Burza po filmie promującym stolicę: ratusz się tłumaczy
07.12.2011
aktualizacja: 2011-12-07 11:09
Miał być sukces, a jest zarządzanie kryzysem z powodu burzy po najnowszym filmie promocyjnym miasta stołecznego Warszawy pt. "Pan goni panią". - Film emitowano przez cały weekend w TVP i Polsacie. Nie było żadnej krytyki, rozpętała się ona dopiero w internecie - mówią urzędnicy ratusza.
Scenariusz jest prosty. On: młody i przystojny japiszon na "biznes tripie" w stolicy. Ona: długonoga blond piękność na porannej przebieżce. Spotykają się przypadkiem pod hotelem na Nowym Mieście, a on - najwidoczniej olśniony - zaczyna za nią biec. A właściwie to gonić w stylu parkur, bo piękność coraz szybciej ucieka, skacząc nawet z przęsła mostu Poniatowskiego, przeskakując jednym susem Wisłę, wspinając się z małpią zręcznością po elewacji BUW-u, ścigając się po dachu stadionu Legii, po Krakowskim Przedmieściu i docierając w końcu na Stadion Narodowy. Tam on nagle orientuje się, że jest spóźniony. Po czym spotykamy go wbiegającego już pod krawatem po schodach nowoczesnego budynku, gdzie już czekają chyba biznesowi goście, wśród nich biegająca blondynka.
Tak wygląda najnowszy spot reklamowy miasta, "główny materiał filmowy promujący Warszawę jako miasto gospodarza wśród europejskich kibiców" - jak głosi komunikat na jego kanale w serwisie YouTube.
Od poniedziałkowego wieczoru film jest hitem internetu. Jednak zamiast uznania wzbudza przede wszystkim krytykę i szyderstwa internautów. "Produkcja a la wczesne lata 90. Nawet nie chcę wiedzieć, ile to kosztowało". "Cieszę się, gdy tak sobie oglądam, na co wydawane są moje podatki". "Hasło reklamowe: Przed naszym zboczeńcem skoczysz nawet z mostu" (to o goniącym blondynę japiszonie). "Oczywiście musiała być blondynka zarzucająca włosem".
Wczoraj jeden z tabloidów uwagę koncentrował na wypukłości dresu biegacza, sugerując, że to oznaka wpływu hormonów na widok blondynki.
Błyskawicznie pojawiły się parodie spotu - jedna z błazeńską muzyką zaczerpniętą ze slapstickowego serialu "Benny Hill", druga udająca trailer do filmu "Milczenie owiec" z biznesmenem w roli seryjnego mordercy goniącego ofiarę.
Scenariusz spotu stołeczne biuro promocji kupiło na wolnym rynku. Potem ogłosiło przetarg na realizację filmu. Wygrało studio filmowe TPS, która zaoferowało najniższą cenę: 505 tys. zł (411 tys. zł netto). - Bieg jest pretekstem do pokazania w kontekście Euro jak największej liczby pięknych miejsc. Widz ma być zaskoczony, że Warszawa ma ich aż tyle, w tym niezwykle nowoczesnych - tłumaczy Tomasz Pijanowski z TPS.
"Kontekst Euro" to przewijające się w filmie stadiony.
- Scenariusz był, jaki był. Film jest najlepszy za tę cenę i w takim czasie, w jakim był przygotowywany. Czy to był mały budżet, czy duży? Opowiem anegdotę: chciałem kupić efektowne ujęcia mostu Siekierkowskiego w jednej telewizji. Policzyli 5 tys. zł za sekundę - mówi Pijanowski.
Dni zdjęciowych było zaledwie dziewięć na przełomie września i października, a w cenie producenci zmieścili koszty zdjęć lotniczych, ekipy, sprzętu, casting i postprodukcję. W jej trakcie musieli spełniać życzenia urzędników, np. klatka po klatce usuwali chmurkę ceglanego pyłu spod nóg biznesmena odbijającego się o mur oporowy Pałacu Ostrogskich przy ul. Tamka. Wszystko w trosce o to, by nie narazić biura promocji na zarzuty "o niszczenie zabytku".
- Ale to TPS ustalał harmonogram i budżet, żeby wygrać przetarg. Nie my i nie na nasze żądanie - mówi Katarzyna Ratajczyk, szefowa miejskiego biura promocji. Jej zdaniem afera ze spotem rozpętała się dopiero po zaprezentowaniu spotu w internecie. - Od piątku nadawały go telewizje i nie miałam sygnałów, że miałby być jakąś katastrofą. Rocznie kręcimy wiele klipów, tylko niektóre stają się ofiarami takiej krytyki - twierdzi. "Biegający" spot (w wersji półminutowej) będzie emitowany również w zagranicznych stacjach. Których - decyzja zapadnie po Nowym Roku.
Zdaniem Iwo Zaniewskiego spot powinien wywołać dyskusję nad sposobem wydawania publicznych pieniędzy na promocję miasta. - Urzędnicy muszą wydać na film np. 500 tys. zł. Takie dzieło musi być i słuszne, i się podobać. A urzędnicy nie mają kompetencji, żeby oceniać scenariusz. Powinni to robić i kręcić filmy uznani artyści, tacy jak Polański - mówił w TOK FM.
W Warszawie uznani artyści już takie filmy kręcili. Przykładem może być spot w reżyserii Agnieszki Holland i jej siostry Magdaleny Łazarkiewicz promujący Warszawę w wyścigu do Europejskiej Stolicy Kultury, na który miasto wyłożyło 560 tys zł.
Czy film promujący Warszawę zasługuje na tak masową krytykę? Jaki powinien być dobra reklama Warszawy w świecie? Nasz adres: stoleczna@agora.pl
-
"najlepszy za tę cenę" pół miliona?
drupal
07.12.11, 10:41
Ludzie za darmo wrzucają na jutuba sto razy lepsze filmiki zrobione ajfonem i zmontowane w domu na laptopie.Niekompetencja i peerelizm urzędów poraża. Zresztą tego szitu nie ma co »
-
Burza po filmie promującym stolicę: ratusz się ...
pynkyp
07.12.11, 11:30
Spot bylby lepszy jakby zrezygnowali ze scen bollywoodzkich, porannego drągala i ja się pytam gdzie tu jakiekolwiek odniesienie do pilki noznej w koncu to ma byc warszawa na euro 2012»
-
Ale o co chodzi?
peppers01
07.12.11, 12:07
Ale o co chodzi. Niunia jest calkiem sexy. Dla mnie film OK»
Najnowsze wiadomości z Warszawy
Najczęściej czytane24 htydzień
- Miał być ważny węzeł, ale zniknął. Gdzie jest Konotopa?
- Piątek na ulicach Warszawy [25.05.2012]
- Nowy punkt widokowy w Warszawie. Wyżej niż PKiN
- Reklamy na Euro. Która najbardziej obciachowa? [GŁOSUJ]
- Te budynki mogą powstać w Warszawie. Top 10
- Centrum tonie w reklamach. Najbrzydsze rondo w mieście?
- Masa Krytyczna: "My nie blokujemy ruchu"
- Te budynki mogą powstać w Warszawie. Top 10
- Nad Wisłą, na działkach. Tak wypoczywała Warszawa
- Co straszy, a co zachwyca w strefie kibica [RAPORT]
- Nie jedźcie tą autostradą. Węzeł Pruszków to pułapka
- Gigantyczna kara dla lekarza: bo nie wypełniał papierów
- Lotnisko bezradne wobec naciągaczy? Taksówkowy problem
- Wtorek na ulicach Warszawy [22.05.2012]







