Najstarszą tkalnię na świecie sprzedam
20.05.2009
aktualizacja: 2009-05-19 21:47
Fot. Alina Gajdamowicz / AG
Zabytkowej tkalni w Łazienkach Królewskich - jednej z najstarszych na świecie - grozi likwidacja. Jej właściciel zapowiada wystawienie na sprzedaż XIX-wiecznych maszyn. Ich odkupieniem zainteresowane jest miasto, ale nie za proponowaną cenę.
ZOBACZ TAKŻE
- Naciągają staruszków na jedwabną pościel (29-05-09, 08:00)
- Warszawa w trójwymiarze według Niedenthala (21-05-09, 10:00)
- Niespodzianka - kawiarnia z nadzieją (19-05-09, 10:00)
- Dom Partii zasługuje na ochronę (16-05-09, 11:00)
- Siedziba KC PZPR stanie się zabytkiem? (16-05-09, 10:00)
- Pierwszy socrealistyczny budynek w stolicy (15-05-09, 16:00)
- Wystawa niezależnej fotografii na Krakowskim Przedmieściu (15-05-09, 15:00)
- Jedyny raz w roku można zwiedzać Cytadelę (13-05-09, 00:00)
SERWISY
Manufaktura w Łazienkach to unikat w skali światowej. Ze swymi 12 drewnianymi krosnami żakardowymi jest największym tego typu historycznym zakładem, który wciąż działa. Trzy takie krosna pracują jeszcze w Lyonie, trzy w Pałacu Cesarskim w Tokio, jedno w Wenecji, lecz produkuje już tylko wstążki.
- U nas powstają tkaniny o wzorach od XVII do XX wieku. Wykonywaliśmy je do ponad stu filmów, m.in.: "Ogniem i mieczem", "Quo vadis", "Pan Tadeusz", "Wiedźmin" czy "Stara Baśń". Zamawiał też Hollywood. Zamawiały teatry, z mediolańską La Scalą na czele - wylicza właściciel manufaktury Dariusz Makowski.
Odwołuje się do tradycji Królewskiej Manufaktury Gobelinów, założonej w 1765 r. na polecenie Stanisława Augusta Poniatowskiego. Wykorzystuje jednak krosna wymyślone w 1803 r. przez Jana Marię Jacqarda, w których wzór tkaniny zakodowany jest na perforowanych kartach. Same maszyny - najstarsze z połowy XIX w., najmłodsze z końca XIX w. - pochodzą ze słynnej niegdyś Spółdzielni Artystów Plastyków ŁAD. W połowie lat 90., gdy spółdzielnia upadała, Dariusz Makowski w ostatniej chwili przejął sędziwe krosna, ratując je przed zniszczeniem. Nie zdążył ocalić tylko trzech maszyn, które trafiły do pieca. Zabytkową tkalnię uruchomił najpierw w dawnej fabryce Kemnitza przy Mińskiej 70. W 2000 r. przeniósł ją do opuszczonej szklarni w Łazienkach Królewskich. Po dziewięciu latach ma dość.
- W tych warunkach dłużej pracować się nie da - mówi. Zaprasza do szklarni. Zaduch, na ścianach widać grzyb. Pod dachem płachty folii chroniące krosna przed zalewaniem przez deszcz. Wielkie drewniane konstrukcje maszyn tkackich stoją na dawnych szklarnianych grządkach. Na jednej powstaje makata na ścianę z wzorem z połowy XVII w., na drugiej - materiał w szkocką kratę zamówiony przez zespół Mazowsze, na kolejnej - pas kontuszowy w kolorach flagi Warszawy. Z 12 tkaczek do dziś pozostały tylko dwie, ale i one pracują tylko sezonowo, bo w zimie szklarnia jest nieogrzewana, a w lecie jest w niej jak w piecu.
- Od kiedy skończyły się zamówienia z filmu, naszymi głównymi klientami są zagraniczni dyplomaci oraz turyści ze Skandynawii i Japonii. Dochód jest tak niewielki, że nie stać mnie na naprawę przeciekającej szklarni i utrzymanie manufaktury. Zalegam Łazienkom z czynszem, mam dług w ZUS i urzędzie skarbowym. Przychodzi już komornik. Każdego dnia może zająć maszyny i sprzedać za grosze na licytacji - mówi właściciel.
Pomocy szukał w Urzędzie Miasta i Ministerstwie Kultury. Przekonywał, że na całym świecie zabytkowe zakłady są pod opieką rządów i możnych instytucji. Ustalono, że stara tkalnia powinna się stać oddziałem Muzeum Historycznego m.st. Warszawy.
- Półtora roku temu złożyłem miejskiemu Biuru Kultury i Muzeum Historycznemu ofertę odkupienia manufaktury. Było zainteresowanie, były ustne deklaracje, ale nie poszły za tym żadne działania - twierdzi Dariusz Makowski.
Małgorzata Naimska, wicedyrektor Biura Kultury, zapewnia, że miasto wciąż jest gotowe kupić tkalnię. Barierą pozostaje cena. Rzeczoznawcy z Muzeum Włókiennictwa w Łodzi oszacowali wartość manufaktury na 60 tys. zł. Właściciel zażądał ponad 2,5 mln zł. - To podstawowy problem. Poza tym pan Makowski nie przedstawił nam jeszcze dokumentu własności tych maszyn - mówi Naimska.
Manufaktura nie ma szans na pozostanie w Łazienkach. Szklarnia za jakiś czas ma być rozebrana. Miasto rozważa przeniesienie tkalni np. do przyszłego Muzeum Pragi. Sprawę prowadzi Biuro Stołecznego Konserwatora Zabytków. Sfinansowało konserwację zagrzybionych kart perforowanych. Zamówiło też nową wycenę manufaktury. Tymczasem właściciel, w obawie przed komornikiem, nie chce dłużej czekać.
- Jestem zdesperowany. W końcu czerwca wszystko sprzedaję. Mam już kupców. Cztery krosna pojadą do Kazimierza nad Wisłą, dwa kolejne chce nabyć zespół Mazowsze, resztę - centrum tkackie w Żyrardowie. Kolekcję tkanin, wzory i mniejsze maszyny sprzedam na aukcji warszawiakom - zapowiada.
- U nas powstają tkaniny o wzorach od XVII do XX wieku. Wykonywaliśmy je do ponad stu filmów, m.in.: "Ogniem i mieczem", "Quo vadis", "Pan Tadeusz", "Wiedźmin" czy "Stara Baśń". Zamawiał też Hollywood. Zamawiały teatry, z mediolańską La Scalą na czele - wylicza właściciel manufaktury Dariusz Makowski.
Odwołuje się do tradycji Królewskiej Manufaktury Gobelinów, założonej w 1765 r. na polecenie Stanisława Augusta Poniatowskiego. Wykorzystuje jednak krosna wymyślone w 1803 r. przez Jana Marię Jacqarda, w których wzór tkaniny zakodowany jest na perforowanych kartach. Same maszyny - najstarsze z połowy XIX w., najmłodsze z końca XIX w. - pochodzą ze słynnej niegdyś Spółdzielni Artystów Plastyków ŁAD. W połowie lat 90., gdy spółdzielnia upadała, Dariusz Makowski w ostatniej chwili przejął sędziwe krosna, ratując je przed zniszczeniem. Nie zdążył ocalić tylko trzech maszyn, które trafiły do pieca. Zabytkową tkalnię uruchomił najpierw w dawnej fabryce Kemnitza przy Mińskiej 70. W 2000 r. przeniósł ją do opuszczonej szklarni w Łazienkach Królewskich. Po dziewięciu latach ma dość.
- W tych warunkach dłużej pracować się nie da - mówi. Zaprasza do szklarni. Zaduch, na ścianach widać grzyb. Pod dachem płachty folii chroniące krosna przed zalewaniem przez deszcz. Wielkie drewniane konstrukcje maszyn tkackich stoją na dawnych szklarnianych grządkach. Na jednej powstaje makata na ścianę z wzorem z połowy XVII w., na drugiej - materiał w szkocką kratę zamówiony przez zespół Mazowsze, na kolejnej - pas kontuszowy w kolorach flagi Warszawy. Z 12 tkaczek do dziś pozostały tylko dwie, ale i one pracują tylko sezonowo, bo w zimie szklarnia jest nieogrzewana, a w lecie jest w niej jak w piecu.
- Od kiedy skończyły się zamówienia z filmu, naszymi głównymi klientami są zagraniczni dyplomaci oraz turyści ze Skandynawii i Japonii. Dochód jest tak niewielki, że nie stać mnie na naprawę przeciekającej szklarni i utrzymanie manufaktury. Zalegam Łazienkom z czynszem, mam dług w ZUS i urzędzie skarbowym. Przychodzi już komornik. Każdego dnia może zająć maszyny i sprzedać za grosze na licytacji - mówi właściciel.
Pomocy szukał w Urzędzie Miasta i Ministerstwie Kultury. Przekonywał, że na całym świecie zabytkowe zakłady są pod opieką rządów i możnych instytucji. Ustalono, że stara tkalnia powinna się stać oddziałem Muzeum Historycznego m.st. Warszawy.
- Półtora roku temu złożyłem miejskiemu Biuru Kultury i Muzeum Historycznemu ofertę odkupienia manufaktury. Było zainteresowanie, były ustne deklaracje, ale nie poszły za tym żadne działania - twierdzi Dariusz Makowski.
Małgorzata Naimska, wicedyrektor Biura Kultury, zapewnia, że miasto wciąż jest gotowe kupić tkalnię. Barierą pozostaje cena. Rzeczoznawcy z Muzeum Włókiennictwa w Łodzi oszacowali wartość manufaktury na 60 tys. zł. Właściciel zażądał ponad 2,5 mln zł. - To podstawowy problem. Poza tym pan Makowski nie przedstawił nam jeszcze dokumentu własności tych maszyn - mówi Naimska.
Manufaktura nie ma szans na pozostanie w Łazienkach. Szklarnia za jakiś czas ma być rozebrana. Miasto rozważa przeniesienie tkalni np. do przyszłego Muzeum Pragi. Sprawę prowadzi Biuro Stołecznego Konserwatora Zabytków. Sfinansowało konserwację zagrzybionych kart perforowanych. Zamówiło też nową wycenę manufaktury. Tymczasem właściciel, w obawie przed komornikiem, nie chce dłużej czekać.
- Jestem zdesperowany. W końcu czerwca wszystko sprzedaję. Mam już kupców. Cztery krosna pojadą do Kazimierza nad Wisłą, dwa kolejne chce nabyć zespół Mazowsze, resztę - centrum tkackie w Żyrardowie. Kolekcję tkanin, wzory i mniejsze maszyny sprzedam na aukcji warszawiakom - zapowiada.
Przeczytaj także: Awantura o kocie łby na Okrężnej
Najnowsze wiadomości ze Śródmieścia
Najnowsze wiadomości z Warszawy

