Po otwarciu stadionu: zasypać przejście podziemne!

Krzysztof Śmietana
30.01.2012 aktualizacja: 2012-01-31 10:23
A A A Drukuj
Tymczasowe przejście dla pieszych przez al. Poniatowskiego fot. śmik
  • Janusz Galas monitoruje sytuację wokół stadionu
  • Tłumy na otwarciu Stadionu Narodowego
  • Tłumy w tramwajach
Założenia były dobre, ale wiele rzeczy szwankowało. Organizacja komunikacji i objazdów w czasie imprez na Stadionie Narodowym wymaga wielu poprawek.
SONDAŻ
Co było największym problemem podczas otwarcia stadionu?

Zamknięty wjazd na Saską Kępę
Ciasne przejście podziemne
Zamknięty most Poniatowskiego
Brak informacji wokół stadionu
Nie było żadnych problemów

Dojazd na stadion działał względnie dobrze przez pierwsze godziny imprezy. Większość warszawiaków i przyjezdnych posłuchała apeli ratusza, by zostawić samochody i jechać komunikacją. Z zatłoczonych tramwajów na rondzie Waszyngtona co chwila wysiadały tłumy pasażerów. Aż strach pomyśleć, co by było, gdyby ci ludzie wybrali samochód. W dużej mierze udało się obronić uliczki Saskiej Kępy przed najazdem setek aut, czego bali się mieszkańcy. Większości wlotów pilnowała straż miejska i policja. Do zamieszania doszło tylko na końcówce Berezyńskiej, gdzie wjeżdżano pod prąd, i na ślepej ul. Dąbrówki, gdzie nie zamontowano znaków zakazu ruchu i barierek. Przyjezdni zablokowali niektórym wyjazdy z posesji. Na Euro i inne duże imprezy na stadionie reguły wjazdu na Saską Kępę trzeba dopracować. Miejmy nadzieję, że rozwiązaniem będą identyfikatory obiecane mieszkańcom.

Niespecjalne zainteresowanie specjalnymi

Pod koniec imprezy z organizacją ruchu było jednak znacznie gorzej. Wprawdzie decyzja o zamknięciu mostu Poniatowskiego była słuszna, bo po zakończeniu koncertu tłum szedł całą szerokością ulicy, ale dlaczego przeprawa została zablokowana tak wcześnie? Już kilka minut po godz. 19, czyli niemal na godzinę przed planowanym zakończeniem imprezy, nie mogły tam wjeżdżać nie tylko samochody, ale także autobusy i tramwaje. Urzędnicy przyznają teraz, że powinni być bardziej elastyczni. - Być może dyżurni ruchu powinni tak długo puszczać tam tramwaje, jak to było możliwe - mówi Igor Krajnow, rzecznik Zarządu Transportu Miejskiego. Niewypałem okazały się także specjalne linie autobusowe, które miały rozwozić uczestników imprezy. W większości z nich jeździło tylko kilka osób. Większość osób wybrała stałe linie albo szła na piechotę do centrum. Zabrakło dobrej informacji o specjalnych liniach, np. ulotek czy wielkich strzałek kierujących do przystanków, na których czekały autobusy.

Ciasne, ale znane

Po raz kolejny warszawiacy narzekali na ciasne przejście podziemne pod rondem Waszyngtona, które dodatkowo zawężali okazjonalni sprzedawcy. Wprawdzie wytyczono tymczasowe przejście przez jezdnię, ale większość wysiadających z tramwajów kierowała się do znanych sobie przejść podziemnych. Według Roberta Chwiałkowskiego, wiceprezesa stowarzyszenia Siskom, to przejście podziemne jest zupełnie niefunkcjonalne. Uważa, że powinno zostać zasypane, a na jezdni zostać wytyczona zebra. Na razie ratusz zapowiada na Euro prowizorkę - wytyczenie tymczasowych przejść.

Wieczorem kompletnie zakorkowała się Wisłostrada. Wielu kierowców postanowiło się zatrzymać, by oglądać pokaz fajerwerków. Stawali na trawnikach i na samej jezdni. Efekt? Rozładowanie korka trwało potem kilkadziesiąt minut. Policja i straż miejska tolerowały jednak dzikie postoje na Wisłostradzie, mimo że dochodziło tam także do niebezpiecznych sytuacji. Miejski inżynier ruchu Janusz Galas pociesza, że w czasie Euro fajerwerków nie przewidziano.

Urzędnicy muszą jeszcze dużo poprawić w organizacji komunikacji wokół stadionu w czasie dużych imprez, zwłaszcza w czasie Euro. Miejmy nadzieję, że będą uczyć się na błędach.

Stadion się sprawdził. Prawdziwa maszyna do robienia imprez >>

















Zobacz więcej na temat:

Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy