Do Mongolii przez Warszawę. Hiszpański obieżyświat

Bartosz Wróblewski
29.07.2011 aktualizacja: 2011-07-28 18:18
A A A Drukuj
Ricardo Fite Gonzales, hiszpański motocyklista, jedzie z Barcelony do Mongolii Fot. Robert Kowalewski / Agencja Gazeta
  • Ricardo Fite Gonzales, hiszpański motocyklista, jedzie z Barcelony do Mongolii
  • Ricardo Fite Gonzales, hiszpański motocyklista, jedzie z Barcelony do Mongolii
Podczas podróży zaskakują mnie relikty komunizmu. W Warszawie spodobały mi się stare tramwaje - mówi Ricardo Fité González, uczestnik rajdu z Barcelony do Mongolii.
Motocyklista zapaleniec w zeszłym tygodniu wyruszył 20-letnią Hondą CB 750 w niezwykłą, samotną podróż do Ułan Bator. Wiezie m.in. namiot, śpiwór, butlę gazową, jedzenie i baniaki z wodą. Pod kierownicą trzyma mapę, na którą zerka podczas jazdy. W Warszawie jest pierwszy raz w życiu.

- Nocuję u przyjaciela, który oprowadzi mnie po ulicach dawnego getta. Potem zrobię sobie pamiątkowy tatuaż: kulę ziemską z deskrypcją "Życie jest snem. Ciesz się nim". To motto mojego taty. A w sobotę ruszam do Kijowa - planuje Hiszpan. Przyznaje, że podróż przez Polskę nie jest łatwa. - Drogi są tu strasznie połatane i ciężko się nimi jeździ - utyskuje.

Na co dzień 37-letni Ricardo pracuje w szkole jako nauczyciel pływania i ratownik na basenie. Od 17 lat trenuje judo, wywalczył amatorskie mistrzostwo kraju. Motocyklami zainteresował się 11 lat temu po przeczytaniu kilku wywiadów w gazetach motoryzacyjnych pożyczonych od kolegi. Odtąd na jednośladach przejechał ponad 180 tys. km. Tak zwiedził Europę, Afrykę i Azję. - Jazda motocyklem daje niesamowite poczucie wolności i niezależności. Poza tym pozwala przeżyć wspaniałe przygody i poznać wielu fantastycznych ludzi - wyznał "Gazecie".

Ricardo jedzie do stolicy Mongolii samotnie. Na miejscu spotka jednak kilkuset podobnych do niego podróżników z Europy, Afryki, a nawet Ameryki Północnej i Australii. Wszyscy tam podążają, bo właśnie trwa Mongol Rally 2011, czyli charytatywny rajd bez zwycięzcy. Każdy wyrusza z rodzinnego miasta i przemierza inną trasę, by dotrzeć do Ułan Bator. Nie tylko na motorach, ale też jeepami, ambulansami, wozami strażackimi i innymi, często niestandardowymi pojazdami. Na mecie przekazują je organizatorom rajdu, a ci dochód z ich sprzedaży przeznaczają na cele charytatywne. Każdy wpłaca też po 1,5 tys. euro na konto wybranej organizacji dobroczynnej. Ricardo wesprze dzieci z mongolskich sierocińców.

Po przejechaniu Ukrainy czeka go jeszcze krótka przeprawa przez Rosję i ponad 7,5 tys. km po drogach Kazachstanu. Na mecie powinien się zameldować we wrześniu, a do Barcelony wróci już samolotem.

Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy