O 12.37 zawyły syreny. 33 lata od eksplozji w Rotundzie

Jerzy S. Majewski
15.02.2012 aktualizacja: 2012-02-15 12:10
A A A Drukuj
15 lutego 1979 r. Ekipy ratunkowe pracują w zniszczonej przez wybuch Rotundzie PAP
  • Kwiaty i wieńce w rocznicę wybuchu w Rotundzie
  • Rotunda w śniegu w 33. rocznicę wybuchu gazu
  • Kwiaty i wieńce w rocznicę wybuchu w Rotundzie
Mija 33 rocznica od tragicznej w skutkach eksplozji gazu w Rotundzie PKO BP na Ścianie Wschodniej ulicy Marszałkowskiej. Dziś o godz. 12.37 jak co roku zawyły syreny, a rodziny ofiar wypadku, urzędnicy oraz pracownicy banku PKO SA złożą wieńce pod tablicą upamiętniającą tragedię
Nie licząc wypadków lotniczych 15 lutego 1979 r. doszło do najbardziej krwawej katastrofy w powojennej Warszawie. Zginęło 49 osób, a blisko 140 ludzi zostało rannych.

Rok 1979 źle się zaczął. Już w noc sylwestrową Warszawę sparaliżował mróz oraz śnieżyce. Zima stulecia trwała nadal i w początku lutego Warszawa ponownie została zasypana tak wielką ilością śniegu, że miasto niemal zamarło. Na niektórych ulicach sterty śniegu sięgały pierwszego piętra, gdy 15 lutego doszło do tragedii.

Eksplozja dosłownie rozsadziła od środka okrągły pawilon o szklanych elewacjach. Po Warszawie rozeszła się lotem błyskawicy plotka, że wybuch pod rotundą to zamach, a jeszcze tego samego dnia eksplodować mogą kolejne bomby. Ofiarami byli pracownicy banku, głównie kobiety, klienci oraz przypadkowi przechodnie. Rotunda tak jak i dziś była miejscem, przy którym chętnie umawiano się na spotkania. Na ratunek zasypanym i rannym ruszyło ponad 2 tysiące osób. Straż pożarna, milicja i zwykli warszawiacy. W szpitalach tłumy ludzi stały w kolejach by oddać krew. W pobliżu Rotundy przed kilka godzin nieustannie słychać było sygnały karetek pogotowia.

Plotki o podłożeniu bomby okazały się nieprawdziwe. Śledztwo bezspornie wykazało, że w mroźny dzień doszło do wybuchu gazu. Mimo to przez wiele miesięcy ludzie w nie wierzyli w racjonalne wytłumaczenie eksplozji i wciąż pojawiały się kolejne plotki o jej przyczynach.

Prasa dokumentowała kolejne etapy rekonstrukcji budynku. Odbudowa była sprawą priorytetową. Codziennie pracowało na niej blisko stu ludzi. Wprawdzie początkowo ukończenie prac przewidywano dopiero w sierpniu, ale były naciski, by budynek oddać do użytku już w święto lipcowe (22 lipca) 1979 r. Odbudowę nadzorował współprojektant dawnego gmachu rotundy arch. Piotr Zajlich. Wprowadził sporo zmian, m.in. zasugerowanych przez komisję badającą przyczyny wypadku. Dotyczyły zarówno nowych materiałów, konstrukcji, instalacji a także samego sposobu użytkowania wnętrza.

Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy