Podnieśli Czterech Śpiących! Zobacz demontaż [WIDEO]

Iwona Szpala, smik
08.11.2011 aktualizacja: 2011-11-08 12:55
A A A Drukuj
Demontaż figur Fot. Robert Kowalewski
  • Demontaż figur 'czterech śpiących' z pomnika na pl. Wileńskim
  • Demontaż figur 'czterech śpiących' z pomnika na pl. Wileńskim
  • Demontaż figur 'czterech śpiących' z pomnika na pl. Wileńskim
  • Demontaż figur 'czterech śpiących' z pomnika na pl. Wileńskim
W ciągu 1,5 godziny cztery figury zniknęły z cokołu pomnika na pl. Wileńskim. To jeden z częściej atakowanych przez prawicę stołecznych pomników. - Doszły marzenia, że to świadectwo hańby nigdy na Pragę nie wróci - mówi Olga Johann z PiS.
SONDAŻ
Czy pomnik Czterech Śpiących powinien wrócić na Pragę?

tak, jak najszybciej
nie, ten pomnik to hańba
nie wiem

Demontaż figur żołnierzy polskich i radzieckich zaczął się o godz. 8. Dźwig zdejmował po kolei cztery figury żołnierzy i układał je na ciężarówkach, które zawiozą je na konserwację. Ostatni żołnierz wylądował na przyczepie ok. 9.30. Zza płotu widowiskowej operacji przyglądało się wielu mieszkańców. - Mam nadzieję, że pomnik wróci. Bardzo się z nim zżyłam - stwierdziła Adrianna Olszówka. - Figury zostaną przewiezione do naszych magazynów za Warszawę. Nie chce podawać dokładnego adresu, bo jeszcze ktoś by się włamał i wywiózł je na wschód - żartuje Kacper Kozarzewski z firmy Monument Service, która zajmie się konserwacją pomnika. Wszystkie figury zostaną dokładnie wyczyszczone i zabezpieczone. - Zostanie na nich jednak charakterystyczna patyna - zapowiada Kozarzewski.

"Czterech śpiących" trzeba przesunąć w głąb pl. Wileńskiego, bo przeszkadzają w budowie II linii metra. Koszt 1 mln zł, wszystko potrwa miesiąc. Najtrudniejszy etap czeka robotników w czwartek. Wtedy będą podnosić największą litą część pomnika: figurę trzech żołnierzy stojącą na szczycie cokołu. "Trzech walczących", jak popularnie nazywa się żołnierzy, waży ponad 4 tony. Do ich przeniesienia potrzebny jest specjalny, większy dźwig.

Jak mówi Mateusz Witczyński, rzecznik konsorcjum budującego metro, przedmiotem największej troski służb technicznych demontujących pomnik są cokół i schody. - Według ekspertyz trzeba będzie wymienić 20-30 proc. płyt - informuje. - Żołnierze przetrwali w niezłym stanie. Podczas oględzin odnotowano tylko, że z figur spływają "jony z miedzi".

Pomnik niewygodny technicznie i... politycznie

Ekipa PO do praskiej operacji przygotowywała się miesiącami. Nie tylko technicznie, ale i politycznie. Ponieważ upamiętnienie dotyczy też żołnierzy radzieckich, Warszawa próbowała zainteresować tematem Rosję. Pisanie listów na Kreml PiS ogłosił "dowodem na lokajstwo Platformy", pytał "co właściwie Rosjanie mają do polskich pomników?". Niedługo po tej recenzji, PO odpuściła dyplomację. Milczenie wschodniego sąsiada ratusz uznał za zgodę na przenosiny.

Chodzi o pomnik podwyższonego ryzyka. Upamiętnienia z poprzedniej epoki chroni SLD, atakuje zaś prawica. W tej grupie znajdują się też oblewany czerwoną farbą gen. Berling i Ludwik Waryński, o którego powrót na Wolę Sojusz zabiega od lat. Starania te blokuje radny PiS Marek Makuch. Jego przesłanie brzmi: "że Waryński był męczennikiem? Tak jak Stalin, któremu obiecano życie wieczne, czy Róża Luksemburg. Oni wszyscy w prostej linii tworzą szlak czerwonej dumy klasy robotniczej".

Linię SLD w tej sprawie reprezentuje z kolei Paweł Pawlak, radny i lider komitetu obrony pomnika. To on w 2010 r. wpadł na trop "ideologicznych przeciwników Waryńskiego", którzy czają się wśród średniego szczebla urzędników PO. Grupa ta jego zdaniem "dokonywała dezinformacji" najwyższych szczebli stołecznej władzy, by opóźnić upamiętnienie.

O gen. Zygmunta Berlinga przy Trasie Łazienkowskiej SLD dba grupowo. W latach 90. powstały "brygady Berlinga", które broniły pomnika przed prawicą. Miał spaść z cokołu jako "agent NKWD", który "wynosił z radzieckich magazynów koce, bluzy oraz spodnie drelichowe". Udało się tylko przywrócić nazwę mostowi Łazienkowskiemu, któremu przez pewien czas patronował.

Potem próbował PiS. Do dziś wierna hasłom dekomunizacji pozostała w tej partii wiceprzewodnicząca rady miasta Olga Johann. Walczyła też z "czterema śpiącymi". - Emocje tam będą zawsze, wynikają z historii - uważa. Ostatnimi, którzy zaatakowali Braterstwo Broni przed demontażem byli harcerze z ZHR. W 72. rocznicę napaści ZSRR na Polskę napisali na pomniku "czerwona zaraza". Zebrali komplementy od prawicowych portali i części radnych PiS. Ostatecznie w partii Jarosława Kaczyńskiego walka z komunizmem przegrywa z bieżącą polityką. Tak było, gdy radni decydowali o losie "czterech śpiących". - Przed sesją doszło jednak do zakulisowej umowy między PiS i SLD - słyszymy od jednego z radnych Sojuszu. - Mieli ograniczyć krytykę w sprawie pomnika, w zamian poparliśmy imienne głosowanie nad podwyżkami biletów komunikacji miejskiej.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy