Pani Agnieszka: to ona walczy o najbardziej potrzebujących

Wojciech Karpieszuk
21.01.2012 aktualizacja: 2012-01-20 18:17
A A A Drukuj
Agnieszka Dudzińska Fot. Albert Zawada / Agencja Gazeta
Całym sercem jest po stronie potrzebujących, a całą głową kombinuje, jak im najlepiej pomóc! - napisał o Agnieszce Dudzińskiej jeden z naszych czytelników
Z listów:

* "Jeszcze nigdy nie spotkałam osoby tak życzliwej i pomocnej. Pozwoliła mi uwierzyć, że nie jestem sama w walce o lepsze jutro dla mojego synka".

* "Nie poddała się, pomimo setek upokorzeń, jakie spotkały ją i jej dziecko. Pomimo gehenny w systemie edukacji nie zakopała się w pretensjach, tylko wyszła do ludzi i zrobiła wiele dobrego dla rodzin dzieci niepełnosprawnych. Dzięki projektowi Wszystkojasne.waw.pl rodzice wiedzą, jakie mają prawa, i mogą uniknąć tego, co spotkało jej rodzinę".

* "Całym sercem jest po stronie potrzebujących, a całą głową kombinuje, jak im najlepiej pomóc!".

* "Dzięki niej Warszawa jest lepsza".

Tak pisali do redakcji ludzie, którzy w plebiscycie "Gazety Stołecznej" - od pięciu lat przyznajemy nagrodę "Stołek" dla kogoś, kto robi coś niezwykłego, godnego podziwu - głosowali na Agnieszkę Dudzińską. Prócz niej nominowaliśmy: Ewę Brykowską-Liniecką - za zorganizowanie społecznego ruchu mieszkańców i uratowanie płaskorzeźby "Plon", Pawła Średzińskiego i Mamadou Dioufa z fundacji Afryka Inaczej - za akcje proafrykańskie, które przybliżają warszawiakom inną kulturę, Wojciecha Szota - za akcję "Miłość nie wyklucza" i przewodnik "HomoWarszawa", Marka Piwowarskiego z ratusza - za wytyczenie kilkukilometrowej ścieżki pieszo-rowerowej wzdłuż Wisły.

Agnieszkę Dudzińską, mamę niepełnosprawnego dziecka, doceniliśmy za to, że walczyła w ratuszu o mieszkania chronione (osoby niepełnosprawne uczą się w nich samodzielności) i dopięła swego. Spośród piątki nominowanych do "Stołka" najwięcej czytelników zagłosowało właśnie na nią. I przypomnieli o jeszcze innej walce Agnieszki Dudzińskiej - o równą edukację.

17 podstawówek. Jak na castingu

Ma troje dzieci. Kilka lat temu, kiedy po wielu perypetiach jedno z nich trafiło do rejonowej podstawówki, opowiadała "Gazecie": - Sterroryzowano mnie tam. Rodzice innych dzieci pisali listy do dyrekcji, w których żądali usunięcia mojego dziecka. Wypychano je na nauczanie indywidualne. Byłam przytłoczona niepełnosprawnością swojego dziecka, na wszystko się godziłam.

Doświadczenia wielu rodziców niepełnosprawnych dzieci są podobne. Kiedy przychodzi czas na przedszkole lub szkołę, jeżdżą od jednej placówki do drugiej i pytają, czy przyjmą im tam dziecko z orzeczeniem o potrzebie kształcenia specjalnego. Jedna z matek, Ilona Rzemieniuk, odwiedziła aż 17 integracyjnych podstawówek. Odpowiedziała jedna - na drugim końcu Warszawy. Czuła się jak na castingach.

Przy odpowiednim wsparciu takie dzieci mogą się uczyć w masowych szkołach. Wiele z nich jest wybitnie zdolnych. Zdaniem rodziców w zwykłej szkole szybciej się przystosują do samodzielności, znajdą kolegów. Do szkół specjalnych powinny trafiać w szczególnych przypadkach, zwłaszcza gdy są niepełnosprawne intelektualnie.

Za dzieckiem niepełnosprawnym do każdej masowej szkoły powinny iść też większe pieniądze z MEN - w zależności od rodzaju niepełnosprawności od kilkunastu do 50 tys. zł. Szkoła może za to choćby zatrudnić asystenta do pomocy w klasie, kupić odpowiedni sprzęt, zapewnić dodatkowe zajęcia z logopedą czy psychologiem. Tak powinno być. Ale rzeczywistość jest inna. Agnieszka postanowiła ją zmienić.

Nie-Grzeczne Dzieci wśród radnych

Ilona Rzemieniuk, prezeska stowarzyszenia Nie-Grzeczne Dzieci, które wspiera dzieci z zespołem Aspergera i ich rodziców: - Agnieszkę poznałam kilka lat temu. Znalazłam ogłoszenie, która porozklejała na całym Ursynowie, że chce założyć organizację pomagającą niepełnosprawnym. Poszłam na pierwsze spotkanie.

Agnieszka Dudzińska w 2008 r. założyła Ursynowskie Stowarzyszenie Niepełnosprawnych, ale szybko przystąpiła do Nie-Grzecznych Dzieci. - Żeby stworzyć coś od początku, potrzebny jest sztab ludzi. U nas była już organizacja. Agnieszka zajęła się sprawami oświatowymi, wyspecjalizowała się w tym. Tygodniami ślęczała w bibliotekach, śledziła tabele, dane, statystyki. Wyliczała - opowiada Ilona Rzemieniuk.

Pierwsza wspólna akcja była w maju 2009 r. Dudzińska, Rzemieniuk i dwie inne mamy poszły na sesję Rady Warszawy. Na szyjach zawiesiły kartki: "Wszystko jasne. Dostępność i jakość edukacji dla uczniów niepełnosprawnych w Warszawie". Agnieszka uzbroiła się też w tabele z danymi z ministerialnych przepisów: ile szkoła, do której chodzi dziecko z określoną niepełnosprawnością, powinna dostać rocznie dodatkowych pieniędzy. Mamy krążyły między radnymi i wręczały im te wyliczenia. Wcześniej obdzwoniły wszystkie warszawskie podstawówki. Wiedziały, że w większości z nich dyrektorzy z powodu braku środków nie mogą zapewnić dzieciom z orzeczeniem niczego więcej ponad spotkanie z pedagogiem czy logopedą przez dwie godziny w tygodniu. Czyli pieniądze gdzieś się rozpływały.

- To było mocne wejście - śmieje się Ilona Rzemieniuk. - Chodziło nam o nagłośnienie sprawy. Później przyszedł czas na pracę nad zmianą systemową.

Panie premierze, pani minister

Agnieszka Dudzińska jest doktorem socjologii. Na początku tego wieku zajęcia z metod badań społecznych w Instytucie Socjologii UW miał z nią Karol Mojkowski (dziś pracuje w Stowarzyszeniu Liderów Lokalnych Grup Obywatelskich). - Uchodziła za bardzo wymagającą wykładowczynię, ale i tak wszyscy się zapisywali. Uczyła nas nie tylko technik, ale też rzetelności i odpowiedzialności za to, co się robi. Przejrzystości i jawności, etyki.

On też zagłosował w plebiscycie. Napisał: "Agnieszka Dudzińska jest osobą bezkompromisową, gdy przychodzi walczyć o przysługujące obywatelom prawa. Prawa, które powinny być, a nie są przez urzędników realizowane. Buduje kulturę uczestnictwa obywatelskiego przez motywowanie ludzi do działania - także tych, którzy już nie mają siły, jak rodzice dzieci niepełnosprawnych. Jest wspaniałą strażniczką naszych praw!".

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy