Zrównał z ziemią cenną willę. Teraz ma ją odbudować

Tomasz Urzykowski
14.02.2012 aktualizacja: 2012-02-14 14:14
A A A Drukuj
Willa Gustawa Wertheima, dawna rezydencja Ludwika Fishera i Bolesława Bieruta Fot. Filip Klimaszewski / AG
Inwestor, który zrównał z ziemią jedną z najcenniejszych willi Konstancina, musi ją odbudować. Za samowolę odpowie też przed sądem. Grozi mu nawet pięć lat więzienia. Tak poważne konsekwencje nie dotknęły wcześniej żadnego niszczyciela zabytków w Warszawie i okolicach.
Zwykle jest tak, że kary za rozbiórkę budynku bez wymaganych zezwoleń kończą się na symbolicznym mandacie w wysokości 500 zł. Julisin nie był jednak zwykłą willą, a jego zburzenie trudno uznać za zwykły wandalizm. Konserwatorzy, historycy architektury, obrońcy zabytków i lokalni społecznicy jednogłośnie okrzyknęli to barbarzyństwem.

Otoczona ogrodem luksusowa modernistyczna willa przy ul. Żółkiewskiego była jedną z najcenniejszych rezydencji Konstancina. Powstała w latach 30. XX w. według projektu znakomitego architekta Czesława Przybylskiego (to jego ostatnie dzieło) dla Gustawa Wertheima, pierwszego dyrektora tramwajów elektrycznych w Warszawie. Na organizowane tu bale i koncerty zjeżdżały elity towarzyskie przedwojennej stolicy. W czasie okupacji rezydencję zajął niemiecki gubernator Ludwig Fischer, a po wojnie - Bolesław Bierut. Potem Julisin pełnił funkcję domu dziecka i szpitala uzdrowiskowego.

Ostatni właściciel - spółka Konstancin Real Estate Management - miał pozwolenie na modernizację willi i dobudowę do niej krytego basenu. Zamiast tego we wrześniu 2008 r. otoczył budynek wysokim parawanem z zielonego brezentu, by od ulicy nie było widać, co się za nim dzieje. Kiedy zza zasłony zaczęły wyjeżdżać ciężarówki z gruzem, mieszkańcy Konstancina podnieśli alarm.

Ale było za późno. Po Julisinie została tylko dziura w ziemi. Na rozbiórkę nie było zgody ani konserwatora zabytków, ani nadzoru budowlanego. Prezes spółki Witold Sadowski tłumaczył nam, że dom był kompletną ruiną. Współpracujący z nim architekt Anatol Kuczyński powiedział: - W każdej chwili groził zawaleniem. Cała substancja to kompletny gnój. Nie mieliśmy obowiązku informować o tym konserwatora, bo willa nie była w rejestrze zabytków. A sytuacja wymagała szybkich działań.

Tych argumentów nie przyjęła do wiadomości ówczesna wojewódzka konserwator zabytków Barbara Jezierska. Miała wykonaną dwa lata wcześniej kartę ewidencyjną Julisina ze zdjęciami domu w dobrym stanie. Zawiadomiła policję i prokuraturę o samowoli, a inwestorowi wydała nakaz odbudowy willi. Ten zaś zaraz po zakończeniu rozbiórki wystąpił do starostwa w Piasecznie o zalegalizowanie wykonanych już prac. Starosta zażądał od spółki okazania zgody konserwatora. Ale wojewódzka konserwator na legalizację samowoli się nie zgodziła. Jej decyzję podtrzymało Ministerstwo Kultury, do którego inwestor się odwołał.

Skargi inwestora oddaliły też Wojewódzki Sąd Administracyjny (w lipcu 2010 r.) i Naczelny Sąd Administracyjny (w końcu grudnia 2011 r.). Wyroki obu sądów są dla spółki druzgocące. Potwierdzają bowiem, że Julisin, choć sam nie figurował w rejestrze zabytków, stał na terenie Konstancina wpisanym do tego rejestru, a więc znajdował się pod ochroną. Zburzenie takiego obiektu wymagało zgody konserwatora. Z kolei stan budynku, jeśli nawet groził katastrofą, nie zwalniał inwestora z uzyskania pozwolenia nadzoru budowlanego na rozbiórkę. Nie mając tych uzgodnień, spółka Konstancin Real Estate Management zburzyła dom bezprawnie - orzekły sądy.

Podobnego zdania jest Prokuratura Rejonowa w Piasecznie. - Zakończyliśmy postępowanie w sprawie rozbiórki willi i 29 listopada skierowaliśmy do tutejszego sądu rejonowego akt oskarżenia przeciw winnym tego czynu - mówi zastępca szefa prokuratury Artur Wańdoch.

Za zniszczenie zabytku grozi inwestorowi kara od grzywny do pozbawienia wolności do lat pięciu.

Na dodatek kilka dni temu do wojewódzkiego urzędu konserwatorskiego dotarła decyzja Ministerstwa Kultury z 31 stycznia tego roku odrzucająca odwołanie spółki Konstancin Real Estate Management od nakazu odbudowy Julisina. Taki nakaz wydała jeszcze w lipcu 2010 r. Barbara Jezierska. Teraz resort podtrzymał decyzję byłej konserwator, przesuwając tylko o rok termin jej realizacji - na koniec 2014 r.

- To nasz sukces i przestroga dla inwestorów chcących burzyć zabytki, zamiast je remontować - komentuje Barbara Jezierska. - Spółka może się oczywiście znów odwoływać do WSA i NSA, ale nic nie wskóra, bo sądy administracyjne już raz uznały, że dokonała samowoli.

Z właścicielem Julisina nie udało nam się skontaktować.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy