nie pomogło. W krytycznym momencie powiedział partyjnym przełożonym kolejne "nie". Tym razem poszło o wybór burmistrza. Platforma przywiozła z Woli Marka Sitarskiego, który miał zastąpić Jolantę Koczorowską. PiS wystawił byłego wojewodę i wiceszefa kancelarii prezydenta Jacka Sasina.
Wynik głosowania wstrząsnął ratuszem. Choć koalicja PO-SLD ma na Pradze-Północ większość (12 radnych w 23-osobowej radzie), wybory wygrał Sasin.
Na pytanie, kto zdradził, radni SLD i PO wskazują na Muszyńskiego. Ten z kolei upiera się, że głosowanie jest tajne, więc nie można mówić, kto jak ma głosować. Przyznaje jednak, że przy tej okazji po raz kolejny pokłócił się z partyjnymi mocodawcami. - Bo mimo tajności kazali mi pokazywać, jak głosuję - mówi.
Teraz los praskiego samorządu spoczywa w jego ręku. Jeśli będzie głosował na złość partyjnym liderom, władzę w dzielnicy przejmie PiS i lokalna Praska Wspólnota Samorządowa lub prezydent Warszawy mianuje arbitralnie burmistrza, co będzie oznaczało permanentny spór o legalność władzy w tej dzielnicy.
-
Niewazne, nomenklaturze nic nie bedzie
sselrats
22.12.10, 16:47
tylko podsyca zludzenia demokracji.»
-
Powinien złożyć mandat
notozobaczymy
22.12.10, 18:46
w końcu bez szyldu partyjnego czy to PO czy SLD czy PiS niewiele by znaczył»
-
tacy ludzie jak Muszyński są Polsce potrzebni
zgr-edo
23.12.10, 06:06
żadnych świętości,żadnych układów, pracuje gościu na siebie. Jak pokaże się społeczeństwu jako człowiek niezależny , uczciwy i pracowity, to ludzie go na długo zapamietają.. Jestem pod »
Najnowsze wiadomości z Pragi Północ
Najnowsze wiadomości z Warszawy



