Łucka ocalała z Powstania. Dziś chyli się ku ruinie
31.07.2011
aktualizacja: 2011-07-28 19:10
- Ze wszystkimi mieszkańcami naszej kamienicy Powstanie Warszawskie spędziłem w piwnicy. Tam sypiało się na siennikach po kilka osób na zmianę. Miałem wtedy dziewięć lat. Mój dziadek nie przeżył. Został spalony w sąsiednim budynku - opowiada nasz czytelnik Andrzej Iwański.
ZOBACZ TAKŻE
- W tym domu na Chłodnej był dom Sierot Korczaka (22-07-11, 15:00)
- Bomby spadały na Warszawę, a radio wciąż grało (02-09-11, 15:00)
- Najsłynniejszy lokal w getcie. Dziś jest tu jezdnia (25-06-11, 11:00)
- Z czego śmiali się na wojnie? Ocalało archiwum (10-06-11, 14:00)
- Handel na Muranowie: przekupnie krzyczeli w jidysz (15-08-11, 12:00)
- W weekend dwie rekonstrukcje i rowerowa Masa Powstańcza (05-08-11, 21:36)
- Gwizdy i wyzwiska na Powązkach. Mimo próśb (01-08-11, 20:27)
- Komorowski: Cała Warszawa jest miejscem symbolicznym (31-07-11, 21:54)
- Jak dotrzeć na powstańczą rocznicę i jak ją ominąć (30-07-11, 13:00)
- Chłopcy i nie tylko. Kto jest na słynnym zdjęciu z '44? (29-07-11, 11:00)
- Mieszczańska kamienica i kramy. Dziś - parking i bloki (11-09-11, 10:00)
- Park księcia Konstantego. Tu kiedyś kończyło się miasto (10-07-11, 11:00)
Mieszkał przy Łuckiej 8. Dziś to jeden z ostatnich ocalałych domów przy tej ulicy, który chyli się ku ruinie. Jarosław Zieliński, autor "Atlasu architektury Warszawy", ustalił, że to najstarsza zachowana kamienica w obecnych granicach Woli. Dwa tygodnie temu na jej los usiłowali zwrócić uwagę urzędników społecznicy z Zespołu Opiekunów Kulturowego Dziedzictwa Warszawy (ZOK), organizując pikietę przed siedzibą władz dzielnicy.
- W latach 90. z naszej inicjatywy kamienica została wpisana do rejestru zabytków. Mimo to przez blisko 20 lat władze Woli nie zrobiły nic, by ją ratować. To skandal na skalę europejską, by jeden z najcenniejszych zabytków dzielnicy milionowego miasta, w dodatku chroniony prawem, był pozostawiony bez opieki - przekonuje Tomasz Markiewicz z ZOK. Sugeruje, że miejscowi urzędnicy dążą do wykreślenia zabytku z rejestru i uwolnienia terenu pod nową inwestycję.
Pieśni maryjne i modlitwy szabasowe
Kamienica powstała ok. 1877 r. dla Abrama Włodawera. Potem zmieniała właścicieli. W latach międzywojennych należała do Edwarda Wyszyńskiego. Wcześniej, na przełomie XIX i XX w., budynek był własnością Tomasza Ławrynowicza.
Andrzej Iwański pamięta Wyszyńskiego z czasów swego dzieciństwa. - To był zacny starszy pan. Wąsaty, w okularach, nie za wysoki. Zajmował całe pierwsze piętro od frontu. Z babcią chodziliśmy do niego, by zapłacić czynsz. Wtedy zapraszał nas do środka. Sadzał, częstował babcię herbatą, a mnie czymś słodkim - opowiada nasz czytelnik. Nie bardzo pamięta, jak było urządzone samo mieszkanie. Przypomina sobie tylko, że czuło się w nim solidność i dostatek mieszczańskiego wnętrza.
Wyszyński miał dwóch synów. - Jeden z nich był lekarzem. Pracował w Szpitalu Dzieciątka Jezus przy ul. Lindleya. Drugi, Marian, był adwokatem - słyszymy od pana Andrzeja, który przy Łuckiej 8 mieszkał od urodzenia do 1955 r. Gdy wybuchła druga wojna światowa, miał cztery lata, więc nie pamięta czasów przedwojennych. Za to świetnie przypomina sobie kamienicę z lat okupacji. Kiedy zadaję mu pytania, wyciąga skoroszyt z własnymi wierszami. Odczytuje jeden z nich - "Dawna Łucka":
Róg Łuckiej i Żelaznej stała bóżnica żydowska A pod „dwójką” w podwórku w kapliczce Matka Boska, Usłana kwiatami i z koroną na głowie I słychać było pieśni maryjne i modlitwy szabasowe. A od ulicy miał sklep Boniecki. Była tam wódka, pieczywo i świeczki. Nie było pieniędzy, wpisywał do zeszytu dług, Zapłacisz wtedy, jak będziesz mógł. Czasami pomagała mu w sklepie córka Danka, Mego młodzieńczego serca śliczna wybrana. A po latach spotkanie - zegar pamięci wspomnień, Ona nie ta sama - ja nie podobny do mnie.
Przy Łuckiej 2 u zbiegu z Żelazną w głębi podwórka znajdował się dom modlitwy Alterów - słynnej rodziny cadyków z Góry Kalwarii. W tym domu mieszkali Polacy i Żydzi. - Podkochiwałem się w Dance, córce właściciela sklepu z Łuckiej 2. To była bardzo ładna dziewczynka - mówi Andrzej Iwański. Niewielki sklep wypełniała cała masa artykułów spożywczych i nie tylko. - Tam było właściwie wszystko. Zupełnie jak w dzisiejszych hipermarketach. Zawsze dziwiłem się, że taka różnorodność towarów mieściła się na tak niewielkiej powierzchni - opowiada nasz czytelnik.
Narożna kamienica pod dwójką dotrwała do początku lat 90., kiedy ją zburzono. W jej ruinach Andrzej Wajda zdołał jeszcze nakręcić sceny do filmu "Pierścionek z orłem w koronie". Dziś wznosi się tu budynek mieszkalny Spółdzielni Budowlano-Mieszkaniowej "Klubu Dwustu" o charakterystycznych niebieskich dachach. Żydowski dom modlitwy odtworzono w podwórku.
Dziadek stolarz
Za to kamienica przy Łuckiej 8 wciąż istnieje. Jej dom frontowy został nakryty łamanym dachem, pod którym schowano drugie piętro. Na pierwszym mieszkał właściciel. Z tyłu w podwórku wznosiła się dużo wyższa, bo pięciokondygnacyjna oficyna. Do niej na drugie piętro już w 1900 r. wprowadził się dziadek naszego czytelnika - Franciszek Iwański.
- Do mieszkania w oficynie wchodziło się po drewnianych schodach. Na każdym piętrze po lewej były mieszkania jednopokojowe z kuchnią, ale bez ubikacji, a po prawej - dwupokojowe z ubikacjami. My zajmowaliśmy jednopokojowe. Do murowanej ubikacji szło się na podwórko. Za to w kuchni były kran i kuchnia węglowa - wylicza pan Andrzej i przypomina sobie, jak zjeżdżał po drewnianej poręczy klatki schodowej.
Franciszek Iwański był stolarzem. Przed 1939 r. miał warsztat na podwórku posesji przy Łuckiej 12. Robił tam meble. - Do dziś w domu mam wykonany przez niego fotel. Dziadek przygotował też konfesjonał do kościoła św. Aleksandra przy pl. Trzech Krzyży. Opowiadał, jak z księdzem robili na miejscu próby na słyszalność.
We wrześniu 1939 r. na dom pod nr. 12 spadła bomba i zniszczyła warsztat Franciszka Iwańskiego. - Dziadek w czasie okupacji urządził nowy w kuchni. Tam przeniósł narzędzia - słyszymy. W kuchni stało też łóżko, na którym spała babcia naszego czytelnika. W pokoju pośrodku stał stół, a z boku tapczan.
Pan Andrzej kamienicę opisał też w zbiorze dziecięcych wspomnień zebranych pod wspólnym tytułem "Moje wojenne dzieciństwo". "Do kamienicy wchodziło się przez bramę z metalowymi wierzejami. Składały się z dwóch części. Mniejszej, furtki - służącej pieszym i większej - dla pojazdów. (...) Z bramy na lewo i prawo były wejścia do klatek schodowych" - czytamy. Wokół podwórka obok pięciopiętrowej oficyny była jeszcze jedna - trzypiętrowa. "Dozorca każdego dnia sprzątał podwórko, po czym siadał na ławce przed domem, obserwując wchodzących ludzi, dzieci bawiące się na podwórku. Każdy obcy przechodzień był pytany przez dozorcę, do kogo idzie, i bacznie lustrowany". Podwórko zdobił ogródek z kwiatami. "Nikt z dzieci nie ośmielił się naśmiecić, gdyż spotykał się z ostrą reprymendą dozorcy" - czytamy.
Śmierć króla
Na początku okupacji Andrzej Iwański stracił ojca, którego nie bardzo pamięta. - Został zatrzymany podczas ulicznej łapanki. Trafił do obozu koncentracyjnego i tam zmarł. Mam list od niego do matki - mówi. - Z mamą przebywałem rzadko. Panował głód i jeździła na wieś po żywność - wspomina. "Naszym stałym daniem obiadowym, choć obiadu nie jadało się codziennie, były gotowane kartofle i cebula polana olejem. Czasami dostawałem łyżkę tranu. (...) Jadało się też surową brukiew, herbatę słodzoną sacharyną" - opisuje. Jego matkę Stefanię zimą 1943 r. zatrzymali Niemcy w kolejce EKD. Jechała z żywnością. Trafiła do aresztu przy Skaryszewskiej.
- Nie była więźniem politycznym. Babcia uważała, że można było przekupić żandarmów. Poszliśmy razem na Skaryszewską. Pamiętam, jak przez zakratowane okno mama przesyłała mi całuski. Wreszcie za dużą łapówkę została wypuszczona. Niestety, na Skaryszewskiej spała na betonowej podłodze bez żadnego okrycia. Nabawiła się galopujących suchot. Przez kilka dni przebywała w szpitalu - opowiada. Była tak wychudzona, że w chwili powrotu ważyła już tylko 35 kg. Do mieszkania w oficynie kamienicy przy Łuckiej 8 została wniesiona na rękach. Dzień później zmarła w wieku 36 lat.
Wróćmy jeszcze do wiersza:
(...) a Jurek postradał zmysły! Ubrany w królewskie szaty Chodził po ulicach i głosił, że Niemcy dostają baty, A dnia pewnego żandarm to usłyszał i go zastrzelił, a opodal rozbawione dzieci jeździły na karuzeli.
- W latach 90. z naszej inicjatywy kamienica została wpisana do rejestru zabytków. Mimo to przez blisko 20 lat władze Woli nie zrobiły nic, by ją ratować. To skandal na skalę europejską, by jeden z najcenniejszych zabytków dzielnicy milionowego miasta, w dodatku chroniony prawem, był pozostawiony bez opieki - przekonuje Tomasz Markiewicz z ZOK. Sugeruje, że miejscowi urzędnicy dążą do wykreślenia zabytku z rejestru i uwolnienia terenu pod nową inwestycję.
Pieśni maryjne i modlitwy szabasowe
Kamienica powstała ok. 1877 r. dla Abrama Włodawera. Potem zmieniała właścicieli. W latach międzywojennych należała do Edwarda Wyszyńskiego. Wcześniej, na przełomie XIX i XX w., budynek był własnością Tomasza Ławrynowicza.
Andrzej Iwański pamięta Wyszyńskiego z czasów swego dzieciństwa. - To był zacny starszy pan. Wąsaty, w okularach, nie za wysoki. Zajmował całe pierwsze piętro od frontu. Z babcią chodziliśmy do niego, by zapłacić czynsz. Wtedy zapraszał nas do środka. Sadzał, częstował babcię herbatą, a mnie czymś słodkim - opowiada nasz czytelnik. Nie bardzo pamięta, jak było urządzone samo mieszkanie. Przypomina sobie tylko, że czuło się w nim solidność i dostatek mieszczańskiego wnętrza.
Wyszyński miał dwóch synów. - Jeden z nich był lekarzem. Pracował w Szpitalu Dzieciątka Jezus przy ul. Lindleya. Drugi, Marian, był adwokatem - słyszymy od pana Andrzeja, który przy Łuckiej 8 mieszkał od urodzenia do 1955 r. Gdy wybuchła druga wojna światowa, miał cztery lata, więc nie pamięta czasów przedwojennych. Za to świetnie przypomina sobie kamienicę z lat okupacji. Kiedy zadaję mu pytania, wyciąga skoroszyt z własnymi wierszami. Odczytuje jeden z nich - "Dawna Łucka":
Róg Łuckiej i Żelaznej stała bóżnica żydowska A pod „dwójką” w podwórku w kapliczce Matka Boska, Usłana kwiatami i z koroną na głowie I słychać było pieśni maryjne i modlitwy szabasowe. A od ulicy miał sklep Boniecki. Była tam wódka, pieczywo i świeczki. Nie było pieniędzy, wpisywał do zeszytu dług, Zapłacisz wtedy, jak będziesz mógł. Czasami pomagała mu w sklepie córka Danka, Mego młodzieńczego serca śliczna wybrana. A po latach spotkanie - zegar pamięci wspomnień, Ona nie ta sama - ja nie podobny do mnie.
Przy Łuckiej 2 u zbiegu z Żelazną w głębi podwórka znajdował się dom modlitwy Alterów - słynnej rodziny cadyków z Góry Kalwarii. W tym domu mieszkali Polacy i Żydzi. - Podkochiwałem się w Dance, córce właściciela sklepu z Łuckiej 2. To była bardzo ładna dziewczynka - mówi Andrzej Iwański. Niewielki sklep wypełniała cała masa artykułów spożywczych i nie tylko. - Tam było właściwie wszystko. Zupełnie jak w dzisiejszych hipermarketach. Zawsze dziwiłem się, że taka różnorodność towarów mieściła się na tak niewielkiej powierzchni - opowiada nasz czytelnik.
Narożna kamienica pod dwójką dotrwała do początku lat 90., kiedy ją zburzono. W jej ruinach Andrzej Wajda zdołał jeszcze nakręcić sceny do filmu "Pierścionek z orłem w koronie". Dziś wznosi się tu budynek mieszkalny Spółdzielni Budowlano-Mieszkaniowej "Klubu Dwustu" o charakterystycznych niebieskich dachach. Żydowski dom modlitwy odtworzono w podwórku.
Dziadek stolarz
Za to kamienica przy Łuckiej 8 wciąż istnieje. Jej dom frontowy został nakryty łamanym dachem, pod którym schowano drugie piętro. Na pierwszym mieszkał właściciel. Z tyłu w podwórku wznosiła się dużo wyższa, bo pięciokondygnacyjna oficyna. Do niej na drugie piętro już w 1900 r. wprowadził się dziadek naszego czytelnika - Franciszek Iwański.
- Do mieszkania w oficynie wchodziło się po drewnianych schodach. Na każdym piętrze po lewej były mieszkania jednopokojowe z kuchnią, ale bez ubikacji, a po prawej - dwupokojowe z ubikacjami. My zajmowaliśmy jednopokojowe. Do murowanej ubikacji szło się na podwórko. Za to w kuchni były kran i kuchnia węglowa - wylicza pan Andrzej i przypomina sobie, jak zjeżdżał po drewnianej poręczy klatki schodowej.
Franciszek Iwański był stolarzem. Przed 1939 r. miał warsztat na podwórku posesji przy Łuckiej 12. Robił tam meble. - Do dziś w domu mam wykonany przez niego fotel. Dziadek przygotował też konfesjonał do kościoła św. Aleksandra przy pl. Trzech Krzyży. Opowiadał, jak z księdzem robili na miejscu próby na słyszalność.
We wrześniu 1939 r. na dom pod nr. 12 spadła bomba i zniszczyła warsztat Franciszka Iwańskiego. - Dziadek w czasie okupacji urządził nowy w kuchni. Tam przeniósł narzędzia - słyszymy. W kuchni stało też łóżko, na którym spała babcia naszego czytelnika. W pokoju pośrodku stał stół, a z boku tapczan.
Pan Andrzej kamienicę opisał też w zbiorze dziecięcych wspomnień zebranych pod wspólnym tytułem "Moje wojenne dzieciństwo". "Do kamienicy wchodziło się przez bramę z metalowymi wierzejami. Składały się z dwóch części. Mniejszej, furtki - służącej pieszym i większej - dla pojazdów. (...) Z bramy na lewo i prawo były wejścia do klatek schodowych" - czytamy. Wokół podwórka obok pięciopiętrowej oficyny była jeszcze jedna - trzypiętrowa. "Dozorca każdego dnia sprzątał podwórko, po czym siadał na ławce przed domem, obserwując wchodzących ludzi, dzieci bawiące się na podwórku. Każdy obcy przechodzień był pytany przez dozorcę, do kogo idzie, i bacznie lustrowany". Podwórko zdobił ogródek z kwiatami. "Nikt z dzieci nie ośmielił się naśmiecić, gdyż spotykał się z ostrą reprymendą dozorcy" - czytamy.
Śmierć króla
Na początku okupacji Andrzej Iwański stracił ojca, którego nie bardzo pamięta. - Został zatrzymany podczas ulicznej łapanki. Trafił do obozu koncentracyjnego i tam zmarł. Mam list od niego do matki - mówi. - Z mamą przebywałem rzadko. Panował głód i jeździła na wieś po żywność - wspomina. "Naszym stałym daniem obiadowym, choć obiadu nie jadało się codziennie, były gotowane kartofle i cebula polana olejem. Czasami dostawałem łyżkę tranu. (...) Jadało się też surową brukiew, herbatę słodzoną sacharyną" - opisuje. Jego matkę Stefanię zimą 1943 r. zatrzymali Niemcy w kolejce EKD. Jechała z żywnością. Trafiła do aresztu przy Skaryszewskiej.
- Nie była więźniem politycznym. Babcia uważała, że można było przekupić żandarmów. Poszliśmy razem na Skaryszewską. Pamiętam, jak przez zakratowane okno mama przesyłała mi całuski. Wreszcie za dużą łapówkę została wypuszczona. Niestety, na Skaryszewskiej spała na betonowej podłodze bez żadnego okrycia. Nabawiła się galopujących suchot. Przez kilka dni przebywała w szpitalu - opowiada. Była tak wychudzona, że w chwili powrotu ważyła już tylko 35 kg. Do mieszkania w oficynie kamienicy przy Łuckiej 8 została wniesiona na rękach. Dzień później zmarła w wieku 36 lat.
Wróćmy jeszcze do wiersza:
(...) a Jurek postradał zmysły! Ubrany w królewskie szaty Chodził po ulicach i głosił, że Niemcy dostają baty, A dnia pewnego żandarm to usłyszał i go zastrzelił, a opodal rozbawione dzieci jeździły na karuzeli.
1
2
następne »
-
Inwestowanie w rynek nieruchomosci
duvitt
31.07.11, 22:07
jest nalepszym sposobem na wzbogacenie a 80% amerykanskich milionerow juz o tym wie. O tym prostym fakcie wiedzialy wladze PRL, ktore metoda "na dekret" okradly setki tysiace warszawiakow. »
Najnowsze wiadomości z Warszawy
Najczęściej czytane24 htydzień
- Miał być ważny węzeł, ale zniknął. Gdzie jest Konotopa?
- Piątek na ulicach Warszawy [25.05.2012]
- Nowy punkt widokowy w Warszawie. Wyżej niż PKiN
- Reklamy na Euro. Która najbardziej obciachowa? [GŁOSUJ]
- Te budynki mogą powstać w Warszawie. Top 10
- Centrum tonie w reklamach. Najbrzydsze rondo w mieście?
- Masa Krytyczna: "My nie blokujemy ruchu"
- Te budynki mogą powstać w Warszawie. Top 10
- Nad Wisłą, na działkach. Tak wypoczywała Warszawa
- Co straszy, a co zachwyca w strefie kibica [RAPORT]
- Nie jedźcie tą autostradą. Węzeł Pruszków to pułapka
- Gigantyczna kara dla lekarza: bo nie wypełniał papierów
- Lotnisko bezradne wobec naciągaczy? Taksówkowy problem
- Wtorek na ulicach Warszawy [22.05.2012]






