Miasto oddało kawał Ogrodu Saskiego dawnym właścicielom

Iwona Szpala
07.02.2012 aktualizacja: 2012-02-06 22:05
A A A Drukuj
Ogród Saski widziany z Błękitnego Wieżowca. Do rodu Zamoyskich wróciła działka w parku od strony ul. Marszałkowskiej Fot. Stefan Romanik / Agencja Gazeta
Prezydent Warszawy zwróciła rodzinie Zamoyskich hektar parku od ul. Marszałkowskiej
To jeden z większych zwrotów w ścisłym centrum Warszawy od roku 1996, czyli uruchomienia tzw. małej reprywatyzacji opartej na dekrecie Bieruta, który po 1945 r. zlikwidował prywatną własność gruntów w stolicy. Byli właściciele nieruchomości warszawskich, korzystając ze ścieżki administracyjnej, odzyskują majątki odebrane po wojnie. Dzieje się tak, gdy udowodnią, że ich odebranie odbyło się z rażącym naruszeniem ówczesnego prawa.

Z tego mechanizmu skorzystali spadkobiercy rodziny hr. Zamoyskiego, dawnych właścicieli Pałacu Błękitnego przy Senatorskiej i ponad 1 ha działki (10 tys. m kw.), która po wojnie stała się częścią Ogrodu Saskiego. Decyzją prezydent Hanny Gronkiewicz-Waltz odzyskali swój dawny pałacowy ogród oraz teren zajmowany do wybuchu wojny przez oficyny Pałacu Błękitnego.

Sąd potwierdza, ratusz zwraca

Wprawdzie budynków po zniszczeniach wojennych nigdy nie odbudowano, ale - jak tłumaczy Jakub Rudnicki, wicedyrektor stołecznego biura nieruchomości - dla całej sprawy nie ma to znaczenia. Liczy się bowiem stan rzeczy na dzień, w którym Zamoyskim odebrano majątek. - Kolejne wyroki sądów potwierdziły, że stracili go z naruszeniem prawa, stąd zwrot - wyjaśnia Rudnicki. - Ujmując rzecz obrazowo: realizując prawo, jestem urzędnikiem, który żyje w realiach 1945 r.

Zwrot hektara w Ogrodzie Saskim to finał historii trwającej od lat 90., która zaczęła się od zwrotu Pałacu Błękitnego. W 2000 r. majątek odzyskał biznesmen, któremu hr. Jan Zamoyski sprzedał roszczenia, teraz zaś wróciły do rodziny dawne pałacowe ogrody. - Nie chcieliśmy oddać publicznego parku - przyznaje Marcin Bajko, dyrektor biura nieruchomości. - Postanowiliśmy prowadzić sądowy spór do końca, ale przegraliśmy. 19 stycznia strony podpisały akt notarialny. To nie pierwszy park, którym władza publiczna musiała podzielić się ze spadkobiercami przedwojennych właścicieli. W 2008 r. fragment parku Świętokrzyskiego na pl. Defilad dostał Tadeusz Koss. Przed wojną u zbiegu Marszałkowskiej i Świętokrzyskiej stała jego rodzinna kamienica. Koss, odzyskując 1,2 tys. m kw., musiał respektować zapisy planu zagospodarowania, a ten mocno go ograniczał, np. zakazując zabudowę działki. Ponieważ ratusz nie chciał terenu odkupić ani wydzierżawić, a urzędnicy torpedowali kolejne biznesowe pomysły właściciela, skończyło się na ustawieniu gigantycznej reklamy, bo Koss wynajął teren firmie reklamowej, do niej odsyła urzędników kwestionujących prawne podstawy takiego rozwiązania.

Staw lub grota dla spadkobierów

Warunki dla spadkobierców hr. Jana Zamoyskiego są podobne. Wykluczona jest stała zabudowa. Konserwator zabytków, pod której kuratelą znajduje się Ogród Saski, nie pozwoliła ogrodzić prywatnego hektara wśród alejek i drzew. Właściciele dostali prawo do "utwardzenia" 10 proc. działki. - To znaczy, że jeśli zechcą, mogą wyłożyć alejki betonową kostką - tłumaczy Marcin Bajko.

To, co mogą zrobić z prywatnym hektarem spadkobiercy hrabiego, wylicza Rudnicki: - Dozwolona jest architektura ogrodowa. Mają więc prawo do altan, oranżerii, stylowej kawiarenki, fontann, stawu, studni czy podziemnej groty, więc możliwości działania są duże. Jak choćby w pięknych parkach Wiednia, Monachium czy Paryża.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy