Tajemnice warszawskich nazw: wiemy już, skąd się wzięły

Jarosław Osowski
08.12.2011 aktualizacja: 2011-12-07 21:57
A A A Drukuj
Most Poniatowskiego Fot. Franciszek Mazur / Agencja Gazeta
  • Dzieje Warszawy nazwami pisane
Mieszkamy na Ochocie, jeździmy na Pragę, spacerujemy po Nowym Świecie albo też Nowiku, niektórzy sprowadzają się na Białołękę - a czy wiemy, co te wszystkie nazwy znaczą i skąd się właściwie wzięły?
- Jedni traktują nazwy instrumentalnie, inni bardzo się nimi interesują i chcą poznać ich genezę. To są znaki językowe, które żyją z nami od urodzenia, są zapisane w naszych adresach - mówi prof. Kwiryna Handke, autorka "Dziejów Warszawy nazwami pisanymi". Ta obszerna, przeszło 550-stronicowa monografia właśnie trafiła do sprzedaży. Mamy tu nie tylko omówione pochodzenie nazw ulic i dzielnic - książka zaskakuje także bogactwem nazewniczym warszawskich kin, teatrów, hoteli, karczm, restauracji i tzw. handelków, czyli specyficznych XIX-wiecznych sklepów z pokojami gościnnymi na zapleczu. Na przykład najbardziej znany Stępek, bo tak okrzyknięto handelek Antoniego Stępowskiego przy Wierzbowej, słynął z ostryg i doskonałych trunków.

Prof. Handke zebrała całe archipelagi nazw warszawskich glinianek, stawów, jezior, łach i kęp wiślanych, wszystkich strumieni, potoków i strug, bo nie tylko Wisła w naszym mieście płynie, lecz także Drna, Bełcząca, Rudawka, a kiedyś także Dunaj (na Starym Mieście). Są jeszcze lasy, łąki, a nawet góry (Gnojna, Łysa czy Szubieniczna). - Ta książka jest jak szklana kula, w której nazwy się obracają, a kolejne rozdziały pokazują je z coraz to nowych stron - zachwalała podczas wieczoru autorskiego dr Bożena Wierzbicka z Zespołu Nazewnictwa Miejskiego, któremu prof. Handke przewodzi od lat.

Wyróżniła "arcyciekawe aneksy", wśród nich ten z "Kronikami Bolesława Prusa i prasy codziennej z lat 1874-1910". Dla mnie rewelacją jest aneks nr 3 poświęcony nazwom w porzekadłach i gwarze warszawskiej. Pamięć o wielu z nich już się zatarła. Wiecie, kto to Maciek z Wilanowa? Tak mówiło się kiedyś w naszym mieście o kimś gburowatym, nieokrzesanym. A próżniak zygmuntowski? To z kolei niezbyt skory do pracy robotnik najemny. W ten sposób tygodnik kulturalny "Kłosy" pisał w 1866 r. o przesiadujących pod kolumną Zygmunta tragarzach i pilarzach (cięli drewno), którzy biernie czekali na możliwość zarobku.

Podobnych epitetów mieliśmy więcej. Panna z Modlina - to o dziewczynie lekkich obyczajów, bo mieszkanki tej ufortyfikowanej w XIX w. miejscowości nie cieszyły się wtedy w Warszawie dobrą opinią. Wycieczka z Grójca czy obywatel z Grójca - te określenia długo były w stolicy synonimem prowincjuszy. Róg Brackiej i Trębackiej - mówiło się do kogoś, kto nie zna dobrze Warszawy. Albo: "Pieprzysz głupoty jak Kazio z Ochoty". Coś z innej beczki: dezerter z Powązek to ktoś blady jak trup, a fircyk z marymonckiej mąki - delikatniś z czasów, gdy w tej części Warszawy działały młyny, a ich produkt był wyjątkowej jakości.

Prof. Handke podaje liczne przykłady nazw, których warszawiacy używają na swój sposób. Syrek jak stąd do Siekirek - to dawne określenie kłamstwa. Syrki były zaś stypami pogrzebowymi urządzanymi według praskiej tradycji z reguły naprzeciwko głównej bramy Cmentarza Bródnowskiego w barze nazywanym Pod Trupkiem. Dziś wśród tych warszawskich neologizmów mamy Nowik (o Nowym Świecie), Poniatoszczak (most Poniatowskiego) i pekin, czyli przeludnioną kamienicę w złym stanie technicznym. Sam pamiętam z dzieciństwa spędzonego na Woli, że na podwórku mówiło się tak na trzy zaniedbane bloki przy ul. Syreny, gdzie w małych klitkach kwaterowano całe rodziny.

- Moja przygoda z nazewnictwem miejskim zaczęła się 50 lat temu. Wtedy językoznawcy w ogóle się tym nie zajmowali. Była wolna droga, żeby sobie hulać - mówi prof. Kwiryna Handke. - Trzeba było stworzyć metodę badań. A ponieważ tematyka jest obszerna, problemów przybywało, i to bardzo wciągało.

Te badania przyniosły kilkadziesiąt publikacji i cztery książki, wśród nich "Słownik nazewnictwa miejskiego" (1998 r.). Najnowsza ukazuje się w przedświątecznym szczycie prezentowym. Polecam ją warszawiakom z dziada pradziada i tym "flancowanym", jak mawiali powojenni taksówkarze o tych, którzy dopiero zapuszczali korzenie w naszym mieście. Wszyscy możemy teraz poznać jego historię utrwaloną w nazwach.

Kwiryna Handke "Dzieje Warszawy nazwami pisane" z serii Biblioteka Warszawska pod red. Andrzeja Sołtana, wyd. Muzeum Historyczne m.st. Warszawy. Do kupienia za 45 zł przy Dzielnej 7 i w wybranych księgarniach lub na www.sklep-mhw.pl.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy