Śmierdzące gazy znikną. Przerabiają je na prąd

Dominika Olszewska
21.10.2011 aktualizacja: 2011-10-20 18:49
A A A Drukuj
Instalacja do odgazowywania składowiska odpadów na Radiowie Fot. Adam Kozak / Agencja Gazeta
  • Instalacja do odgazowywania składowiska odpadów na Radiowie
  • Instalacja do odgazowywania składowiska odpadów na Radiowie
  • Instalacja do odgazowywania składowiska odpadów na Radiowie
Szkodliwie gazy z wysypiska w Radiowie nie trują już powietrza. Uruchomione w czwartek urządzenia przerabiają je prąd.
Wysypisko w Radiowie, które mieści się na pograniczu Bemowa, Bielan i gminy Stare Babice, otwarto 50 lat temu. Przez te lata to właśnie tu lądowała większość warszawskich śmieci. W ten sposób na 16 hektarach powstała ogromna Góra Śmieciowa.

Problem w tym, że oprócz puszek, szkła czy plastiku na składowisku lądowały też resztki kuchenne oraz trawa i gałęzie. A w wyniku ich fermentacji wytwarzały się gazy: metan i cuchnący siarkowodór, które dostając się do powietrza, powiększały dziurę ozonową. Na dodatek smród rozkładających się śmieci był tak silny, że utrudniał życie okolicznym mieszkańcom.

- Rzeczywiście czasem odór był trudny do zniesienia. Nasi mieszkańcy wiele się przez tę górę nacierpieli - przyznaje Krzysztof Turek, wójt Starych Babic.

Mimo to przez długi czas władze Miejskiego Przedsiębiorstwa Oczyszczania (MPO), które zarządzają wysypiskiem, nie wybudowały żadnej instalacji, która wyciągałaby trujący gaz z góry śmieci.

Taką maszynę zdecydowała się w Radiowie postawić dopiero firma ze Szwecji. To ona wykonała w Górze Śmieciowej 20 odwiertów. Z nich rurociągi odprowadzają szkodliwy gaz do dużych pojemników, gdzie jest spalany i schładzany. Dopiero wtedy gaz trafia do generatorów, które produkują z niego prąd.

- W Polsce góry śmieci kojarzą się głównie z przykrym zapachem. A teraz mieszkańcy będą mieli wreszcie z tego wysypiska realne korzyści. Nasza instalacja tylko w ciągu roku może zaopatrzyć w energię elektryczną nawet 500 okolicznych domów - wyjaśniała wczoraj na składowisku Jadwiga Buras z firmy RG Energia Sp. z o.o., która na urządzenia wydała 6 mln zł.

- Długo nie mogliśmy nikogo namówić do budowy takiej instalacji. Bardzo dobrze, że wreszcie się udało - chwalił się Sławomir Michalak, szef MPO.

Takie instalacje od kilkunastu lat działają w Gdańsku czy Koszalinie. - Już w latach 90. doszliśmy do wniosku, że nie chcemy truć środowiska. Skrzyknęliśmy dobrą ekipę i od tamtej pory odgazowujemy nasze składowisko - wyjaśnia Tomasz Uciński, szef Przedsiębiorstwa Gospodarki Komunalnej w Koszalinie.

- Takie urządzenia nie tylko chronią środowisko, ale przynoszą również konkretne pieniądze. Nie przerabianie tych gazów to zwykłe marnotrawstwo - dodaje Wojciech Głuszczak, szef Zakładu Utylizacyjnego w Gdańsku.

Jednak wcześniejszy brak instalacji do odgazowywania składowisk to niejedyne zaniedbanie MPO. Jako śmieciowy lider stolicy odbiera rocznie ok. 300 tys. ton odpadów (cała stolica produkuje 800 tys. ton). Mimo to dotąd miejska spółka nie ma nawet własnej sortowni czy kompostowni z prawdziwego zdarzenia.

- Urządzenia do odgazowywania powstały bardzo późno, ale dobrze, że są. Teraz MPO powinno się skupić na budowie sortowni czy kompostowni. Bo nie ma co kryć, problem śmieci sam się nie rozwiąże - podsumowuje Krzysztof Kawczyński z Krajowej Izby Gospodarczej.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy