Stadion Narodowy symbolem Warszawy. Koniec budowy

Michał Wojtczuk
24.11.2011 , aktualizacja: 29.02.2012 15:25
A A A Drukuj
Stadion Narodowy w Warszawie

Stadion Narodowy w Warszawie (Fot. Filip Klimaszewski / Agencja Gazeta)

Stadion już stał się częścią krajobrazu Warszawy. Turyści na placu Zamkowym robią sobie z nim zdjęcia prawie tak często jak z kolumną Zygmunta.
Generalny wykonawca zakończył już prace, Narodowe Centrum Sportu formalnie z inwestora obiektu zmieniło się w jego użytkownika. Użytkownikiem będzie trochę malowanym, tak jak klient dewelopera, który kupił mieszkanie w stanie surowym, bez podłóg, drzwi i mebli łazienkowych. Jeszcze przez długie miesiące na stadionie wnętrza będą wykańczać robotnicy.

Stadion Narodowy jest największym polskim obiektem sportowym. Naraz zasiąść na nim może 58 tys. widzów (na Stadionie Śląskim - ok. 55 tys.). Ukryte w jego wnętrzach pomieszczenia mają łączną powierzchnię ponad 200 tys. m kw., trzy razy tyle, co wszystkie sklepy Galerii Mokotów. Do jego budowy zużyto tyle betonu, że wystarczyłoby na budowę miasteczka składającego się z ponad 5 tys. domów. Ażurowa czerwono-srebrna metalowa siatka na jego elewacji ma powierzchnię ponad dwóch hektarów - można by nią zasłonić cały plac Konstytucji. Łączna długość wszystkich kabli i światłowodów, jakimi jest nafaszerowany, to ponad tysiąc kilometrów.

Podczas dnia otwartego na początku października odwiedziło go 140 tys. ludzi. 75 tys. osób przewinęło się przez stadion podczas styczniowej imprezy inauguracyjnej, gdy na scenie grały polskie kapele rockowe.

Najbardziej niezwykłą częścią Stadionu Narodowego jest jego dach. Po pierwsze dlatego, że jest o-grom-ny. Jest długi na 310 m i szeroki na 280 m. Jego łączna powierzchnia to prawie siedem hektarów - to teren, jaki zajmuje katowicki Spodek wraz z przylegającymi do niego dwoma parkingami, lodowiskiem, hotelem i salą gimnastyczną! Gdyby dach Narodowego umieścić nad rondem Dmowskiego, jego cień zakrywałby wejście do stacji metra Centrum, hotel Polonia, pawilon Cepelii, dawny hotel Forum, Rotundę, biurowiec Uniwersalu i kawałeczek Domów Centrum. Rolnik, który miałby pole o takiej powierzchni, dostałby w tym roku z Unii prawie 5 tys. zł dopłaty bezpośredniej, niezależnie od tego, czy cokolwiek by na tym polu posadził.

Dach składa się z trzech części.

Pierwsza rozpościera się nad trybunami. Jej powierzchnia łącznie z "rondem" sięgającym poza trybuny, aż do ażurowej elewacji stadionu, wynosi pięć hektarów. Jest zrobiona z materiału z włókna szklanego pokrytego teflonem - takim jak na patelniach. Tkanina jest odporna na deszcz i śnieg, a także na żar słońca. Jest niepalna - ostrożnie podgrzewana mogłaby służyć do smażenia jajecznicy. Technologię produkcji tego materiału opatentowała niemiecka firma Hightex GmbH. Wyprodukowano go aż w Tajlandii, w mieszczących się w Bangkoku zakładach firmy Asia Membrane Co. Ltd. Żeby ten materiał przywieźć na Stadion Narodowy, potrzeba było aż stu kursów ciężarówek. 72 pasy tej membrany naciągali na szkielecie ze stalowych lin alpiniści szkoleni do prac na wysokościach, bo dach znajduje się około 70 m nad ziemią. Do rozciągnięcia materiału zużyli kilkaset tysięcy śrub. Sąsiednie pasy łączono ze sobą długimi "łatami" zgrzewanymi za pomocą urządzeń przypominających żelazka. Każdy pas waży aż 700 kg, wszystkie razem - ponad 50 ton. Dach zmienia kolor - kiedy go rozkładano, był barwy kości słoniowej, z czasem pod wpływem słońca stanie się prawie całkiem biały. Teflonowy dach sięga 82 m w głąb stadionu.

Dalej ciągnie się szklany pas o szerokości prawie 11 m. Jest potrzebny, żeby doświetlać wnętrze stadionu - co prawda teflonowy dach przepuszcza światło, ale tylko częściowo. Przezroczyste tafle - w sumie 6 tys. m kw., trzy razy więcej niż powierzchnia ogrodu na dachu BUW-u - są zrobione ze specjalnego, bardzo wytrzymałego wielowarstwowego szkła. Nie pęknie, nawet jeżeli osadzi się na nim gruba czapa śniegu. To na szklany dach spływa deszczówka z pozostałych części dachu. Stamtąd odprowadzana jest biegnącą wokół rynną.

Z membranowej części stałego dachu woda spływa osiem pięter w dół do zbiorników, z których pobierana jest do spłukiwania prawie tysiąca toalet znajdujących się na stadionie. Zgromadzona deszczówka może też być wykorzystywana do podlewania zieleni obok Narodowego. Za szklanym pasmem, w samym środku, nad płytą boiska, znajduje się serce stadionu - składany dach. Ma 11 tys. m kw., nieco więcej niż plac Grzybowski. Zrobiony jest z innego materiału niż membrana nad trybunami - cieńszego i bardziej elastycznego. To tkanina poliestrowa powlekana PCV. Przez płachtę przewleczone są 72 stalowe linki połączone z silnikami zamocowanymi na dachu stałym. Za jednym naciśnięciem czerwonego guzika umieszczonego w tzw. control roomie dach można rozłożyć lub schować. Operacja trwa około kwadransa. Najprościej porównać ją do akcji 72 strażaków, którzy widząc desperata stojącego na gzymsie budynku, rozkładają okrągły skokochron, ciągnąc płachtę na zewnątrz. Podczas zwijania dach składa się w fałdy, jak rzymska roleta w oknie. Materiał chowa się w okrągłym pojemniku zwanym garażem zamontowanym na iglicy wiszącej ponad boiskiem.

Dach można rozkładać, jeżeli temperatura jest wyższa niż minus 5 stopni (jeżeli jest większy mróz, tkanina sztywnieje). Ale można go rozłożyć jesienią i zostawić na całą zimę - wytrzymałość konstrukcji całego dachu obliczano z ogromnym zapasem, tak by udźwignęła nawet metrową warstwę śniegu ważącą kilkaset ton. Dachu nie można będzie za to rozłożyć, jeżeli podczas meczu Euro 2012 zacznie padać deszcz - przepisy UEFA zabraniają zmieniania warunków w trakcie spotkania. Składany dach to ogromny atut Stadionu Narodowego. Na świecie jest około 50 obiektów sportowych z dachami, które można zamykać lub otwierać, z tego w Europie około 15. Warszawski stadion jest jedyną tego typu areną między Sztokholmem, Bukaresztem a Frankfurtem. Najbliższy taki stadion położony na wschód od Warszawy znajduje się dopiero w Astanie, stolicy Kazachstanu. Ani jeden stadion na Ukrainie nie ma takiego rozwiązania, w Rosji dopiero w 2018 r. planowane jest otwarcie takiego obiektu w Sankt Petersburgu. Zamykany dach daje gwarancję, że zaplanowana na konkretny dzień impreza będzie mogła się odbyć, nawet jeżeli pogoda będzie paskudna. Jeżeli w ostatnich latach mieliśmy w Polsce mało koncertów światowych gwiazd, to po części dlatego, że nie mieliśmy Stadionu Narodowego.

Z boeingiem nad głową

W miejscu dawnego Stadionu Dziesięciolecia tak naprawdę powstał nie jeden, lecz dwa nowe obiekty.

Pierwszy to widownia Narodowego wraz z dwoma kondygnacjami podziemnych parkingów oraz ośmioma piętrami pomieszczeń ukrytych pod trybunami. Żeby zbudować tę olbrzymią betonową misę na terenach, które jeszcze sto lat temu były bagnistymi trzęsawiskami czasami niknącymi pod wodą Wisły, grunt trzeba było naszpikować 15 tysiącami pali i kolumn żwirowych. To one dźwigają ciężar stadionu, półtorametrową warstwę ziemi można by spod żelbetowego budynku wybrać, a on nadal by się trzymał. Żeby obniżyć ciężar stadionu, jego stropy odlewano w specjalny sposób: w szalunki oprócz prętów zbrojeniowych wkładano także puste w środku plastikowe pojemniki, przypominające styropianowe pudełka na obiad. Oblane betonem zamieniały się w pęcherzyki powietrza, w ten sposób strop nabierał porowatej struktury, jak tabliczka czekolady typu "bąblolada".

Druga konstrukcja nakrywa betonową misę stadionu niczym klosz. Tworzy ją krąg 72 pylonów otaczających trybuny, dźwigających olbrzymi pierścień, na którym z kolei rozpięta jest pajęczyna stalowych lin stanowiąca szkielet dachu nad stadionem. To zupełnie niezależna struktura. Z jej środka można by wyjąć żelbetową nieckę stadionu wraz z trybunami, a ażurowy namiot stałby dalej. Ta charakterystyczna "korona" znalazła się nawet w logo Stadionu Narodowego.

Same liny ważą 2 tys. ton - tyle co 10 sześciowagonowych składów metra. W środku tej pancernej sieci wisi długa na 70 metrów stalowa iglica. Jest ogromna, gdyby postawić ją na rondzie Jazdy Polskiej, byłaby wyższa od stojącego tam akademika Riviera. Waży około 140 ton, czyli tyle, ile boeing 767 z pustymi zbiornikami, taki jak ten, którym wylądował na Okęciu kapitan Tadeusz Wrona. Jakby tego wszystkiego było mało, tych 10 pociągów metra i boeing nie wiszą spokojnie, tylko w ciągu roku bujają się w górę i w dół. A to dlatego, że metal pod wpływem ciepła się rozszerza. W czasie letnich upałów stalowe liny się rozciągają, a podczas zimowych mrozów - kurczą. Każda z lin ma długość od 50 do 70 metrów, więc ma się co rozciągać. W efekcie zimą siatka lin napręża się mocniej i podnosi iglicę wyżej, a latem się luzuje i ją opuszcza. Dlatego 70-metrowa stalowa kolumna latem będzie wisieć nawet o dwa metry wyżej niż zimą.

Architekci z pracowni JSK, która zaprojektowała stadion, wolą porównywać linową konstrukcję dachu nie do pajęczyny, tylko do koła rowerowego. Liny to szprychy, a pierścień - to felga. Z tym że ta felga nie jest idealnie okrągła. To wynika z kształtu boiska piłkarskiego, które nie jest kwadratowe, lecz prostokątne. Dlatego trybuny stadionu są owalne, wydłużony kształt ma też pierścień. Jest długi na 285 i szeroki na 279 metrów. Ten owal na dodatek będzie łagodnie wygięty, niczym rondo kowbojskiego kapelusza albo wypieczony ziemniaczany chips. To dlatego, że trybuny wzdłuż dłuższych boków boiska, z których jest najlepszy widok, są wyższe niż te za bramkami. Wygięta "felga" została złożona z 72 rur długich na 12,5 metra, których brzegi cięto ukośnie z dokładnością do 4 milimetrów - większy błąd oznaczałby, że owalu o obwodzie nieco ponad 900 metrów nie dałoby się dokładnie skręcić. Rury przyjechały aż spod Wenecji - tam znajdują się zakłady włoskiej firmy Cimolai, która ma ogromne doświadczenie w pracach wymagających takiej precyzji.

70-metrowa iglica jest potrzebna jako zwornik dachu. Jest tak potężna, bo musi znieść ogromne naprężenie - jest ciągnięta z ogromną siłą w 72 strony naraz. Ale ma też dodawać stadionowi strzelistości - jej czubek znajduje się na wysokości 112 metrów, czyli takiej, jak koniuszek anteny nad dawnym hotelem Forum. Ze względu na swoją wysokość musiała zostać zaopatrzona w migającą czerwoną lampkę ostrzegającą przelatujące samoloty. Na iglicy zawieszone są cztery telebimy. Z trybun wydają się niewiele większe od telewizora w salonie, ale tak naprawdę mają rozmiary 6 na 9 metra, czyli takie, jak front domu jednorodzinnego typu "sześcian polski".

ZOBACZ TAKŻE

Zobacz więcej na temat:

Nie tylko dla majsterkowiczów. Poszukujemy księgowych!

Tu księgowy nie jest tylko zwykłym księgowym przetwarzającym dane. Jest konsultantem i doradcą, który podpowiada klientom korzystne rozwiązania...