"W Afryce jest jak w Polsce, czyli normalnie"
20.01.2012
aktualizacja: 2012-01-20 15:48
- Chcemy, żeby nie pokazywano tylko jednej strony Afryki. Bo w Afryce są lepsze i gorsze miejsca, tak jak w Polsce. Są nie tylko biedne dzieci, także takie, które mają zupełnie normalne dzieciństwo. Afryka to nie jest zakład karny. Tam żyją ludzie, mają rodziny, kochają się, bawią, pracują - mówią Mamadou Diouf i Paweł Średziński z fundacji Afryka Inaczej, laureaci Stołka Roku 2011
ZOBACZ TAKŻE
- Afrykanie nagrodzą Leszczyńskiego, Olejnik i Szczukę (21-01-12, 11:00)
- "Stołek" wręczony: za Afrykę w Warszawie (18-01-12, 22:24)
- Nielegalni cudzoziemcy dostaną pozwolenie na pobyt (30-12-11, 12:00)
- Afrykańczyk z polskiego filmu odnaleziony po latach (31-12-10, 20:00)
- "Ali", czyli jedyny czarnoskóry powstaniec warszawski (15-12-10, 07:00)
Magdalena Dubrowska: W tym tygodniu odebraliście Stołek, nagrodę „Gazety Stołecznej”, za działalność waszej fundacji Afryka Inaczej. Od trzech lat zbliżacie warszawiaków polskiego i afrykańskiego pochodzenia. Co uważacie za swój największy sukces?
Paweł Średziński: To, że od 2008 r. konsekwentnie realizujemy nasze pomysły. Nie wszystkie, bo jest ich cały worek, a człowieka ogranicza czas i fundusze. Trzeba mieć upór. Moim zdaniem osioł jest jednym z najciekawszych gatunków zwierząt, bo jego upór nie wynika z braku inteligencji, lecz z zamiaru zrealizowania celu, np. aby nie iść dalej. Mamy więc pomysły i uparcie dążymy do ich realizacji. Wyjątkowość naszej fundacji polega też na tym, że staramy się zaktywizować jak największą grupę Afrykanów. Na siedem osób w zespole fundacji, większość jest pochodzenia afrykańskiego.
Mamadou Diouf: Udało się zebrać ekipę - to sukces, bo nie tak łatwo zmobilizować moich rodaków do działania.
Dlaczego?
Kiedyś wszyscy studiowali, mieliśmy wolne w tym samym czasie, spotykaliśmy się i było łatwiej o jakąkolwiek współpracę. Teraz każdy ma obowiązki, rodzinę. A współcześni imigranci są bardziej nastawieni na pracę, polepszenie warunków życia. Sukcesem dla mnie są spotkania z uczniami, rozmowy o wielokulturowości, filozofii, sporcie. I to, że pomału stajemy się też partnerem do rozmowy dla mediów. Dziennikarze dzwonią do nas, jak coś się dzieje. Do tej pory w mediach wypowiadali się zawsze polscy specjaliści od Afryki (uśmiech). Rok 2011 był bardzo dobry!
Organizujecie mnóstwo imprez z Dniem Afryki na czele, koncertów. Z waszym wsparciem powstał też Komitet Rzecznikowski Społeczności Afrykańskiej w Polsce. Czym się zajmuje?
P.Ś.: Ma interweniować, kiedy Afrykanie czują się obrażani, szykanowani. W Komitecie są osoby z różnych krajów: Nagmeldin z Sudanu, Anthony z Nigerii, Stefano z Tanzanii i Mamadou z Senegalu.
M.D.: Komitet zajmuje się przede wszystkim monitoringiem mediów. Kowalski, który idzie ulicą, ma wizję Afryki, która jest kształtowana przede wszystkim przez szkołę, dlatego ja za każdym razem podkreślam tu znaczenie wiersza Tuwima o murzynku Bambo, choć wszyscy się śmieją, że się czepiam, no i media, programy w rodzaju "Boso przez świat" Wojciecha Cejrowskiego. Gdyby było to pokazywane jako kabaret, to jeszcze OK. Na zasadzie: Chińczyk przyjeżdża do Warszawy z kamerą, kręci i komentuje. Przez pół roku monitorowałem wszystkie media i komentowałem na swoim blogu. Jest pewien postęp. Nie mówi się już "gdzieś tam, w Afryce", tylko podaje konkretny kraj. Będziemy dalej się tym zajmować, by było jak najmniej głupich wypowiedzi, np. polityków na temat Afryki.
P.Ś.: W badaniach, które przeprowadziliśmy w 2010 r., ludzie jako główne źródło wiedzy o Afryce podają media. Więc to na dziennikarzach spoczywa bardzo duża odpowiedzialność za to, jak ten kontynent jest postrzegany. Dlatego przygotowaliśmy raport: "Afryka i jej mieszkańcy w polskich mediach". Potwierdził, że w bardzo wielu przypadkach Afryka to wciąż skansen. Najlepiej Afrykańczycy wypadają w kategorii sport, tam mówi się o "czarnych perłach", są bardzo dobrze postrzegani, i to w prasie bulwarowej. Wczoraj pierwszy raz w polskim tygodniku przeczytałem pozytywny tekst o Afryce, że stamtąd mogą też przyjść jakieś pieniądze.
Czy Komitet Rzecznikowski już interweniował?
P.Ś.: Zaraz po jego powstaniu wypłynęła kwestia wypowiedzi Kuby Wojewódzkiego. W Radiu Eska Rock razem z drugim prowadzącym Michałem Figurskim żartował on z ciemnego koloru skóry Alvina Gajadhura, rzecznika prasowego Głównego Inspektoratu Transportu Drogowego. Wojewódzki i Figurski dzwonili do rzecznika, bo wymyślili sobie, że prezydenta Obamę ma powitać kompania honorowa złożona z „czarnych pionków". Dworowali sobie na antenie, że szukają kontaktu w Krajowym Rejestrze Murzynów? „Gajadhur, tak murzin - śmiał się Kuba Wojewódzki. I dodawał: „Audycję dzisiejszą sponsoruje warszawski oddział Ku-Klux-Klanu”. Komitet wtedy zainterweniował u ministra kultury. Bez skutku. Mimo że rzecznicy zauważyli, że Wojewódzki nie zwrócił się tak naprawdę do odbiorców swoich szczególnego rodzaju żartów, tylko do ogółu, do ludzi, którzy bezkrytycznie to przyjmą i będą mówić o Ku-Klux-Klanie i „Muzinach".
Wasza fundacja nazywa się Afryka Inaczej. Inaczej, czyli jak?
P.Ś.: Inaczej, czyli nie tylko o negatywnym wycinku rzeczywistości. Afryka jest bardzo różna. Mówi się np. o rzeziach plemiennych w Afryce. A czy to, co się działo na Bałkanach, to nie konflikt plemienia Serbów i plemienia Albańczyków? W Afryce są lepsze i gorsze miejsca, tak jak w Polsce. Są nie tylko biedne dzieci, także takie, które mają zupełnie normalne dzieciństwo. Afryka to nie jest zakład karny, tylko miejsce, w którym żyją ludzie, mają rodziny, kochają się, bawią, pracują.
M.D.: Niektórzy mówią, że obraz Afryki w mediach to są fakty. Oczywiście, ale pokazują tylko jedną stronę. Np. obraz Stanów, Japonii, Francji, po części kształtuje poziom gospodarczy. Są potęgą, mają lepszą pozycję, więc w Polsce są prezentowane w sposób bardzo pozytywny. A o Afryce można powiedzieć wszystko, bo nikt się nie spodziewa złych konsekwencji swoich wypowiedzi, czy w telewizji, czy w Sejmie. Jak polityk czy dziennikarz sobie zażartuje na temat Afryki, nikt go nie upomina. Dla mnie było szokiem, jak dwa lata temu, kilka dni przed Pucharem Afryki prezenter "Wiadomości" zaprosił na "Wieczór z Makumbą". Dosłownie. Jak wybuchła ta sprawa z Wojewódzkim, pamiętam wywiad Moniki Olejnik z Radosławem Sikorskim, który stwierdził, że przecież Niemcy też śmieją się z Polaków. To mi przypomina taki obraz, który kiedyś widziałem: facetowi dostało się w pracy od szefa, wrócił do domu i się wyżył na żonie. Żona się wyżyła na dziecku, dziecko na psie, a pies na kocie. To nie o to chodzi. Media i tak będą pokazywały wojny, choroby, bo tak działają. Ale my chcemy równoważyć ten obraz, pokazując bogactwo kultur i tradycji 54 afrykańskich krajów i dwóch tysięcy języków.
Jak wygląda codzienne życie waszej fundacji?
P.Ś.: Toczy się po zakończeniu naszych codziennych zajęć, prac. We mnie ta pasja się pojawiła, kiedy byłem pierwszy raz w Afryce. Mamy siedzibę, w której się spotykamy. Wymieniamy się pomysłami, robimy burzę mózgów, zastanawiamy się, czy dany projekt jest ważny z perspektywy osoby pochodzącej z Afryki. Bardzo nas cieszy, że Biuro Kultury ratusza wspiera taką działalność, jak nasza, na rzecz poznania innych kultur. Stworzyliśmy wzór dobrej praktyki do naśladowania w innych miastach.
Wydaliście książkę „Afryka w Warszawie”, w której tropicie obecność Afrykanów w polskiej historii. Jak dotarliście do tych postaci?
P.Ś.: To wynik naszych zainteresowań. Szukaliśmy w przedwojennej prasie, dotarliśmy do ludzi, którzy mieli jakieś okruchy wspomnień, zdjęcia. Udało się z nich złożyć historie, które miały potem ciąg dalszy. Po przeczytaniu historii Nigeryjczyka Agbooli O'Browna, który brał udział w Powstaniu Warszawskim, ludzie sami się do nas zgłaszali, włącznie z drugą żoną Agbooli. Książka pozwoliła odkryć niesamowite historie. Nigdy wcześniej czegoś takiego w Polsce nie było. Mówimy o ludziach, którzy przyjeżdżali tu, tak jak Agboola, w dwudziestoleciu międzywojennym. Niektórzy walczyli w wojnie polsko-bolszewickiej. Inni jeśli cofniemy się wstecz, walczyli u boku Napoleona.
M.D.: Myślę, że dostaliśmy Stołek właśnie za "Afrykę w Warszawie". To, że Afrykanie byli tu w czasach Augusta II, Jana Sobieskiego, w czasie ostatniej wojny to było duże zaskoczenie dla wszystkich. Zwłaszcza historia powstańca. Dla mnie największym odkryciem był Jumbo z "Cafe pod Minogą", powieści Wiecha. W historii literatury było zawsze tak, że ktoś z Europy jedzie do Afryki, jak np. "W pustyni i w puszczy". A Wiech wprowadził bohatera, który nie tylko przyjeżdża z Afryki do Europy, ale także lepiej włada gwarą niż rodowici warszawiacy! Kiedy prowadziłem spacery śladami Wiecha, pytałem ludzi, czy znają tę książkę. Mało osób zna. Szkoda, bo ta historia pokazuje, czym jest wielokulturowość.
P.Ś.: Tymi ludźmi dotychczas nikt się nie interesował. Poszukiwałem długo śladów Mokpokpo Dravi, odtwórcy roli Jumbo w filmie "Cafe pod Minogą" i nic. Aż raz odezwała się do mnie jego córka, która przetłumaczyła sobie w Google Translatorze tytuł tekstu na naszym portalu Afryka.org. Szukała informacji o ojcu. Później rozmawiałem z Mukim, bo tak mówią o Mokpokpo. Mieszka w Togo. Udało mi się dotrzeć do jego kolegów, koleżanek. Szukaliśmy historii zapomnianych, wydawałoby się - retro, a okazało się, że budzą wielkie zainteresowanie. Bo "Cafe Pod Minogą" to jest fenomenalna powieść! Antyrasizm ludowy, który łamie stereotypy, wsadza bohatera w ferajnę warszawską, pokazuję warszawskość, która nie była wcale zamknięta.
Czy to „Cafe pod Minogą” zainspirowała was do wspólnego muzykowania na ulicy z Kapelą Czerniakowską?
M.D.: Faktycznie, zrobiliśmy razem fajną rundę po Warszawie. Zarobiliśmy 250 zł. Sylwester Kozera stwierdził, że powinniśmy częściej razem grać.
Zaraz po odebraniu Stołka rozpoczęliście już w internecie nową kampanię: „Wszyscy są z Afryki”. Przedstawia m.in. portret Kopernika o czarnym kolorze skóry i w afro.
P.Ś.: To sposób na pokazanie naszej misji. Odwołaliśmy się do historii, aby poprzez twarze Kopernika, Marii Skłodowskiej-Curie, Emilii Plater pokazać nasze wspólne pochodzenie. Osoby pochodzące z Afryki to nie istoty z innej planety, jesteśmy tym samym gatunkiem: homo sapiens, a według wszystkich paleontologów, którzy to badali, wspólnym korzeniem jest właśnie Afryka.
Plany na przyszłość?
P.Ś.: Chcielibyśmy m.in. rozwijać pokazy filmów afro-amerykańskich, przygotować teatralną adaptację książki Wiecha, a także zbadać dzieje afrykańskich jeńców wojennych na ziemiach polskich w okresie II wojny światowej, bo służąc w armii francuskiej czy brytyjskiej, trafiali do niemieckiej niewoli. I oczywiście ciągle przybliżac Afrykę Polakom, a Polskę osobom pochodzenia afrykańskiego.
M.D.: Chcemy też, żeby w tym roku było więcej grania z polskimi muzykami. Myślę o wydaniu płyty, która nie służyłaby pomocy Afryce, tylko wspólnej twórczości. Patrzę w przyszłość z optymizmem, bo coraz więcej ludzi interesuje się naszymi spotkaniami kulturalnymi, na Facebooku pytają o debaty i koncerty. W Warszawie mamy już trzy afrykańskie restauracje. Policja sama nas zaprosiła, żebyśmy przeprowadzili szkolenia. Jest coraz lepiej. Ja właściwie tak marudzę tylko dziennikarzom.
P.Ś.: Najważniejsza jest integracja, która wymaga dialogu przybysza i społeczeństwa przyjmującego, takiego duetu, jak w przypadku moim i Mamadou. Wzajemne oskarżanie się, że wy jesteście czarni i z Afryki, a wy - źli rasiści, to nie dialog. A Warszawa jest dobrym miejscem do tego dialogu. Wiadomo stolica!
Paweł Średziński: To, że od 2008 r. konsekwentnie realizujemy nasze pomysły. Nie wszystkie, bo jest ich cały worek, a człowieka ogranicza czas i fundusze. Trzeba mieć upór. Moim zdaniem osioł jest jednym z najciekawszych gatunków zwierząt, bo jego upór nie wynika z braku inteligencji, lecz z zamiaru zrealizowania celu, np. aby nie iść dalej. Mamy więc pomysły i uparcie dążymy do ich realizacji. Wyjątkowość naszej fundacji polega też na tym, że staramy się zaktywizować jak największą grupę Afrykanów. Na siedem osób w zespole fundacji, większość jest pochodzenia afrykańskiego.
Mamadou Diouf: Udało się zebrać ekipę - to sukces, bo nie tak łatwo zmobilizować moich rodaków do działania.
Dlaczego?
Kiedyś wszyscy studiowali, mieliśmy wolne w tym samym czasie, spotykaliśmy się i było łatwiej o jakąkolwiek współpracę. Teraz każdy ma obowiązki, rodzinę. A współcześni imigranci są bardziej nastawieni na pracę, polepszenie warunków życia. Sukcesem dla mnie są spotkania z uczniami, rozmowy o wielokulturowości, filozofii, sporcie. I to, że pomału stajemy się też partnerem do rozmowy dla mediów. Dziennikarze dzwonią do nas, jak coś się dzieje. Do tej pory w mediach wypowiadali się zawsze polscy specjaliści od Afryki (uśmiech). Rok 2011 był bardzo dobry!
Organizujecie mnóstwo imprez z Dniem Afryki na czele, koncertów. Z waszym wsparciem powstał też Komitet Rzecznikowski Społeczności Afrykańskiej w Polsce. Czym się zajmuje?
P.Ś.: Ma interweniować, kiedy Afrykanie czują się obrażani, szykanowani. W Komitecie są osoby z różnych krajów: Nagmeldin z Sudanu, Anthony z Nigerii, Stefano z Tanzanii i Mamadou z Senegalu.
M.D.: Komitet zajmuje się przede wszystkim monitoringiem mediów. Kowalski, który idzie ulicą, ma wizję Afryki, która jest kształtowana przede wszystkim przez szkołę, dlatego ja za każdym razem podkreślam tu znaczenie wiersza Tuwima o murzynku Bambo, choć wszyscy się śmieją, że się czepiam, no i media, programy w rodzaju "Boso przez świat" Wojciecha Cejrowskiego. Gdyby było to pokazywane jako kabaret, to jeszcze OK. Na zasadzie: Chińczyk przyjeżdża do Warszawy z kamerą, kręci i komentuje. Przez pół roku monitorowałem wszystkie media i komentowałem na swoim blogu. Jest pewien postęp. Nie mówi się już "gdzieś tam, w Afryce", tylko podaje konkretny kraj. Będziemy dalej się tym zajmować, by było jak najmniej głupich wypowiedzi, np. polityków na temat Afryki.
P.Ś.: W badaniach, które przeprowadziliśmy w 2010 r., ludzie jako główne źródło wiedzy o Afryce podają media. Więc to na dziennikarzach spoczywa bardzo duża odpowiedzialność za to, jak ten kontynent jest postrzegany. Dlatego przygotowaliśmy raport: "Afryka i jej mieszkańcy w polskich mediach". Potwierdził, że w bardzo wielu przypadkach Afryka to wciąż skansen. Najlepiej Afrykańczycy wypadają w kategorii sport, tam mówi się o "czarnych perłach", są bardzo dobrze postrzegani, i to w prasie bulwarowej. Wczoraj pierwszy raz w polskim tygodniku przeczytałem pozytywny tekst o Afryce, że stamtąd mogą też przyjść jakieś pieniądze.
Czy Komitet Rzecznikowski już interweniował?
P.Ś.: Zaraz po jego powstaniu wypłynęła kwestia wypowiedzi Kuby Wojewódzkiego. W Radiu Eska Rock razem z drugim prowadzącym Michałem Figurskim żartował on z ciemnego koloru skóry Alvina Gajadhura, rzecznika prasowego Głównego Inspektoratu Transportu Drogowego. Wojewódzki i Figurski dzwonili do rzecznika, bo wymyślili sobie, że prezydenta Obamę ma powitać kompania honorowa złożona z „czarnych pionków". Dworowali sobie na antenie, że szukają kontaktu w Krajowym Rejestrze Murzynów? „Gajadhur, tak murzin - śmiał się Kuba Wojewódzki. I dodawał: „Audycję dzisiejszą sponsoruje warszawski oddział Ku-Klux-Klanu”. Komitet wtedy zainterweniował u ministra kultury. Bez skutku. Mimo że rzecznicy zauważyli, że Wojewódzki nie zwrócił się tak naprawdę do odbiorców swoich szczególnego rodzaju żartów, tylko do ogółu, do ludzi, którzy bezkrytycznie to przyjmą i będą mówić o Ku-Klux-Klanie i „Muzinach".
Wasza fundacja nazywa się Afryka Inaczej. Inaczej, czyli jak?
P.Ś.: Inaczej, czyli nie tylko o negatywnym wycinku rzeczywistości. Afryka jest bardzo różna. Mówi się np. o rzeziach plemiennych w Afryce. A czy to, co się działo na Bałkanach, to nie konflikt plemienia Serbów i plemienia Albańczyków? W Afryce są lepsze i gorsze miejsca, tak jak w Polsce. Są nie tylko biedne dzieci, także takie, które mają zupełnie normalne dzieciństwo. Afryka to nie jest zakład karny, tylko miejsce, w którym żyją ludzie, mają rodziny, kochają się, bawią, pracują.
M.D.: Niektórzy mówią, że obraz Afryki w mediach to są fakty. Oczywiście, ale pokazują tylko jedną stronę. Np. obraz Stanów, Japonii, Francji, po części kształtuje poziom gospodarczy. Są potęgą, mają lepszą pozycję, więc w Polsce są prezentowane w sposób bardzo pozytywny. A o Afryce można powiedzieć wszystko, bo nikt się nie spodziewa złych konsekwencji swoich wypowiedzi, czy w telewizji, czy w Sejmie. Jak polityk czy dziennikarz sobie zażartuje na temat Afryki, nikt go nie upomina. Dla mnie było szokiem, jak dwa lata temu, kilka dni przed Pucharem Afryki prezenter "Wiadomości" zaprosił na "Wieczór z Makumbą". Dosłownie. Jak wybuchła ta sprawa z Wojewódzkim, pamiętam wywiad Moniki Olejnik z Radosławem Sikorskim, który stwierdził, że przecież Niemcy też śmieją się z Polaków. To mi przypomina taki obraz, który kiedyś widziałem: facetowi dostało się w pracy od szefa, wrócił do domu i się wyżył na żonie. Żona się wyżyła na dziecku, dziecko na psie, a pies na kocie. To nie o to chodzi. Media i tak będą pokazywały wojny, choroby, bo tak działają. Ale my chcemy równoważyć ten obraz, pokazując bogactwo kultur i tradycji 54 afrykańskich krajów i dwóch tysięcy języków.
Jak wygląda codzienne życie waszej fundacji?
P.Ś.: Toczy się po zakończeniu naszych codziennych zajęć, prac. We mnie ta pasja się pojawiła, kiedy byłem pierwszy raz w Afryce. Mamy siedzibę, w której się spotykamy. Wymieniamy się pomysłami, robimy burzę mózgów, zastanawiamy się, czy dany projekt jest ważny z perspektywy osoby pochodzącej z Afryki. Bardzo nas cieszy, że Biuro Kultury ratusza wspiera taką działalność, jak nasza, na rzecz poznania innych kultur. Stworzyliśmy wzór dobrej praktyki do naśladowania w innych miastach.
Wydaliście książkę „Afryka w Warszawie”, w której tropicie obecność Afrykanów w polskiej historii. Jak dotarliście do tych postaci?
P.Ś.: To wynik naszych zainteresowań. Szukaliśmy w przedwojennej prasie, dotarliśmy do ludzi, którzy mieli jakieś okruchy wspomnień, zdjęcia. Udało się z nich złożyć historie, które miały potem ciąg dalszy. Po przeczytaniu historii Nigeryjczyka Agbooli O'Browna, który brał udział w Powstaniu Warszawskim, ludzie sami się do nas zgłaszali, włącznie z drugą żoną Agbooli. Książka pozwoliła odkryć niesamowite historie. Nigdy wcześniej czegoś takiego w Polsce nie było. Mówimy o ludziach, którzy przyjeżdżali tu, tak jak Agboola, w dwudziestoleciu międzywojennym. Niektórzy walczyli w wojnie polsko-bolszewickiej. Inni jeśli cofniemy się wstecz, walczyli u boku Napoleona.
M.D.: Myślę, że dostaliśmy Stołek właśnie za "Afrykę w Warszawie". To, że Afrykanie byli tu w czasach Augusta II, Jana Sobieskiego, w czasie ostatniej wojny to było duże zaskoczenie dla wszystkich. Zwłaszcza historia powstańca. Dla mnie największym odkryciem był Jumbo z "Cafe pod Minogą", powieści Wiecha. W historii literatury było zawsze tak, że ktoś z Europy jedzie do Afryki, jak np. "W pustyni i w puszczy". A Wiech wprowadził bohatera, który nie tylko przyjeżdża z Afryki do Europy, ale także lepiej włada gwarą niż rodowici warszawiacy! Kiedy prowadziłem spacery śladami Wiecha, pytałem ludzi, czy znają tę książkę. Mało osób zna. Szkoda, bo ta historia pokazuje, czym jest wielokulturowość.
P.Ś.: Tymi ludźmi dotychczas nikt się nie interesował. Poszukiwałem długo śladów Mokpokpo Dravi, odtwórcy roli Jumbo w filmie "Cafe pod Minogą" i nic. Aż raz odezwała się do mnie jego córka, która przetłumaczyła sobie w Google Translatorze tytuł tekstu na naszym portalu Afryka.org. Szukała informacji o ojcu. Później rozmawiałem z Mukim, bo tak mówią o Mokpokpo. Mieszka w Togo. Udało mi się dotrzeć do jego kolegów, koleżanek. Szukaliśmy historii zapomnianych, wydawałoby się - retro, a okazało się, że budzą wielkie zainteresowanie. Bo "Cafe Pod Minogą" to jest fenomenalna powieść! Antyrasizm ludowy, który łamie stereotypy, wsadza bohatera w ferajnę warszawską, pokazuję warszawskość, która nie była wcale zamknięta.
Czy to „Cafe pod Minogą” zainspirowała was do wspólnego muzykowania na ulicy z Kapelą Czerniakowską?
M.D.: Faktycznie, zrobiliśmy razem fajną rundę po Warszawie. Zarobiliśmy 250 zł. Sylwester Kozera stwierdził, że powinniśmy częściej razem grać.
Zaraz po odebraniu Stołka rozpoczęliście już w internecie nową kampanię: „Wszyscy są z Afryki”. Przedstawia m.in. portret Kopernika o czarnym kolorze skóry i w afro.
P.Ś.: To sposób na pokazanie naszej misji. Odwołaliśmy się do historii, aby poprzez twarze Kopernika, Marii Skłodowskiej-Curie, Emilii Plater pokazać nasze wspólne pochodzenie. Osoby pochodzące z Afryki to nie istoty z innej planety, jesteśmy tym samym gatunkiem: homo sapiens, a według wszystkich paleontologów, którzy to badali, wspólnym korzeniem jest właśnie Afryka.
Plany na przyszłość?
P.Ś.: Chcielibyśmy m.in. rozwijać pokazy filmów afro-amerykańskich, przygotować teatralną adaptację książki Wiecha, a także zbadać dzieje afrykańskich jeńców wojennych na ziemiach polskich w okresie II wojny światowej, bo służąc w armii francuskiej czy brytyjskiej, trafiali do niemieckiej niewoli. I oczywiście ciągle przybliżac Afrykę Polakom, a Polskę osobom pochodzenia afrykańskiego.
M.D.: Chcemy też, żeby w tym roku było więcej grania z polskimi muzykami. Myślę o wydaniu płyty, która nie służyłaby pomocy Afryce, tylko wspólnej twórczości. Patrzę w przyszłość z optymizmem, bo coraz więcej ludzi interesuje się naszymi spotkaniami kulturalnymi, na Facebooku pytają o debaty i koncerty. W Warszawie mamy już trzy afrykańskie restauracje. Policja sama nas zaprosiła, żebyśmy przeprowadzili szkolenia. Jest coraz lepiej. Ja właściwie tak marudzę tylko dziennikarzom.
P.Ś.: Najważniejsza jest integracja, która wymaga dialogu przybysza i społeczeństwa przyjmującego, takiego duetu, jak w przypadku moim i Mamadou. Wzajemne oskarżanie się, że wy jesteście czarni i z Afryki, a wy - źli rasiści, to nie dialog. A Warszawa jest dobrym miejscem do tego dialogu. Wiadomo stolica!
-
"W Afryce jest jak w Polsce, czyli normalnie"
zergall
22.01.12, 11:39
Plemiona mieszkające w chatach z gówna żyją "normalnie", czy "gorzej"?»
-
"W Afryce jest jak w Polsce, czyli normalnie"
dorsai68
22.01.12, 12:24
Normalnie? Nigeria:1/ 25 grudnia: w kościele katolickim pw. św. Teresy na peryferiach Abudży eksplodował ładunek wybuchowy, zabijając 37 osób i raniąc 57. 2/ 20 stycznia: zamach bombowy w »
-
"W Afryce jest jak w Polsce, czyli normalnie"
pogodny100
23.01.12, 05:30
pelno tam "czarnych".»
Najnowsze wiadomości z Warszawy
Najczęściej czytane24 htydzień
- Poniedziałek na ulicach Warszawy [NA ŻYWO]
- Rozbiorą bazar. Znikną budy, ale handel pozostanie
- Tramwaj wjechał w autobus. 10 osób trafiło do szpitala
- Koniec Woli i cud na Zachodnim czyli jak to robi PKP
- Czeka nas czerwiec imprez masowych. Ratusz zdecyduje
- Wielkie sprzątanie na Euro trwa. Wygrają z wandalami?
- Oszukaj złodzieja. Ruszyła akcja znakowania rowerów
- Nad Wisłą, na działkach. Tak wypoczywała Warszawa
- Zobacz 10 największych hitów sobotniej "Nocy Muzeów"
- "Biurowiec Bieruta" gotowy po remoncie. Zapiera dech!
- Cicha noc na A2
- Miasto ma tysiące pustych mieszkań. A lokatorzy czekają
- Muzeum zbankrutowało. "Noc muzeów" będzie ostatnią?
- Zobacz najdroższe mieszkania w W-wie. A jaki widok!


