Po cichu likwidują szkoły. Po co robić konsultacje?

Małgorzata Zubik
17.12.2011 aktualizacja: 2011-12-16 17:18
A A A Drukuj
Lekcja WF Fot. Rafal Michalowski / AGENCJA GAZETA
Burmistrzowie zabrali się do reorganizacji szkół. I słusznie - jednak sposób wprowadzania tych zmian jest oburzający.
Burmistrzowie zabrali się do reorganizacji szkół. Mają mało pieniędzy na oświatę i szukają oszczędności. Tylko bić brawo - wreszcie ktoś zadaje sobie pytanie, dlaczego uczeń w małej podstawówce na Bielanach kosztuje aż 9,2 tys. zł rocznie, podczas gdy średnia dla innych szkół w tej dzielnicy to 7,7 tys. zł. Na Pradze zastanawiają się nad szkołą, w której uczniowie tworzą tylko siedem klas, za to samorząd płaci aż 11 pracownikom administracji i obsługi. Na Żoliborzu nie chcą utrzymywać budynków, w których część sal zieje pustką, bo brakuje uczniów. Trudno odmówić racji argumentom o kosztach, ale i z nimi można dyskutować.

Jednak sposób wprowadzania tych zmian jest oburzający.

Dzieci i ich edukacja to kwestie delikatne. Tymczasem decyzje w tej sprawie zapadają według schematu zupełnie nieprzystającego do zasad działania samorządu - szczebla władzy, który powinien być najbliżej ludzi. Dlaczego rodzice dowiadują się o losie szkoły u fryzjera, z gazety albo z internetu? Trudno się dziwić, że rozgoryczeni rodzice uczniów z Bielan, Pragi-Południa oraz Żoliborza mówią: "Władza się z nami nie liczy". Organizują się w grupy protestacyjne, które piszą pisma, chodzą do radnych, wieszają transparenty, śledzą, co się dzieje na komisjach i sesjach rady.

Jakiś czas temu przez Warszawę przetoczyła się fala najrozmaitszych konsultacji: a to w sprawie rozmieszczenia latarń na jakieś ulicy, a to urządzenia skwerów czy parterów kamienic. Miały pokazać, że warto oddać głos warszawiakom i postawić na dialog między rządzącymi a mieszkańcami. Trudno uwierzyć, że konsultacje przeprowadzał ten sam samorząd, który teraz likwiduje szkoły. Po stylu działania widać, że żadnej nauki z nich nie wyniósł.

Burmistrzowie nadal patrzą na obywateli z piedestału. I stawiają ich przed faktem dokonanym. Rodzice przyszli do radnych na sesje, bo myśleli, że będą wysłuchani, a ich argumenty i pomysły na rozwiązanie trudnych kwestii - również finansowych - wzięte pod uwagę, liczyli na dyskusję. A co zobaczyli? Gotowe do przegłosowania uchwały, które decydują o losie ich dzieci w sposób, który władza uważa za jedynie słuszny.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • Po cichu likwidują szkoły. Po co robić konsulta... greg.waw 18.12.11, 00:52

    Jeżeli nawet są robione konsultacje, to tylko dla formalności. Dobrym przykładem były konsultacje w sprawie nazwy mostu północnego. Podczas konsultacji wypowiedziała się dość znacząca liczba»

  • Po cichu likwidują szkoły. Po co robić konsulta... stok-1 27.01.12, 20:31

    Za Władysława Gomułki biedny naród zbudował 1000 szkół na tysiąclecie. Teraz władza sprzedaje budynki szkolne i finansuje armię urzędników. Nie ma wsparcia rodzin, ani przeciwdziałania »

Najnowsze wiadomości z Warszawy