Chcą wykurzyć dziuplę z kawą. Sfałszowanym podpisem

Małgorzata Zubik
14.02.2012 aktualizacja: 2012-02-13 21:39
A A A Drukuj
Kiosk przy Kruczej Fot. Wojciech Surdziel / Agencja Gazeta
To gastronomiczna dziupla z kawą, kanapką, rogalikiem. Ma nazwę od metrażu - 5,29. Właścicielce baru urzędnicy ze Śródmieścia każą się wynieść, choć rozwiązania umowy zażądał bez jej wiedzy ojciec, który posłużył się podpisem córki.
- Lokal przy Kruczej 51 upatrzyliśmy kilka lat temu - mówi pan Paweł, który pomaga pani Annie w prowadzeniu interesu. Oboje zajmują się projektami wnętrz. I stoją za barem. Pierwszy konkurs w 2008 r. przegrali. Wygrały automaty do gier (1,3 tys. zł za m kw.). Całodobowy biznes szybko się skończył. Rok później bezkonkurencyjna była pani Anna. Zaoferowała dzielnicy ponad 800 zł za metr kw. (plus VAT). To najwięcej w miejskich lokalach w Śródmieściu. Podpisała umowę na trzy lata z możliwością przedłużenia.

- Mówiłem córce, że to kiepski pomysł na biznes, ale pomogłem finansowo - opowiada ojciec Anny, pan Wojciech. - W lokal zainwestowała 80 tys. zł: doprowadziła wodę, siłę, zrobiła kanalizację, antresolę, wymieniła witrynę. Poszły na to m.in. oszczędności moje i żony.

Nagabywał urzędników o obniżenie czynszu, ale bez skutku. - Lepiej, żeby płaciła mniej, niż opuściła lokal, bo stałby pusty miesiącami - tłumaczy. - Tak jak lokal obok baru, po banku.

Zgłasza w dzielnicy rozmaite pomysły. Np. taki, żeby konkursy na wynajem miejskich lokali wyglądały inaczej - teraz przedsiębiorcy przynoszą w kopertach kartki ze stawką proponowanego czynszu, a jego zdaniem lepsza byłaby licytacja. Boli go też marnowanie pieniędzy przez przedsiębiorców. - W lokal inwestują tysiące złotych, a kiedy się wyprowadzają, wszystko muszą rozebrać, bo lokal ma być przywrócony do stanu pierwotnego - podkreśla.

W październiku napisał kolejne pismo do urzędu - jako pani Anna. Poprosił o rozwiązanie umowy najmu, chyba że urzędnicy zgodzą się na obniżkę czynszu. Twierdzi, że nie złożył podpisu za córkę, ale użył wydruku z komputera. W listopadzie zarząd Śródmieścia zgodził się na rozwiązanie umowy, a ZGN zrobił to w grudniu. Nie pomogły tłumaczenia pani Anny, że to nie ona napisała list. - Poszłam do prawnika, jego zdaniem nie doszło do rozwiązania umowy - mówi. - Przy sprawach mniejszej wagi, takich jak podpisanie załącznika do umowy, urzędnicy żądali mojej osobistej wizyty, a umowę rozwiązali, nie widząc mnie na oczy.

Nie chce żadnej obniżki. Jednak grożą jej kłopoty finansowe, bo ZGN nalicza opłatę za "bezumowne korzystanie z lokalu" - ponad 8 tys. zł miesięcznie. Mateusz Dallali, rzecznik ZGN: - Pierwszy raz mamy taki przypadek. Ale jesteśmy tylko wykonawcą decyzji zarządu Śródmieścia.

Rzeczniczka dzielnicy Urszula Majewska: - Umowa została rozwiązana na pisemną prośbę najemczyni. Aby mogła tam legalnie działać, musiałaby zostać zawarta na nowo. A nie możemy tego zrobić bez konkursu. Co stanie się z barkiem 5,29? Urszula Majewska mówi, że jest możliwość przyłączenia go do pustostanu obok, który ma zostać przeznaczony do konkursu i wynajęcia jako całość. A ZGN szykuje się do procesu o eksmisję. Imiona bohaterów zmienione.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy