Budynek jak biały statek. Nowe centrum Saskiej Kępy

Dariusz Bartoszewicz
02.02.2012 aktualizacja: 2012-02-01 19:41
A A A Drukuj
Bryła klubu Kultury wbija się niczym dziób statku w rondo na zakończeniu ul.Paryskiej Fot. Kuba Atys / Agencja Gazeta
  • Budynek Centrum Kultury Saskiej Kępy
  • Na dach można się dostać z poziomu pierwszego piętra albo po rampie okalającej cały budynek
  • Amfiteatralne siedziska tarasu na dachu, tu będzie letnia kawiarnia
  • Widok z tarasu na dachu w kierunku Paryskiej i Francuskiej, w tle Stadion Narodowy
Zamiast granitu - beton, zamiast blichtru i błysku - skromność i naturalność użytych materiałów, w tym sklejki czy sprasowanych wiórów. Klub Kultury Saska Kępa pokazuje, jak powinny wyglądać budynki publiczne realizowane z pieniędzy podatników - bez zadęcia.
Budynek stanął na trudnej działce o kształcie trójkąta u zbiegu ulic Wersalskiej i Brukselskiej, na zakończeniu Paryskiej. To dlatego biało-szary "statek kultury" ma taki wąski dziób i szeroką rufę, która przylega do zadrzewionych terenów Zakładu Wodociągu Praskiego MPWiK.

Styl architektury pasuje do niskiej zabudowy "miasteczka w wielkim mieście", czyli Saskiej Kępy. Mamy architektoniczną ściągawkę z niemal wszystkimi przykazaniami modernistów z lat 20. i 30., którzy rozkochani byli w tzw. maszynach do mieszkania i domach-transatlantykach. Oto one w wydaniu klubu kultury: budynek zdaje się odrywać od ziemi i płynąć w przestrzeni, bo parter stoi na słupach (choć w tym przypadku jest całkowicie przeszklony), ma wstęgę okien na piętrze, wolny plan, który pozwala na dowolną aranżację wnętrza, taras na dachu z giętymi balustradami ze stali i pokładem widokowym z drewna.

Z "mostku kapitańskiego" roztacza się efektowna panorama na Saską Kępę, a perspektywę Paryskiej i Francuskiej zamyka... Stadion Narodowy. Szkoda, że z góry nie widać odrobiny jakiegoś morza czy choćby Wisły, ale wtedy budynek albo maszt na nim z bocianim gniazdem musiałby być sporo wyższy, co z kolei zaburzyłoby ład urbanistyczny i poczucie harmonii.

W środku muszą być ludzie

Projekt powstał w opolskiej pracowni Biuro 87A. Sztandarową inwestycją tych architektów jest przebudowa amfiteatru w Opolu z nową widownią, zadaszeniem i pawilonem obsługi widzów, znaną wszystkim z festiwalu piosenki. Czyli żadna sztuka im nie jest obca, popularna też.

- Konkurs architektoniczny na klub kultury Praga-Południe i SARP ogłosiły w 2007 r. Przyjechaliśmy do Warszawy pooglądać miejsce planowanej inwestycji. Zwiedzaliśmy dzielnicę, by przymierzyć się z bryłą, formą. Uroczo i miło spędzało się czas na Saskiej Kępie, to bardzo atmosferyczne miejsce. Ale czuliśmy się onieśmieleni, bo co krok stoi budynek jakiegoś znanego architekta - mówi Małgorzata Adamowicz-Nowacka, współautorka z mężem Markiem Nowackim zwycięskiego projektu klubu kultury.

Przypomnijmy kilka adresów i podręcznikowych nazwisk, które mogą onieśmielić z okolicy: przy Katowickiej stoi awangardowa "maszyna do mieszkania" - dom rodziny Lachertów (projekt pracowni Bohdana Lacherta i Józefa Szanajcy z 1928 r.), willa Zalewskich przy Rzymskiej autorstwa Bohdana Pniewskiego, willa Lucjana Korngolda przy Królowej Aldony. Tylu mistrzów, tyle przedwojennych dzieł.

Młodzi architekci z Opola bezbłędnie wyczuli duch miejsca. Nie kryli zdziwienia, że tak fantastyczne miejsce tak długo zajmowały myjnia samochodowa, wychodek, potem dziki parking.

Obejdźmy przycumowany statek kultury dookoła. Wrażenie robią ogromne witryny, w części "dziobowej" z giętego szkła. Dodają bryle lekkości, przykuwają uwagę przechodniów - już z ulicy widać wystawy. Także nocą, bo cały parter jest skąpany w świetle, podłużne oprawy oświetleniowe podkreślają też obrys budynku na tarasie. - Wieczorem spacerują ludzie. Przystają, oglądają wystawy przez okna. Wcześniej była prezentacja rzeźb, teraz wiszą obrazy - mówi Robert Jakubik, kierownik klubu kultury.

Całe piętro z poziomym pasem okien jest obłożone panelami z aluminium w białym kolorze. Z tyłu budynku, gdzie znajduje się mały parking, widać opasające elewacje ażurowe rampy - schody, którymi można dostać się na dach. Latem ma na nim działać kawiarnia.

W założeniach autorskich czytamy: „Hasło przewodnie »wyjdź z domu i idź na spacer «, które przyjęliśmy, projektując budynek klubu kultury na Saskiej Kępie, już na etapie konkursu architektonicznego w 2007 r. nie uległo zmianie. To wyjątkowa dzielnica Warszawy. Kojarzy się ze spokojem, malowniczością i komfortem życia. Nie chce się z niej wyjeżdżać do Centrum”.

- Ludzie na Saskiej Kępie wolniej żyją niż na lewym brzegu Wisły. Na Krakowskim Przedmieściu w kawiarniach siedzą głównie młodzi ludzie, a tu starsi też chętnie chodzą na małą czarną - twierdzi Robert Jakubik. Zapowiada, że w konkursie ofert już wkrótce uda się wyłonić najemcę i na parterze powstanie lokal (ma działać w godz. 10-22), który będzie też obsługiwać letni ogródek kawiarniany na dachu.

- Czekamy na tę kawiarnię, bo to ważny element, którego wciąż brak. Budynek musi żyć, w środku muszą być ludzie, których widać przez szyby z ulicy - przypomina Małgorzata Adamowicz-Nowacka. Na razie widać pustkę i prace dzielnicowych malarzy i rysowników.

Beton, żywica, sklejka i wióry

Do budynku wchodzi się od strony Brukselskiej. Mijamy portiernię. Zaraz za nią miały stać przyjazne i kolorowe sofy, ale w planowanej strefie wypoczynku kierownik kazał urządzić szatnię. Z holu skręcamy w prawo. Na ścianie wisi szklana tablica z września 2011 r. z tekstem: "Byłaś jak słońce/wiatr i woda/jak czysty lód/i gorący ogień", która upamiętnia Marzennę Koraszewską. Ta nieżyjąca wieloletnia radna Pragi-Południe walczyła o pieniądze (ok. 7,6 mln zł) i utworzenie na Saskiej Kępie filii Centrum Promocji Kultury z ul. Podskarbińskiej.

Na wprost jest duża otwarta przestrzeń skąpana w świetle dziennym, dzięki ogromnym szybom od posadzki aż po sufit. Jej część bliżej Brukselskiej zapełnią w przyszłości kawiarniane stoliki, po przeciwnej stronie (tu, gdzie przebiega Wersalska) ruchome, składane ścianki pozwalają wyodrębnić prostokątne pomieszczenie nazywane salą taneczną. To dlatego ta część ma parkiet z ciemnego drewna, by łatwo wywijać hołubce czy ćwiczyć i drobić na paluszkach "Jezioro łabędzie". Kierownik Jakubik: - Ale można też organizować kameralne projekcje filmowe czy różne spotkania.

Cały przeszklony "dziób statku" to strefa galerii. Rozwieszanie eksponatów ułatwiają kratownice ze stali zamontowane pod stropem, oprawy oświetleniowe można podłączyć w wielu miejscach. Wystrój, estetyka wnętrza jest surowa. Stropy są żelbetowe wykonane z prefabrykatów. Instalacje wentylacji to rury ze stali nierdzewnej. Ich kłębowisko zostało wyeksponowane pod sufitem niczym nowoczesna rzeźba. Architekci nie chcieli zasłaniać "bebechów technologicznych". Są nowoczesne i ładne, maskowanie ich sufitami podwieszanymi to banał, który w tym przypadku znacznie obniżyłaby wysokość całego pomieszczenia. Pod sufitem wije się coś jeszcze, co architekci nazywają "półką na instalacje" z zimnym/ciepłym nawiewem czy oprawami oświetleniowymi. To element, który oprócz tej funkcji jest elementem dekoracyjnym, przy okazji poprawiającym akustykę, tłumiącym pogłos.

Cała posadzka ma surowy, fabryczny charakter. Na beton została wylana szara żywica epoksydowa. Projektanci chcieli uzyskać jednolitą nawierzchnię, bez żadnych szwów, łączeń, podziałów. W wielu miejscach pod sufitem, a nawet na ścianach - w holu, sali tanecznej czy strefie wypoczynkowej - widać płyty ze sprasowanych wiórów w szarym kolorze. - To wełna drzewna, ma dobre właściwości akustyczne - mówi Małgorzata Adamowicz-Nowacka.

Tylko żelbetowa, słupowa konstrukcja parteru budynku została ocieplona poprzez obudowanie jej płytami z jasnej sklejki brzozowej, w takim samym kolorze na zewnątrz (ale tam wodoodpornej), jak i w środku. Drewno jest bardziej przytulne, miłe w dotyku, aż zaprasza, by się oprzeć o taki słup.

Podobna skromność użytych materiałów jest charakterystyczna dla wielu obiektów kultury powstających w miastach zachodnioeuropejskich, zwłaszcza w krajach skandynawskich. W Polsce to raczej wyjątek od reguły, bo salon i państwowy czy samorządowy inwestor wciąż kochają granit, marmur, błysk i tak pojmowaną elegancję - sztywną jak frak.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy