Pechowa inwestycja na Żoliborzu. Będzie kompromitacja?

Wojciech Karpieszuk
18.01.2012 aktualizacja: 2012-01-17 21:33
A A A Drukuj
Otwarcie Fortu Sokolnickiego Fot. Kuba Atys / Agencja Gazeta
Miało być niezwykłe na całą Warszawę centrum kultury, ale coraz bardziej zanosi się na kompromitację. Czy miasto ma plan B dla Fortu Sokolnickiego?
GALERIA ZDJĘĆ
O Forcie piszę od 2008 roku. Co jakiś czas opisuję wzloty i upadki tej inwestycji. Choć niestety upadków było zdecydowanie więcej. A zapowiadanego w Forcie wyjątkowego i promieniującego na miasto centrum kultury, jak nie było, tak nie ma.

Gospodarz Fortu Sokolnickiego (konsorcjum Nowy Fort Sokolnickiego) wyłoniony w listopadzie po wielu bojach w drugim konkursie zwleka już dwa miesiące z podpisaniem umowy z miastem. To zupełnie nietypowe, bo przecież po wygranych przetargach, wygrywającym zależy na jak najszybszym dopięciu wszelkich formalności, by wreszcie zacząć zarabiać.

O co w takim razie chodzi? Otóż konsorcjum ma wątpliwości co do stanu Fortu. To trudne do wyobrażenia, ale w tej XIX-wiecznej fortyfikacji na tyłach parku Żeromskiego, gdzie właśnie skończył się remont za 18 mln zł, jest grzyb na ścianach. Mało tego, szefostwo Stołecznego Zarządu Rozbudowy Miasta przekonuje, że to nic nadzwyczajnego. W czasie remontu budowla nie była osuszana, bo podrożyłoby to jego koszt o kolejne 10 mln zł. Zatem - jak stwierdził w poniedziałkowej "Gazecie" dyrektor SZRM Paweł Barański - "z wilgocią trzeba nauczyć się żyć". Cóż za niezwykła argumentacja!

Wcześniej miejscy urzędnicy chwalili się i zapowiadali, że remont będzie przeprowadzony z pietyzmem. O grzybie nie wspominali. Może szkoda. Bo przecież grzyb w takim miejscu zapewne doda klimatu. Będzie bardziej autentycznie - jak w XIX wieku.

Jest zresztą szansa, że przedstawicielkom konsorcjum (są w nim same panie) co innego spędza teraz sen z powiek. Grzyb to pestka. Prawdziwy problem to kuchnia. A w zasadzie jej brak.

A przecież kulturę w Forcie miała utrzymać m.in. restauracja z prawdziwego zdarzenia. Ale nie ma gdzie przygotowywać wyszukanych dań, bo zamiast kuchni jest skromny aneks kuchenny. Dyrektor Barański argumentuje, że przecież panie z konsorcjum wiedziały, co biorą. Mało tego. Dyrektor przestrzega, że jak teraz, już po remoncie, dzielnica zgodzi się na przeróbki w Forcie, to tylko na własną odpowiedzialność. Bo kuchnia to będzie istotna ingerencja w budowlę, co oznacza utratę rękojmi danej przez wykon.

Tylko dlaczego o kuchni wcześniej nikt nie pomyślał? Bo podrożyłaby remont o 500 tys. zł, a może o milion? I teraz mamy czekać kolejne miesiące na uzgodnienia z konserwatorem zabytków i sanepidem, a kiedy będą, to pruć ściany? Na pewno wyjdzie taniej.

Żeby było jeszcze ciekawiej, umowa dzierżawy Fortu, którą przygotowali miejscy urzędnicy, do najprostszych nie należy. Jest na 10 lat, dokładnie określa, co ma w Forcie być, liczbę komercyjnych imprez itp. Zdecydowana większość wydarzeń ma być ogólnodostępna za darmo dla wszystkich. Czynsz nie będzie jak na tak wielki obiekt szczególnie wysoki, ale też nie symboliczny. Z różnymi opłatami sięgnie pewnie ok. 20 tys. zł miesięcznie.

Zapytam wprost: czy miasto szuka naiwnych?

Straciłem nadzieję, że eksperyment pt. "Prywatny biznes bierze Fort i robi tam kulturę" się powiedzie. Mam nadzieję, że władze Warszawy mają plan B, gdyby okazało się, że panie z konsorcjum jednak nie skorzystają z tej wyjątkowej okazji i podziękują za współpracę. Czy miasto jest gotowe wziąć odpowiedzialność za prowadzenie tego ośrodka? Bo trzeci konkurs na gospodarza Fortu Sokolnickiego to nie będzie najlepszy pomysł.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy