Pomnik prezydenta Reagana. Jak kot w worku

Tomasz Urzykowski
21.11.2011 aktualizacja: 2011-11-21 12:26
A A A Drukuj
Pomnik Reagana na dzień przed oficjalnym odsłonięciem Fot. Franciszek Mazur / Agencja Gazeta
  • Pomnik Reagana na dzień przed oficjalnym odsłonięciem
Dziś w południe Lech Wałęsa odsłonił w Al. Ujazdowskich pomnik amerykańskiego prezydenta Ronalda Reagana. Będzie uroczyście i z pompą.
Ze Stanów Zjednoczonych przyjechało przynajmniej trzech senatorów, a ze swej siedziby w al. Szucha - szef MSZ Radosław Sikorski. Byli jego poprzednicy z prof. Władysławem Bartoszewskim na czele, zaproszenie przyjął też pierwszy niekomunistyczny premier - Tadeusz Mazowiecki. Odczytano listy od Nancy Reagan i prezydenta Bronisława Komorowskiego. Fundacja im. Ronalda Reagana sprowadziła telebim. Przewidziano nawet sektor dla dziennikarzy ze specjalnymi akredytacjami wydanymi przez amerykańską ambasadę. Pogoda dopisała, a uroczystość się udała. Nikt przecież wśród gromkich braw nie powie złego słowa.

A należy się ono zwłaszcza władzom Warszawy. Dopuściły do sytuacji, w której o kształcie publicznej przestrzeni w jednym z najbardziej prestiżowych miejsc w stolicy decyduje Janusz K. Dorosiewicz, były szef klubu CWKS Legia, obecnie prezes Fundacji im. Ronalda Reagana. To on wybrał lokalizację pomnika - miejski skwer przy Trakcie Królewskim, u zbiegu z ul. Matejki. On wymyślił kształt monumentu i znalazł rzeźbiarza, który go wykonał według jego wskazówek. On też zaprosił do swojej fundacji polityków PO, czyniąc z nich emisariuszy sprawy. Decyzją Rady Warszawy (działacze PO i PiS byli w tej kwestii wyjątkowo zgodni) miasto umyło ręce. Oddało prezesowi Dorosiewiczowi kawałek zieleńca i pozwoliło mu tu stawiać to, co chciał. Samorządowców ogarnęło zbiorowe otępienie. Zapomnieli o apelach znawców sztuki i varsavianistów, którzy od lat nawołują, by o wyglądzie pomników w stolicy decydowały konkursy. Radnym wystarczyło pokazać niewyraźny szkic przyszłego monumentu i powiedzieć: "To dzieło prof. Adama Myjaka" (później zresztą zastąpionego innym rzeźbiarzem - Władysławem Dudkiem), by wpadli w dziki zachwyt i zgodzili się na pomnik bez konkursu.

Podobny przypadek przerabialiśmy w końcu lat 90., kiedy kierowany przez sędziwego już wtedy Jerzego Waldorffa komitet przeforsował budowę monumentu Józefa Piłsudskiego przy Belwederze. Wtedy też o konkursie nie było mowy. Waldorff wciągnął do komitetu ówczesnego prezydenta Warszawy Marcina Święcickiego i przekonał, że tak będzie lepiej, a samorząd jeszcze sfinansował to przedsięwzięcie. I tak powstał monstrualny posąg marszałka, którym można straszyć dzieci.

Gdyby pomnik Reagana okazał się dziełem wybitnym, nowatorskim, ponadczasowym... można by ostatecznie władzom miasta wybaczyć. Widziałem jednak zdjęcia jego modeli i obawiam się, że wizerunek prezydenta nad mównicą to kolejny artystyczny banał zagracający Trakt Królewski. Jeśli się mylę, to dlaczego prezes Dorosiewicz nie chciał, żeby przyjazd Reagana do Warszawy obserwowali dziennikarze? Pomnik zmontowano pod osłoną nocy i zaraz owinięto czarnym workiem.

Podziel się

  • po co? ewa.krajewska 21.11.11, 08:38

    A może w końcu kto pomyśli i postawią w końcu przyzwoity pomnik Prezydentowi Starzyńskiemu??? Bo ten co jest to skandal, zamiast Słowackiego który bawił w Warszawie chyba 4 miesiące, »

  • Reagan reprezentował interesy imperium USA! danuta49 21.11.11, 08:41

    W tym celu robił w Polsce wszystko co mogło zaszkodzić Rosji-do ostatniego Polaka;-)Podobnie robili Rosjanie w amerykańskiej strefie wpływów!!!Nie mamy żadnych powodów do wdzięczności ani »

  • Pomnik prezydenta Reagana. Jak kot w worku amado80 21.11.11, 14:30

    Trudno coś powiedzieć o kocie w worku. Zdejmijcie worek! Na razie mogę tylko wyrazić opinię o pomniku Lindleya - fantastyczny, bardzo mi się podoba.»

Najnowsze wiadomości z Warszawy