Praski serial o miłości władzy
02.02.2011
aktualizacja: 2011-02-01 18:18
AG
To historia o ludziach, którzy nie potrafią się powstrzymać ani przed śmiesznością, ani kompromitacją, gdy mają szansę zdobyć władzę. Nawet na krótko i nawet tak niewielką, jaką dysponuje się w dzielnicy miasta.
ZOBACZ TAKŻE
- Policja na sesji rady Pragi. Nie wiedzieli czy użyć siły (12-02-11, 10:00)
- Msza za radnych na Pradze. "Kierujmy się miłością" (05-02-11, 11:00)
- Rodzinny biznes PO na Pradze Północ. Posady dla swoich (04-02-11, 08:11)
- Ratusz: Sesja na Pradze-Północ była nielegalna (02-02-11, 19:22)
- Co dalej z Pragą? Ratusz czeka na opinie prawników (01-02-11, 17:54)
- Chaos na Pradze-Północ: pucz czy triumf demokracji? (31-01-11, 22:36)
- PiS rymuje i atakuje na sesji Rady Warszawy (27-01-11, 19:03)
Wybory samorządowe na Pradze-Północ wygrała Platforma. Ledwo, ledwo - zdobyła dziewięć mandatów w 23-osobowej radzie dzielnicy, co razem z trzyosobowym klubem SLD dawało jej większość.
To wystarczy, by wybrać przewodniczącego rady dzielnicy, zarząd i burmistrza. Starczyło jednak tylko na przegłosowanie przewodniczącej, bo jeden z nowych radnych PO Łukasz Muszyński przechodzi do wrogiego obozu PiS i Praskiej Wspólnoty Samorządowej (PWS). Teraz jednym głosem więcej dysponuje opozycja i szykuje się do wyboru burmistrza.
Platforma jednak raz zdobytej władzy tak łatwo nie oddaje, więc przewodnicząca rozpoczyna obstrukcję. Zawiesza obrady na miesiąc, tak że mija termin wyboru burmistrza i w majestacie prawa prezydent Gronkiewicz-Waltz mianuje burmistrza z PO.
Nawet trochę rozumiem Platformę. Przecież Muszyński był wybrany z ich listy, oszukał więc nie tylko swoją partię, ale i wyborców. Jednak powinni się już nauczyć, że zmiana barw w polityce się zdarza. I mianując w tym trybie swojego burmistrza, nie tylko łamią demokrację, ale przede wszystkim narażają się na śmieszność. Wiadomo było, że na pierwszej sesji PiS i PWS wspierane przez Muszyńskiego wybierze nowe władze.
PiS jest tym wszystkim oczywiście okropnie oburzony i zwołuje nawet nadzwyczajną sesję rady miasta, by zaprotestować przeciw zamordyzmowi Platformy.
I tu następuje gwałtowny zwrot akcji. "Gazeta" ujawnia, że radny Muszyński ma postawione przez prokuraturę wiele miesięcy wcześniej obrzydliwe zarzuty. Nawet przyznał się do szantażowania nastolatka, by zmusić go do seksu.
Platforma odzyskuje przewagę moralną, wyrzuca Muszyńskiego z szeregów i apeluje do niego, by oddał mandat. Muszyński jednak z rady odchodzić nie zamierza, z diet też nie rezygnuje. Wszystko to uznaje za polityczną prowokację. Wprawdzie przyznał się do winy, ale to się nie liczy. Gotów jest dalej uczestniczyć w sesjach rady i wspierać PiS.
Co dziwniejsze, dobrego samopoczucia nie tracą też praski PiS i PWS. Nie korzystają z okazji, żeby zamilknąć, nie mają zamiaru zrezygnować z poparcia Muszyńskiego. Na wtorkowej sesji odwołują za pomocą jego głosu przewodniczącą rady i zarząd. Teraz pewnie rozpocznie się korowód prawny, czy skok na władzę na Pradze był legalny, czy nie.
Wszystko jakoś można znieść. Tego jednak, że prascy samorządowcy z PiS i PWS zdecydowali się przejąć władzę przy pomocy człowieka z taką kartoteką, który - co oczywiste - powinien mandatu się zrzec i będzie go pozbawiony za kilka miesięcy - zaakceptować nie sposób. Radny Jacek Wachowicz (PWS) nie wstydził się być wybrany na przewodniczącego rady, a radny Dariusz Wieczorek (PiS) na wiceprzewodniczącego. Burmistrza jakoś nie wybrali, może inni kandydaci się wstydzili?
Wielu polityków, na wszystkich szczeblach, lubi mówić o moralności. Nikt jednak w moralizowaniu nie był w stanie prześcignąć działaczy PiS - oni zawsze mieli pełne gęby pouczeń. W dodatku partia konserwatywna, a tu oskarżenia o szantaż, i to jeszcze o podtekście homoerotycznym. I jakoś im to nie przeszkadza.
Mieli okazję zachować się przyzwoicie - nie skorzystali.
To wystarczy, by wybrać przewodniczącego rady dzielnicy, zarząd i burmistrza. Starczyło jednak tylko na przegłosowanie przewodniczącej, bo jeden z nowych radnych PO Łukasz Muszyński przechodzi do wrogiego obozu PiS i Praskiej Wspólnoty Samorządowej (PWS). Teraz jednym głosem więcej dysponuje opozycja i szykuje się do wyboru burmistrza.
Platforma jednak raz zdobytej władzy tak łatwo nie oddaje, więc przewodnicząca rozpoczyna obstrukcję. Zawiesza obrady na miesiąc, tak że mija termin wyboru burmistrza i w majestacie prawa prezydent Gronkiewicz-Waltz mianuje burmistrza z PO.
Nawet trochę rozumiem Platformę. Przecież Muszyński był wybrany z ich listy, oszukał więc nie tylko swoją partię, ale i wyborców. Jednak powinni się już nauczyć, że zmiana barw w polityce się zdarza. I mianując w tym trybie swojego burmistrza, nie tylko łamią demokrację, ale przede wszystkim narażają się na śmieszność. Wiadomo było, że na pierwszej sesji PiS i PWS wspierane przez Muszyńskiego wybierze nowe władze.
PiS jest tym wszystkim oczywiście okropnie oburzony i zwołuje nawet nadzwyczajną sesję rady miasta, by zaprotestować przeciw zamordyzmowi Platformy.
I tu następuje gwałtowny zwrot akcji. "Gazeta" ujawnia, że radny Muszyński ma postawione przez prokuraturę wiele miesięcy wcześniej obrzydliwe zarzuty. Nawet przyznał się do szantażowania nastolatka, by zmusić go do seksu.
Platforma odzyskuje przewagę moralną, wyrzuca Muszyńskiego z szeregów i apeluje do niego, by oddał mandat. Muszyński jednak z rady odchodzić nie zamierza, z diet też nie rezygnuje. Wszystko to uznaje za polityczną prowokację. Wprawdzie przyznał się do winy, ale to się nie liczy. Gotów jest dalej uczestniczyć w sesjach rady i wspierać PiS.
Co dziwniejsze, dobrego samopoczucia nie tracą też praski PiS i PWS. Nie korzystają z okazji, żeby zamilknąć, nie mają zamiaru zrezygnować z poparcia Muszyńskiego. Na wtorkowej sesji odwołują za pomocą jego głosu przewodniczącą rady i zarząd. Teraz pewnie rozpocznie się korowód prawny, czy skok na władzę na Pradze był legalny, czy nie.
Wszystko jakoś można znieść. Tego jednak, że prascy samorządowcy z PiS i PWS zdecydowali się przejąć władzę przy pomocy człowieka z taką kartoteką, który - co oczywiste - powinien mandatu się zrzec i będzie go pozbawiony za kilka miesięcy - zaakceptować nie sposób. Radny Jacek Wachowicz (PWS) nie wstydził się być wybrany na przewodniczącego rady, a radny Dariusz Wieczorek (PiS) na wiceprzewodniczącego. Burmistrza jakoś nie wybrali, może inni kandydaci się wstydzili?
Wielu polityków, na wszystkich szczeblach, lubi mówić o moralności. Nikt jednak w moralizowaniu nie był w stanie prześcignąć działaczy PiS - oni zawsze mieli pełne gęby pouczeń. W dodatku partia konserwatywna, a tu oskarżenia o szantaż, i to jeszcze o podtekście homoerotycznym. I jakoś im to nie przeszkadza.
Mieli okazję zachować się przyzwoicie - nie skorzystali.
-
Praski serial o miłości władzy
fantuska
02.02.11, 09:11
Zmiana barw w demokracji sie zdarza - święte słowaa radni niech nie zastępują sądu!!!»
Najnowsze wiadomości z Pragi Północ
Najnowsze wiadomości z Warszawy


