Poznaj tajniki kociej psychiki
17.02.2012
aktualizacja: 2012-02-16 19:33
Fot. Fot . Krzysztof Miller / Agencja Gazeta
Rozmowa na Dzień Kota. - Ludzka psychika jest dość skomplikowana, a kocia prosta: kot denerwuje się, bo nie może złapać gołębia. Nam się wydaje, że to żaden problem, a dla kota to życiowa porażka - opowiada lekarz weterynarii Maciej Czajka, wybrany niedawno na Kocierza Roku 2011.
ZOBACZ TAKŻE
- Ktoś morduje koty na Bemowie. Dlaczego? (13-02-12, 14:00)
SONDAŻ
Boliłapka, maleńka lecznica dla zwierząt na Ursynowie na ul. Polinezyjskiej. W kolejce grzecznie czekają czarno-biały kot i wilczur Maks z zabandażowaną łapą. Lekarz weterynarii Maciej Czajka, szef przychodni, biega od gabinetu do sali operacyjnej. Tytuł Kociarza Roku 2011 otrzymał kilka dni temu. Przyznają go miłośnicy zwierząt w corocznym konkursie organizowanym przez Polską Federację Felinologiczną "Felis Polonia" oraz pismo "Cztery Łapy".
Magdalena Dubrowska: Kim jest kociarz?
Lekarz weterynarii Maciej Czajka: Tak nazywa się osobę, która jest w jakimś sensie zwariowana na punkcie kotów, koty zawładnęły jej życiem. Jej, bo w naszym polskim wydaniu kociarz to zazwyczaj kociara, kobieta. A w moim przypadku to po prostu ktoś, kto oddaje kotom część swej wiedzy, zaangażowania, co nie znaczy, że nie lubię kotów.
Ma pan jakieś w domu?
- Tak, dwa. Kocur trafił do lecznicy jako nieuleczalnie chory, z przeznaczeniem na eutanazję, ale postanowiliśmy się nim zająć i żyje. Jest to dusza kot, przytulański, człowiek jest dla niego najważniejszy. Wtulony w szyję, na rękach - tak mu jest najlepiej w życiu. Kotkę znalazłem w przydrożnym rowie.
Powiedział pan, że kociarz to kobieta. Dlaczego?
- Koty zawsze budzą jakieś uczucia, i to skrajne: bezgraniczne oddanie, zapatrzenie albo niechęć, która często wynika z niewiedzy. Mężczyźni zazwyczaj są wobec kotów obojętni. Dla kobiet, zwłaszcza starszych, samotnych, koty stanowią często sens życia, są motywacją do istnienia, wstawania z łóżka. Osoby skrzywdzone przez los, opuszczone przez ludzi, niezauważane przez społeczeństwo, przelewają swoje uczucia na koty, zapełniają lukę np. po dzieciach, które już są dorosłe. Dzięki temu człowiek czuje się potrzebny. Opieka nad bezdomnymi kotami w naszym mieście opiera się właśnie na takich samotnych osobach, głównie paniach. Ale kiedy jest akcja np. wyłapania dzikich kotów i przewiezienia ich do lecznicy na sterylizację, panowie współpracują. To jest bardzo skomplikowana logistycznie operacja, koty trzeba przegłodzić, żeby dały się łatwo złapać, a potem np. przerzucić dwadzieścia transporterów ze zwierzętami z jednego miejsca na drugie.
Takie operacje finansuje miasto?
- Miasto od wielu lat wspiera i dotuje różne ruchy społeczne wokół kotów. Takich organizacji jest w Warszawie kilkanaście. Fundacja JoKot współpracująca z naszą lecznicą dostała w tym roku 64 tys. zł od Urzędu m.st. Warszawy na opiekę nad zwierzętami bezdomnymi z terenu Warszawy i zapobieganie bezdomności zwierząt. Ale nadal bardzo dużo zależy od wsparcia ludzi dobrej woli. Kocich nieszczęść jest mnóstwo. To nie tylko sterylizacje, ale i choroby układu oddechowego, wirusowe biegunki zakaźne, których w środowisku naturalnym jest bardzo dużo. Jest taki pogląd, nieprawdziwy, że kot na wolności to kot zdrowy, dorodny. To fikcja, średnia wieku takich kotów nie przekracza czterech lat. Śmiertelność wśród kociąt jest bardzo duża. Gdyby było inaczej, dzikich kotów byłoby dużo więcej. Pogłowie jest wyrównywane naturalnie, niestety, również przez sytuacje typowo życiowe, np. ktoś nie lubi kotów i je zwalcza. Problem jest też taki, że koty nie mają się gdzie podziać. Schronisk tylko dla kotów jest bardzo mało, w naszym rejonie działa tylko Koci Azyl w Konstancinie, który ciągle zmaga się z problemem przekocenia. W schroniskach, w których są psy, kot nie będzie w stanie przeżyć nawet kilku lat, stres związany z bliskością psów, ich ciągłym ujadaniem, jest za duży. Na wsiach nie ma tego problemu. Kot ma się gdzie zaszyć i zwykle ktoś o niego mniej lub bardziej dba.
Z drugiej strony np. na moim osiedlu wolno żyjące koty mają bardzo dobrze, mieszkańcy dokarmiają je, budują domki przy okienkach piwnicznych
- Tak, świadomość społeczna jest coraz większa. Ogólna poprawa jakości życia w naszym kraju przejawia się tym, że zwierzęta domowe też mają lepiej. To są naczynia połączone. Kiedy wiedzie się dobrze, otaczający świat jest przyjazny, jest więcej wolności, mniej zakazów, ludzie mają więcej współczucia dla słabszych. Kiedy byłem mały, rola kotów kończyła się na łapaniu myszy. Teraz żyją koło nas, a my wiemy, że trzeba im pomóc. W internecie można zobaczyć przejawy zła i okrucieństwa wobec zwierząt i człowiek zdaje sobie sprawę, że nie można takich rzeczy robić. Ci, którzy szkodzą zwierzętom, są szybko publiczni piętnowani, więc zwyczajnie się nie opłaca.
Zastanawia mnie konflikt między kociarzami i psiarzami. Często przerzucają się argumentami, kto jest lepszy: kot czy pies
- Tak, są takie tarcia, choć ja uważam, że jest więcej antagonizmów między samymi kociarzami. Kotami zajmują się ludzie emocjonalni, często uważają, że jeśli inna osoba robi to inaczej, to znaczy, że gorzej. Na kocich forach oskarżają się o zaniedbania itp. To wynika z ludzkiej konstrukcji. Niesnaski są wszędzie, w każdej grupie społecznej czy zawodowej. A różnica gatunkowa między kotem i psem jest na tyle duża, że kociarze i psiarze raczej sobie w drogę nie wchodzą, zdarzają się tylko wymiany słowne. Pies i kot mają różne wymagania i inaczej się potrafią odwdzięczyć właścicielowi za wypełnianie obowiązków. Może byłoby gorzej, gdyby ludzie wyprowadzali koty na spacery na smyczy, tak jak psy.
A czy nie jest tak, że ludzie wybierają sobie kota lub psa pod kątem własnej natury.? Jeśli ktoś jest aktywny - woli psa, domatorzy wybiorą kota
- Trudno jest wybrać sobie kota pod kątem własnej natury! Najlepiej, zwłaszcza na początek, wziąć kocura, pod warunkiem że jest wykastrowany. Kocury są prostsze w konstrukcji psychicznej, dużo łatwiej aklimatyzują się z człowiekiem, bo też rola kocura w naturze nie jest bardzo skomplikowana. Musi zadbać wyłącznie o siebie. Kotki są bardziej niezależne, bo to na nich spoczywa wychowanie potomstwa. Dlatego niechętnie przychodzą się pogłaskać. Oczywiście są wyjątki, ale jeśli ktoś chce wziąć pierwszego kota, polecam kocura.
Znam wielu kociarzy, zwłaszcza mężczyzn, którzy wzbraniają się rękami i nogami przed kastracją kocurów, argumentując, że to pozbawia koty męskości, potencji
- To wynika z chęci personifikacji zwierząt. Tymczasem kot nie jest w stanie postrzegać siebie tak jak człowiek. Nie można mu odmówić pewnej kociej osobowości, ale nie możemy stawiać znaku równości między naszą świadomością i kocią. Kot wie, że jest kotem, ale na pewno nie wie, że to jądra powodują, że jest płci męskiej. Tego u zwierząt nie ma. Dla kota jedyny problem przy sterylizacji to krótki dyskomfort po zabiegu.
Wokół kotów narosło wiele mitów, np., że wyczuwają choroby u ludzi, kładą się na bolącym miejscu. Czy to prawda?
- Cóż, polemika jest tu niemożliwa. Ja jestem dość silnie osadzony w praktyce naukowej i o ile mi wiadomo, koty nie mają jakiegoś dodatkowego zmysłu, który pozwalałby diagnozować choroby. Gdyby tak było, już by to zostało wykorzystane w medycynie. Natomiast sam w gabinecie słyszałem dziesiątki takich opowieści i trzeba takie podejście zaakceptować. Tak jak my poznajemy nasze koty, tak one poznają nas i niewykluczone, że więź między właścicielem i kotem jest tak silna, że takie sytuacje mogą mieć miejsce.
Z drugiej strony koty zachowują się czasami tak, jakby człowiek był dla nich tylko narzędziem do głaskania, karmienia i czyszczenia kuwety. Sama, mieszkając z dwoma, dość często mam takie poczucie.
Magdalena Dubrowska: Kim jest kociarz?
Lekarz weterynarii Maciej Czajka: Tak nazywa się osobę, która jest w jakimś sensie zwariowana na punkcie kotów, koty zawładnęły jej życiem. Jej, bo w naszym polskim wydaniu kociarz to zazwyczaj kociara, kobieta. A w moim przypadku to po prostu ktoś, kto oddaje kotom część swej wiedzy, zaangażowania, co nie znaczy, że nie lubię kotów.
Ma pan jakieś w domu?
- Tak, dwa. Kocur trafił do lecznicy jako nieuleczalnie chory, z przeznaczeniem na eutanazję, ale postanowiliśmy się nim zająć i żyje. Jest to dusza kot, przytulański, człowiek jest dla niego najważniejszy. Wtulony w szyję, na rękach - tak mu jest najlepiej w życiu. Kotkę znalazłem w przydrożnym rowie.
Powiedział pan, że kociarz to kobieta. Dlaczego?
- Koty zawsze budzą jakieś uczucia, i to skrajne: bezgraniczne oddanie, zapatrzenie albo niechęć, która często wynika z niewiedzy. Mężczyźni zazwyczaj są wobec kotów obojętni. Dla kobiet, zwłaszcza starszych, samotnych, koty stanowią często sens życia, są motywacją do istnienia, wstawania z łóżka. Osoby skrzywdzone przez los, opuszczone przez ludzi, niezauważane przez społeczeństwo, przelewają swoje uczucia na koty, zapełniają lukę np. po dzieciach, które już są dorosłe. Dzięki temu człowiek czuje się potrzebny. Opieka nad bezdomnymi kotami w naszym mieście opiera się właśnie na takich samotnych osobach, głównie paniach. Ale kiedy jest akcja np. wyłapania dzikich kotów i przewiezienia ich do lecznicy na sterylizację, panowie współpracują. To jest bardzo skomplikowana logistycznie operacja, koty trzeba przegłodzić, żeby dały się łatwo złapać, a potem np. przerzucić dwadzieścia transporterów ze zwierzętami z jednego miejsca na drugie.
Takie operacje finansuje miasto?
- Miasto od wielu lat wspiera i dotuje różne ruchy społeczne wokół kotów. Takich organizacji jest w Warszawie kilkanaście. Fundacja JoKot współpracująca z naszą lecznicą dostała w tym roku 64 tys. zł od Urzędu m.st. Warszawy na opiekę nad zwierzętami bezdomnymi z terenu Warszawy i zapobieganie bezdomności zwierząt. Ale nadal bardzo dużo zależy od wsparcia ludzi dobrej woli. Kocich nieszczęść jest mnóstwo. To nie tylko sterylizacje, ale i choroby układu oddechowego, wirusowe biegunki zakaźne, których w środowisku naturalnym jest bardzo dużo. Jest taki pogląd, nieprawdziwy, że kot na wolności to kot zdrowy, dorodny. To fikcja, średnia wieku takich kotów nie przekracza czterech lat. Śmiertelność wśród kociąt jest bardzo duża. Gdyby było inaczej, dzikich kotów byłoby dużo więcej. Pogłowie jest wyrównywane naturalnie, niestety, również przez sytuacje typowo życiowe, np. ktoś nie lubi kotów i je zwalcza. Problem jest też taki, że koty nie mają się gdzie podziać. Schronisk tylko dla kotów jest bardzo mało, w naszym rejonie działa tylko Koci Azyl w Konstancinie, który ciągle zmaga się z problemem przekocenia. W schroniskach, w których są psy, kot nie będzie w stanie przeżyć nawet kilku lat, stres związany z bliskością psów, ich ciągłym ujadaniem, jest za duży. Na wsiach nie ma tego problemu. Kot ma się gdzie zaszyć i zwykle ktoś o niego mniej lub bardziej dba.
Z drugiej strony np. na moim osiedlu wolno żyjące koty mają bardzo dobrze, mieszkańcy dokarmiają je, budują domki przy okienkach piwnicznych
- Tak, świadomość społeczna jest coraz większa. Ogólna poprawa jakości życia w naszym kraju przejawia się tym, że zwierzęta domowe też mają lepiej. To są naczynia połączone. Kiedy wiedzie się dobrze, otaczający świat jest przyjazny, jest więcej wolności, mniej zakazów, ludzie mają więcej współczucia dla słabszych. Kiedy byłem mały, rola kotów kończyła się na łapaniu myszy. Teraz żyją koło nas, a my wiemy, że trzeba im pomóc. W internecie można zobaczyć przejawy zła i okrucieństwa wobec zwierząt i człowiek zdaje sobie sprawę, że nie można takich rzeczy robić. Ci, którzy szkodzą zwierzętom, są szybko publiczni piętnowani, więc zwyczajnie się nie opłaca.
Zastanawia mnie konflikt między kociarzami i psiarzami. Często przerzucają się argumentami, kto jest lepszy: kot czy pies
- Tak, są takie tarcia, choć ja uważam, że jest więcej antagonizmów między samymi kociarzami. Kotami zajmują się ludzie emocjonalni, często uważają, że jeśli inna osoba robi to inaczej, to znaczy, że gorzej. Na kocich forach oskarżają się o zaniedbania itp. To wynika z ludzkiej konstrukcji. Niesnaski są wszędzie, w każdej grupie społecznej czy zawodowej. A różnica gatunkowa między kotem i psem jest na tyle duża, że kociarze i psiarze raczej sobie w drogę nie wchodzą, zdarzają się tylko wymiany słowne. Pies i kot mają różne wymagania i inaczej się potrafią odwdzięczyć właścicielowi za wypełnianie obowiązków. Może byłoby gorzej, gdyby ludzie wyprowadzali koty na spacery na smyczy, tak jak psy.
A czy nie jest tak, że ludzie wybierają sobie kota lub psa pod kątem własnej natury.? Jeśli ktoś jest aktywny - woli psa, domatorzy wybiorą kota
- Trudno jest wybrać sobie kota pod kątem własnej natury! Najlepiej, zwłaszcza na początek, wziąć kocura, pod warunkiem że jest wykastrowany. Kocury są prostsze w konstrukcji psychicznej, dużo łatwiej aklimatyzują się z człowiekiem, bo też rola kocura w naturze nie jest bardzo skomplikowana. Musi zadbać wyłącznie o siebie. Kotki są bardziej niezależne, bo to na nich spoczywa wychowanie potomstwa. Dlatego niechętnie przychodzą się pogłaskać. Oczywiście są wyjątki, ale jeśli ktoś chce wziąć pierwszego kota, polecam kocura.
Znam wielu kociarzy, zwłaszcza mężczyzn, którzy wzbraniają się rękami i nogami przed kastracją kocurów, argumentując, że to pozbawia koty męskości, potencji
- To wynika z chęci personifikacji zwierząt. Tymczasem kot nie jest w stanie postrzegać siebie tak jak człowiek. Nie można mu odmówić pewnej kociej osobowości, ale nie możemy stawiać znaku równości między naszą świadomością i kocią. Kot wie, że jest kotem, ale na pewno nie wie, że to jądra powodują, że jest płci męskiej. Tego u zwierząt nie ma. Dla kota jedyny problem przy sterylizacji to krótki dyskomfort po zabiegu.
Wokół kotów narosło wiele mitów, np., że wyczuwają choroby u ludzi, kładą się na bolącym miejscu. Czy to prawda?
- Cóż, polemika jest tu niemożliwa. Ja jestem dość silnie osadzony w praktyce naukowej i o ile mi wiadomo, koty nie mają jakiegoś dodatkowego zmysłu, który pozwalałby diagnozować choroby. Gdyby tak było, już by to zostało wykorzystane w medycynie. Natomiast sam w gabinecie słyszałem dziesiątki takich opowieści i trzeba takie podejście zaakceptować. Tak jak my poznajemy nasze koty, tak one poznają nas i niewykluczone, że więź między właścicielem i kotem jest tak silna, że takie sytuacje mogą mieć miejsce.
Z drugiej strony koty zachowują się czasami tak, jakby człowiek był dla nich tylko narzędziem do głaskania, karmienia i czyszczenia kuwety. Sama, mieszkając z dwoma, dość często mam takie poczucie.
1
2
następne »
-
Poznaj tajniki kociej psychiki
mrumru81
17.02.12, 12:41
Świetne miejsce Boliłapka. Bardzo mi Pan Doktór pomógł. Przyjechałam z ciężkim przypadkiem z podwórka. Kota uratowana, wyleczona, zamieszkała u mnie jako mój czwarty kot. Dziękuję»
Najnowsze wiadomości z Warszawy
Najczęściej czytane24 htydzień
- Wtorek na ulicach Warszawy [NA ŻYWO]
- Google Maps okrutnie szczere. Wycina ulice w Warszawie
- Lotnisko bezradne wobec naciągaczy? Taksówkowy problem
- Pociągi na lotnisko jak loteria: co 6 albo co 30 minut
- Kładka zamknięta, bo urzędniczce grozi kara?
- A2: można otwierać odcinek pod Warszawą
- Poważny wypadek na Mokotowie: Porsche czołowo w matiza
- Nad Wisłą, na działkach. Tak wypoczywała Warszawa
- Zobacz 10 największych hitów sobotniej "Nocy Muzeów"
- "Biurowiec Bieruta" gotowy po remoncie. Zapiera dech!
- Cicha noc na A2
- Lotnisko bezradne wobec naciągaczy? Taksówkowy problem
- Google Maps okrutnie szczere. Wycina ulice w Warszawie
- Muzeum zbankrutowało. "Noc muzeów" będzie ostatnią?


