Kamienicznik wykurza ludzi mrozem. Pootwierał okna
03.02.2012
aktualizacja: 2012-02-02 22:13
Na dworze minus dwadzieścia, a w domu przy Finlandzkiej na Saskiej Kępie pootwierane okna. Właściciel budynku bierze mrozem lokatorów, z którymi kilka dni temu przegrał proces o wysokość czynszu
ZOBACZ TAKŻE
- Rozbiórka na Kamionku: cenny dworek czy stara chałupa? (21-04-12, 10:00)
- Poznali swojego lokatora. Był martwy od 5 lat (09-02-12, 10:00)
- Marsz milczenia na pogrzebie Jolanty Brzeskiej (03-01-12, 11:52)
- Fabryka miała tętnić życiem. Są roszczenia, stoi pusta (07-09-11, 11:00)
- 2 tys. adresów objętych roszczeniami już w internecie (20-12-10, 09:00)
- W kamienicach z roszczeniami mieszkają jak w XIX wieku (04-05-10, 10:00)
- W środę o 8.15 rano zjawiło się dwóch mężczyzn - relacjonuje Gabriela Starosta, lokatorka z parteru. - Weszli do pustych mieszkań. Spytałam, co robią. Jeden podający się za właściciela odpowiedział, że to nie moja sprawa. Przyszli jakoby spuścić wodę z term. Wychodząc, zostawili na piętrze uchylone okna. Nikt ich nie może zatrzasnąć, bo pozamykali drzwi.
- Jak teraz temperatura spadnie poniżej 30 st. C, w całym budynku popękają rury. Gdzie ja się podzieję z dziećmi? Pod most pójdę? - pyta córka pani Gabrieli Monika Kowalska, mama chłopców w wieku czterech i pięciu lat, która oczekuje właśnie na trzecie dziecko.
W piętrowym domu przy Finlandzkiej 4, róg Lipskiej, żyją trzy rodziny. Dwie na dole, jedna na górze. Każda z nich zamieszkała tu ponad 20 lat temu, gdy budynek podlegał jeszcze komunalnej administracji. Kiedyś lokatorów było więcej. Jedni poumierali, inni się wyprowadzili i dziś z ośmiu mieszkań pięć to pustostany z kłódkami na drzwiach. W 2008 r. dom wrócił w prywatne ręce. Odzyskały go spadkobierczynie przedwojennych właścicieli, lecz zaraz sprzedały. Nieruchomość kupiła od nich spółka Portoalegre.
- Wtedy zaczęła się nasza gehenna. Nowy właściciel drastycznie podwyższył czynsz - opowiada Gabriela Starosta. Za 32-metrowe mieszkanie ze wspólnym WC na korytarzu zamiast 560 zł od grudnia 2009 r. miała płacić 1700 zł. Od sąsiadki z góry - Krystyny Szymanik - spółka Portoalegre zażądała wtedy 1860 zł. Lokatorzy zaskarżyli to w sądzie. W ostatni poniedziałek zapadł wyrok na korzyść Gabrieli Starosty.
- Sąd orzekł, że właścicielowi należy się godziwy czynsz, ale za mieszkanie w takich warunkach nie może pobierać 1700 zł. Mam nadal płacić poprzednią stawkę - mówi lokatorka. Jej sąsiadka wygrała proces już w zeszłym roku, lecz spółka złożyła odwołanie i sprawa znów wróciła na wokandę.
Dom ma świetną lokalizację. Stoi w najstarszej części Saskiej Kępy. Z jego okien widać koronę Stadionu Narodowego. Na taki adres miałby chrapkę nie jeden deweloper. Według mieszkańców, właściciel stosuje wobec nich przemyślne szykany, by jak najszybciej się ich stąd pozbyć. Najpierw odciął dopływ ciepłej wody i gazu do mieszkań, tłumacząc to niedrożną wentylacją. Przed poprzednią zimą wyłączył zaś ogrzewanie korytarza. Przed obecną - również piwnic. W ostatnich miesiącach zdarzało się zalewanie budynku wodą z odkręconych w pustostanach zaworów. W grudniu zniszczone zostały piwniczne okienka i podziurawiony dach domu. Lokatorzy oskarżają o to pracowników Portoalegre.
- W połowie grudnia przyszedł do mnie pan z tej firmy i powiedział: "I tak nie będziecie tu mieszkać". Chcą nas wykończyć - mówi Krystyna Szymanik.
Z Portoalegre "Gazeta" próbowała się skontaktować przez dwa dni. Telefon milczał, w siedzibie przy Koszykowej nikt nie otwierał. W końcu z zagranicy oddzwonił Mirosław Aleksander. To właśnie jego rozpoznali mieszkańcy w środę rano, gdy były otwierane okna. - Przeciw lokatorom wytoczyliśmy sprawę karną. Nie chcę udzielać informacji, gdy toczy się postępowanie prokuratorskie - oznajmił.
Pytamy, dlaczego naraża zdrowie mieszkańców? - Jeśli "Gazeta Wyborcza" chce się zajmować otwartymi oknami w prywatnych mieszkaniach, to proszę bardzo - odpowiedział z ironią w głosie Mirosław Aleksander. - Możemy porozmawiać, ale dopiero za dwa tygodnie, kiedy wrócę do Polski.
Lokatorzy jeszcze w środę wezwali policję. Przyjechał patrol, spisał protokół i odjechał.
- W tej chwili to nie jest sytuacja karna. Mamy do czynienia z typowym konfliktem lokatorów z właścicielem - twierdzi podkomisarz Joanna Węgrzyniak z Komendy Rejonowej Policji na Pradze-Południe. - Nasi funkcjonariusze pouczyli mieszkańców, co w takiej sytuacji robić. Mogą próbować wezwać straż pożarną. A jeśli nie, mogą też wynająć firmę z drabiną i z zewnątrz zamknąć te okna, a właścicielowi wytoczyć proces cywilny o zwrot kosztów.
Czy lokatorom z Finlandzkiej 4 pomoże dzielnica? W urzędzie na Pradze-Południe słyszymy, że dla dwóch rodzin znajdą się niebawem zastępcze mieszkania komunalne. Starszy pan z parteru ma dostać propozycję nowego lokalu w połowie lutego.
- Jak teraz temperatura spadnie poniżej 30 st. C, w całym budynku popękają rury. Gdzie ja się podzieję z dziećmi? Pod most pójdę? - pyta córka pani Gabrieli Monika Kowalska, mama chłopców w wieku czterech i pięciu lat, która oczekuje właśnie na trzecie dziecko.
W piętrowym domu przy Finlandzkiej 4, róg Lipskiej, żyją trzy rodziny. Dwie na dole, jedna na górze. Każda z nich zamieszkała tu ponad 20 lat temu, gdy budynek podlegał jeszcze komunalnej administracji. Kiedyś lokatorów było więcej. Jedni poumierali, inni się wyprowadzili i dziś z ośmiu mieszkań pięć to pustostany z kłódkami na drzwiach. W 2008 r. dom wrócił w prywatne ręce. Odzyskały go spadkobierczynie przedwojennych właścicieli, lecz zaraz sprzedały. Nieruchomość kupiła od nich spółka Portoalegre.
- Wtedy zaczęła się nasza gehenna. Nowy właściciel drastycznie podwyższył czynsz - opowiada Gabriela Starosta. Za 32-metrowe mieszkanie ze wspólnym WC na korytarzu zamiast 560 zł od grudnia 2009 r. miała płacić 1700 zł. Od sąsiadki z góry - Krystyny Szymanik - spółka Portoalegre zażądała wtedy 1860 zł. Lokatorzy zaskarżyli to w sądzie. W ostatni poniedziałek zapadł wyrok na korzyść Gabrieli Starosty.
- Sąd orzekł, że właścicielowi należy się godziwy czynsz, ale za mieszkanie w takich warunkach nie może pobierać 1700 zł. Mam nadal płacić poprzednią stawkę - mówi lokatorka. Jej sąsiadka wygrała proces już w zeszłym roku, lecz spółka złożyła odwołanie i sprawa znów wróciła na wokandę.
Dom ma świetną lokalizację. Stoi w najstarszej części Saskiej Kępy. Z jego okien widać koronę Stadionu Narodowego. Na taki adres miałby chrapkę nie jeden deweloper. Według mieszkańców, właściciel stosuje wobec nich przemyślne szykany, by jak najszybciej się ich stąd pozbyć. Najpierw odciął dopływ ciepłej wody i gazu do mieszkań, tłumacząc to niedrożną wentylacją. Przed poprzednią zimą wyłączył zaś ogrzewanie korytarza. Przed obecną - również piwnic. W ostatnich miesiącach zdarzało się zalewanie budynku wodą z odkręconych w pustostanach zaworów. W grudniu zniszczone zostały piwniczne okienka i podziurawiony dach domu. Lokatorzy oskarżają o to pracowników Portoalegre.
- W połowie grudnia przyszedł do mnie pan z tej firmy i powiedział: "I tak nie będziecie tu mieszkać". Chcą nas wykończyć - mówi Krystyna Szymanik.
Z Portoalegre "Gazeta" próbowała się skontaktować przez dwa dni. Telefon milczał, w siedzibie przy Koszykowej nikt nie otwierał. W końcu z zagranicy oddzwonił Mirosław Aleksander. To właśnie jego rozpoznali mieszkańcy w środę rano, gdy były otwierane okna. - Przeciw lokatorom wytoczyliśmy sprawę karną. Nie chcę udzielać informacji, gdy toczy się postępowanie prokuratorskie - oznajmił.
Pytamy, dlaczego naraża zdrowie mieszkańców? - Jeśli "Gazeta Wyborcza" chce się zajmować otwartymi oknami w prywatnych mieszkaniach, to proszę bardzo - odpowiedział z ironią w głosie Mirosław Aleksander. - Możemy porozmawiać, ale dopiero za dwa tygodnie, kiedy wrócę do Polski.
Lokatorzy jeszcze w środę wezwali policję. Przyjechał patrol, spisał protokół i odjechał.
- W tej chwili to nie jest sytuacja karna. Mamy do czynienia z typowym konfliktem lokatorów z właścicielem - twierdzi podkomisarz Joanna Węgrzyniak z Komendy Rejonowej Policji na Pradze-Południe. - Nasi funkcjonariusze pouczyli mieszkańców, co w takiej sytuacji robić. Mogą próbować wezwać straż pożarną. A jeśli nie, mogą też wynająć firmę z drabiną i z zewnątrz zamknąć te okna, a właścicielowi wytoczyć proces cywilny o zwrot kosztów.
Czy lokatorom z Finlandzkiej 4 pomoże dzielnica? W urzędzie na Pradze-Południe słyszymy, że dla dwóch rodzin znajdą się niebawem zastępcze mieszkania komunalne. Starszy pan z parteru ma dostać propozycję nowego lokalu w połowie lutego.
-
Kamienicznik wykurza ludzi mrozem. Pootwierał okna
bolek_i_jego_worek
03.02.12, 10:31
Najbardziej przerażające w tych historiach jest postawa władz miasta a nie właścicieli. »
-
Kamienicznik wykurza ludzi mrozem. Pootwierał okna
asiante
03.02.12, 10:47
Po raz kolejny nie porusza istoty problemu. Miasto oddaje budynek ze swoimi lokatorami. Osobami, którym przysługuje i zostało przyznane mieszkanie komunalne. I nawet jeśli komus taka »
-
Kamienicznik wykurza ludzi mrozem. Pootwierał okna
nf33
03.02.12, 11:52
proszę o podanie danych tego dżentelmena»
Najnowsze wiadomości z Warszawy
Najczęściej czytane24 htydzień
- Miał być ważny węzeł, ale zniknął. Gdzie jest Konotopa?
- Piątek na ulicach Warszawy [25.05.2012]
- Nowy punkt widokowy w Warszawie. Wyżej niż PKiN
- Reklamy na Euro. Która najbardziej obciachowa? [GŁOSUJ]
- Te budynki mogą powstać w Warszawie. Top 10
- Centrum tonie w reklamach. Najbrzydsze rondo w mieście?
- Masa Krytyczna: "My nie blokujemy ruchu"
- Te budynki mogą powstać w Warszawie. Top 10
- Nad Wisłą, na działkach. Tak wypoczywała Warszawa
- Co straszy, a co zachwyca w strefie kibica [RAPORT]
- Nie jedźcie tą autostradą. Węzeł Pruszków to pułapka
- Gigantyczna kara dla lekarza: bo nie wypełniał papierów
- Lotnisko bezradne wobec naciągaczy? Taksówkowy problem
- Wtorek na ulicach Warszawy [22.05.2012]




