Co męczy oczy w mieście? Monitor i okulary z bazaru

Rozmawiał: Grzegorz Lisicki
08.09.2011 aktualizacja: 2011-09-07 21:33
A A A Drukuj
Profesor Jerzy Szaflik podczas badania okulistycznego Fot. Jacek Łagowski / Agencja Gazeta
- Oczy trzeba ćwiczyć, kontrolować i zwracać uwagę, w jakich warunkach pracujemy. Odwracać wzrok od monitora, żeby spojrzeć na paprotkę. No i nie kupować okularów przeciwsłonecznych na bazarze - mówi znany okulista prof. Jerzy Szaflik.
Grzegorz Lisicki: Żyjemy w wielkim mieście. Czy coś tu grozi naszemu wzrokowi?

Prof. Jerzy Szaflik*: Wiele rzeczy. Od zanieczyszczenia środowiska po źle dobrane okulary korekcyjne i przeciwsłoneczne. Ale największy wpływ na nasze oczy ma oczywiście biuro, a właściwie długotrwałe wpatrywanie się w ekran komputera w pracy i po pracy, bo przecież maile, Facebook, gry... To wszystko rozleniwia mięśnie.

Mięśnie? Przecież mówimy o oczach.

- Tak, ale oko to przecież soczewka. Wyobraźmy sobie elastyczne, giętkie szkło powiększające umiejscowione w oku. Tę soczewkę coś spłaszcza i uwypukla, dzięki czemu możemy widzieć wyraźnie z daleka i bliska. To właśnie mięśnie w postaci niteczek przyczepionych dookoła soczewki. Jeśli godzinami skupiamy wzrok tylko na jednym punkcie pół metra od nas, te mięśnie się męczą, słabną. I dlatego trzeba je ćwiczyć dokładnie tak samo jak hantlami ćwiczymy bicepsy. Wystarczy co pół godziny na 4-5 minut oderwać wzrok od monitora i popatrzeć gdzieś daleko za okno, a po chwili na coś blisko nas. I tak kilka razy. W ten sposób będziemy ćwiczyć te niteczki dookoła soczewki, mówiąc fachowo - poprawiać akomodację. Warto też mieć w pobliżu coś zielonego - kwiat na biurku, drzewo za oknem. Ten kolor jak żaden inny doskonale odpręża wzrok. No i warto pamiętać o oświetleniu - z prawej strony dla leworęcznych, i na odwrót. I unikać biurek na wysoki połysk, bo odbite światło męczy wzrok. Skutkiem braku takiej higieny oka jest zagrożenie krótkowzrocznością. A to oznacza okulary albo soczewki. Dużo kłopotu i wydatków.

Z pracy wracamy do domu i...?

- A na ulicy pyły, spaliny, ostre słoneczne światło. To też nam szkodzi. Zanieczyszczenia mogą powodować tzw. zespół suchego oka, bardzo nieprzyjemną dolegliwość polegającą na braku łez. Z punktu widzenia fizjologa łzy to mieszanina wody, tłuszczu i śluzu, która działa jak smar i nawilżacz rogówki oka. Bez nich czeka nas ból i swędzenie. A niestety, spaliny i kurz, starte opony i inne pyły miejskie bardzo wysuszają oko. Jeśli na dodatek wracamy z biurowca, gdzie jest klimatyzacja, która przecież osusza powietrze, jesteśmy kobietą w wieku pomenopauzalnym, bierzemy leki na nadciśnienie albo często stosujemy środki przeciwbólowe lub uspokajające - mamy ogromną "szansę" na zespół suchego oka. Zaburzenia wydzielania łez odczuwa w różnym stopniu 70 proc. populacji. W miastach jeszcze więcej. To nie tylko uciążliwa przypadłość - grozi to również uszkodzeniem rogówki. A to poważniejsza sprawa. Do nawilżania oczu wystarczą tzw. sztuczne łzy, do kupienia w aptekach. Ale uczulam - lepiej kupić te droższe, za to bez konserwantów. Odradzam też sól fizjologiczną, która ma niewłaściwy odczyn i też może wysuszać oczy.

Tymczasem zza chmur wyjrzało słońce i wszyscy nakładają okulary.

- To dobry odruch, bo ostre światło męczy wzrok. Ale trzeba uważać, bo tanimi okularami można sobie w dobrej wierze zrobić krzywdę. Chodzi o niebieski składnik światła widzialnego, czyli promienie UV. Gdy nakładamy okulary, do oka dociera mniej światła. Źrenica się więc rozszerza. I choć do oka na pozór dociera mniej światła, to przez rozszerzoną źrenicę wpada więcej promieni UV, które szkodzą siatkówce. Trzeba więc mieć okulary z odpowiednim filtrem. To nietania technologia, trudno więc uwierzyć, że okulary ze straganu za 20 zł mają filtr - najczęściej zamiast niego mają tylko nalepkę jako wabik na klienta. Obecność filtru UV trudno potwierdzić "na oko". Trzeba więc kupować okulary w porządnych sklepach, a nie na ulicy.

W domu jemy obiad, a do niego łykamy kilka witamin. Np. A+E, według reklam środek na piękną skórę.

- Można je brać. Ważne, żeby nie przedawkowywać. Preparaty witaminowe nie mogą też zastąpić zróżnicowanej, rozsądnej diety. No i smakują o wiele gorzej niż np. łosoś, a tłuste ryby, szczególnie morskie, to nieocenione źródło dobrych dla oczu (i nie tylko) witamin i kwasów.

A gdy, nawet jedząc ryby, już się starzejemy?

- Każdy człowiek po 45. roku życia powinien raz na rok, dwa odwiedzić okulistę. On nie tylko doradzi, co robić, gdy ręce są już zbyt krótkie do czytania, ale też zajrzy do oka, obejrzy nerw wzrokowy i zobaczy, czy nie rozwija się jaskra. Ta choroba to największy problem współczesnej okulistyki. Choroba okrutna i podstępna, która przez długi czas nie daje żadnych objawów, a nieodwracalnie niszczy nerw wzrokowy - w skrócie to nadmierne ciśnienie krwi wewnątrz gałki ocznej. Szacujemy, że w Polsce choruje, ale o tym nie wie aż do smutnego końca, czyli ślepoty - 900 tys. ludzi. Leczymy 80 tys. Dlatego tak ważne, żeby regularnie odwiedzać okulistę i zawsze prosić o zmierzenie ciśnienia krwi w gałce ocznej.

*Prof. dr hab. Jerzy Szaflik, kierownik Klinicznego Szpitala Okulistycznego i Katedry Kliniki Okulistycznej (oba w ramach Uniwersytetu Medycznego w Warszawie). Jest krajowym konsultantem ds. okulistyki i również członkiem Krajowej Rady Transplantacyjnej. Bada zastosowanie komórek macierzystych do regeneracji rogówki, specjalizuje się w leczeniu zaćmy i wszczepianiu sztucznych soczewek. Ma na koncie ponad 120 publikacji, jest też współautorem czterech podręczników, trzech patentów i 20 filmów naukowych.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy