Konstancin. Co dalej z burzymurkiem?

Tomasz Urzykowski
15.02.2012 aktualizacja: 2012-02-14 21:37
A A A Drukuj
Willa Gustawa Wertheima, dawna rezydencja Ludwika Fishera i Bolesława Bieruta Fot. Filip Klimaszewski / AG
Burzenie zabytkowych domów uchodziło dotąd za czyn o "niskiej szkodliwości społecznej". Uznanie rozbiórki willi Julisin w Konstancinie za bezprawie to prawdziwy przełom. Niszczycielom cennych obiektów wytrąca kilof z ręki.
Wzniesiona w latach 30. XX w. willa przy ul. Żółkiewskiego była wybitnym dziełem międzywojennej architektury. Zaprojektowana przez Czesława Przybylskiego, twórcę m.in. Domu bez Kantów przy Krakowskim Przedmieściu, przypominała podmiejskie rezydencje w Anglii. Elewacje z cegły i kamienia, luksusowe wnętrza, wokoło wielki ogród. Miała też swoją legendę związaną z kolejnymi mieszkańcami. Podczas okupacji zajął ją niemiecki gubernator Ludwig Fischer, a po wojnie - Bolesław Bierut. Mimo to we wrześniu 2008 r. przestała istnieć. Zrównał ją z ziemią ostatni właściciel - Konstancin Real Estate Management sp. z o.o. (firma związana z nieżyjącym już dziś Janem Wejchertem).

Spółka zrobiła to po kryjomu, za rozpiętym wokół domu brezentowym parawanem. Co gorsza, bez zgody konserwatora zabytków (willa stała na obszarze wpisanym do rejestru) i nadzoru budowlanego. Pozwolenie miała tylko na modernizację cennego domu i dobudowę basenu. Gdyby nie czujność mieszkańców Konstancina, którzy na widok wywrotek wywożących gruz podnieśli alarm, za zasłoną zaraz wyrósłby nowy budynek, a inwestor mógłby twierdzić, że to "zmodernizowany" Julisin. Przyłapany na gorącym uczynku prezes spółki Witold Sadowski mówił, że willa była w fatalnym stanie, groziła zawaleniem, więc trzeba ją było natychmiast zburzyć.

Do swojej wersji nie przekonał nikogo. Wojewódzki konserwator zabytków nie wydał zgody na legalizację rozbiórki. Ministerstwo Kultury stanęło po stronie konserwatora. Kiedy inwestor odwołał się do Wojewódzkiego i Naczelnego Sądu Administracyjnego usłyszał tylko, że zburzenie przez niego willi było nielegalne. Do tego samego wniosku doszła prokuratura w Piasecznie, która już skierowała do sądu akt oskarżenia. Według zastępcy szefa tej prokuratury Artura Wańdocha "odpowiedzialność za prowadzenie prac bez wymaganych zezwoleń spada na prezesa spółki". Za zniszczenie zabytku grozi kara do pięciu lat więzienia. Na tym nie koniec. Ministerstwo Kultury właśnie podtrzymało wydany przez konserwatora nakaz odbudowy Julisina. Oczywiście z zachowaniem poprzedniego stanu i wyglądu budynku.

Już słyszę głosy: "Co się stało, to się nie odstanie. Odtworzona willa nie będzie jednak tym samym budynkiem, a od aktu oskarżenia do osądzenia winnych jeszcze daleka droga". Wszystko to prawda. Ale jest też druga strona medalu. Inwestor, który z premedytacją zniszczył zabytek, przestał być wreszcie bezkarny. Jego koronny argument, jakoby miał prawo zburzyć willę, bo groziła katastrofą, a dopiero potem starać się o pozwolenie na rozbiórkę, został zdruzgotany wyrokiem Naczelnego Sądu Administracyjnego z 29 grudnia 2011 r. Spółka powoływała się bowiem na artykuł 31 ustęp 5 prawa budowlanego: "Roboty zabezpieczające i rozbiórkowe można rozpocząć przed uzyskaniem pozwolenia na rozbiórkę lub przed ich zgłoszeniem, jeśli mają one na celu usunięcie bezpośredniego zagrożenia bezpieczeństwa ludzi lub mienia". Sąd jednak orzekł: "Niniejszy przepis zezwala inwestorowi jedynie na rozpoczęcie robót zabezpieczających i rozbiórkowych przed uzyskaniem pozwolenia na budowę (...), a nie na całkowite rozebranie budynku".

Tak się składa, że tym samym artykułem 31 ust. 5 prawa budowlanego zasłaniają się też inni burzyciele zabytków. Chociażby Jan Andrzej Kędzierski, prezes spółki Parkview Terrace, która w październiku zeszłego roku bez żadnych pozwoleń powaliła koparką mury stuletniego budynku koszar przy Łazienkach Królewskich. Mam nadzieję, że casus Julisina doprowadzi przed sąd również tego dewelopera.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • Konstancin. Co dalej z burzymurkiem? jhbsk 15.02.12, 10:18

    To nie burzymurek tylko barbarzyńca. Mający za nic obowiązujące prawo. Powinien zdrowo beknąć. »

  • Konstancin. Co dalej z burzymurkiem? m-kow 15.02.12, 13:18

    Konstancin to specyficzne miejsce z wyselekcjonowanym, ustosunkowanym towarzystwem z dużymi, bardzo dużymi a czasem ogromnymi pieniędzmi. To towarzystwo lubi niekiedy wysłać sygnał, że nawet»

  • A co zrobił Urząd Gminy z pocztą w Jeziornie? ceicei 16.02.12, 01:30

    Została zburzona w majestacie prawa, bo ówczesny kierownik wydziału architektury nie zdarzył jej sympatią. Więc odpowiednia ekspertyza i już! Nie warto remontować. Miejsce jest już od kilku »

Najnowsze wiadomości z Warszawy