Brudne sztućce, pijacy. Co fajnego w barach mlecznych?

Wojciech Karpieszuk
22.12.2011 aktualizacja: 2011-12-21 21:49
A A A Drukuj
Bar Familijny: nad schabowym roześmiany Tom Hashimoto z Japonii, naprzeciwko Olga Zarzycka Fot. Jacek Łagowski / Agencja G
  • Bar Familijny
  • Bar Familijny
  • Bar Familijny
  • Bar Familijny
Co jest fajnego w barach mlecznych? Jak to - co? Fantastyczna pomidorówka za 2 zł i budyń z sokiem za złotówkę. No i ten klimat, nietuzinkowi klienci - opowiadają ci, którzy się tam stołują: studenci, emeryci, Japończyk, Czeszka.
Stereotypy są takie: bary mleczne to ostatnia pozostałość po PRL-u. Brudne sztućce, wiecznie niezadowolona obsługa, pijaczkowie. Metalowe miski są pewnie przykręcane do stołów, jak w "Misiu".

I kto to widział, żeby protestować przeciwko zamknięciu takiego miejsca. Robić akcje obronne, happeningi. Wskrzesić bar mleczny i leniwe za "co łaska" z kuchni wydawać? A tak właśnie było kilka dni temu w opustoszałym Prasowym przy Marszałkowskiej.

Czego tu bronić? - z tym prowokacyjnym pytaniem udałem się do baru mlecznego Familijny przy Nowym Świecie, jednego z nielicznych, które się jeszcze w Warszawie uchowały.

- Bary mleczne mają dusze - stwierdza Olga Kleszka, studentka portugalistyki. Jest godzina 13, w Familijnym tłum. W kolejce do okienka, przy którym się zamawia, stoi przekrój społeczeństwa: studenci, emeryci, nawet krawaciarze z okolicznych firm.

- Bar mleczny, proszę pana, to nie jest sieciówka czy jakaś tam franczyza, gdzie wszędzie jest to samo. Bar mleczny to jest klimat. Zamykają bary i co? Banki powstają. I nie ma klimatu - objaśnia studentka Olga.

- Bywałam w Prasowym - wzdycha nad pyzami z mięsem Zenona Żurowska-Gawryś, emerytowana felczerka. - Mieli rewelacyjny barszcz czerwony. Ostatnio to się nawet zdziwiłam. Kasjerka burknęła, że nie ma już sznycla jarskiego. A zawsze taka kultura tam była. Ale pewnie wiedziała, że lokal lada moment zamykają, na wypowiedzeniu może była - tłumaczy kasjerkę emerytka. Po chwili dodaje: - W barach mlecznych są wszyscy - biedni, bogaci. Nawet zakochane pary przychodzą, za rączkę. Chłopak kupuje dziewczynie naleśniki ze śmietaną. To mnie wzrusza.

Przy stoliku obok siedzą Olga Zarzycka i Tom Hashimoto z Japonii. Japończyk zajada się schabowym. - Ale pierogi, barszcz, gołąbki też bardzo lubię - zastrzega piękna polszczyzną. - Kiedyś w Japonii też były takie tanie bary, ale już nie ma - wspomina. - Bary mleczne są bardzo polskie, z tradycyjnym jedzeniem. Nie trzeba się ich wypierać. McDonald to nie to samo. Jest wszędzie. A bary mleczne tylko w Polsce.

- Ja czasem mam ochotę na taki prawdziwy, domowy obiad. Przychodzę, kiedy tęsknię za zwykłym kotletem - przyznaje Olga.

Tłum w Familijnym gęstnieje. Jest dwóch bezdomnych. Ktoś kupił im obiad. - Czasem ich wypraszają. Ale jak dla mnie, to powinni tu też zjeść. Razem z nami - zaczepia mnie przed wyjściem emerytowana felczerka. I rzuca: - Gdybym wiedziała, że Prasowego zamykają, sama poszłabym bronić.

- Gdzie w samym centrum można zjeść pół litra gęstej, cieplutkiej pomidorówki z makaronem za dwa złote? No, gdzie? Mała woda w kiosku tyle kosztuje - obrusza się Janek Marczewski, student. - A tu za pięć złotych mam obiad - pomidorówkę i naleśniki ze śmietaną. Ale i tak najlepszy jest klimat - Janek podnosi znad talerza sztućce: metalowy nóż i plastikowy widelczyk. I opowiada, że do Prasowego też chodził, jeszcze w ogólniaku - Zawsze tam było dużo starszych ludzi. Przychodzili z bonami z pomocy społecznej. Dla nich brak kolejnego baru to będzie ogromna strata.

Czeszka Marketa Eidmova, która jest w Warszawie na wymianie studenckiej, przyprowadziła na pierogi swoich gości - siostrę z narzeczonym. - W Czechach też mieliśmy takie bary. Głównie z produktami mlecznymi. Ale już nie ma. Popadały - żałują.

- Nie tak dawno podzielili Familijny na pół - przypomina sobie Jerzy Sikorski, stołuje się w nim codziennie. - I co? Tam za ścianą cały czas coś pada i coś nowego otwierają. A Familijny trwa.

"Ratować te bary" - list

Od czasów liceum jadałem w barach mlecznych. Głównie dlatego, że jest tam wybór. Nie kupuje tam 10 rodzajów pizzy, 10 rodzajów kebaba ani 10 rodzajów tego czy owego, ale ciągle tego samego produktu. Uważam, że bary mleczne to genialny wynalazek ekonomiczny. Jest cała rzesza ludzi w Polsce ubogich, ale nie biednych. Gdzie mają jeść? Są za bogaci na darmowe jadłodajnie, za biedni, by sobie gotować. Moja sąsiadka jadała w barze dlatego, że nie miała już na tyle władnych rąk, by móc przygotować sobie porządny, ciepły posiłek. Gdzie ci ludzie się podzieją? A wystarczyło włożyć bary mleczne w projekt kulturowy. W ramach ratowania Polskiego dziedzictwa i Polskiej kuchni tradycyjnej. Zrobić dofinansowywanie, wywiesić szyldy, w każdym przewodniku pisać turystom, jaka jest historia tego lokalu, jakich ludzi można tu spotkać.

Pozdrawiam z Paryża, gdzie króluje McDonald's, Quick i Starbucks a kuchnię francuską jem u pewnego Greka.

Wojciech Radosz

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • Re: Brudne sztućce, pijacy. Co fajnego w barach m diabelski.izraelita 22.12.11, 15:50

    10 lat temu podczas studiów stołowałem się czasami w barach mlecznych i generalnie zupy + ew pierogi ruskie, naleśniki czy jajecznica OK. Ale mielone, czy też schabowe ceny miały już dosyć »

  • Brudne sztućce, pijacy. Co fajnego w barach mle... korektor11 23.12.11, 02:46

    Kiedyś barów mlecznych było, można powiedzieć, zatrzęsienie. Od baru „Prasowego” kierując się na południe, ze Śródmieścia na Mokotów, mijaliśmy bar przy sklepie serowarskim »

Najnowsze wiadomości z Warszawy