Kim jest podejrzewany o podpalenia aut? Syn adwokata i działacza Legii

Piotr Machajski
20.02.2012 aktualizacja: 2012-02-21 06:19
A A A Drukuj
Mężczyzna podpalił samochody zaparkowane w centrum Warszawy Fot. Agencja Gazeta/policja
  • Jacek T. podczas jednego z zatrzymań - warszawski sąd uznał, że jest mniej niebezpieczny niż  nasz gryficki podpalacz
We wtorek prokurator zdecyduje, czy zatrzymany w sprawie serii podpaleń w Warszawie Jacek T. usłyszy zarzuty. W nocy z soboty na niedzielę na trzech śródmiejskich ulicach spłonęło aż siedem aut
W poniedziałek po południu wszystkie wraki aut wciąż stały w miejscach, w których spłonęły. Pięć z nich na końcu wąskiej uliczki Oleandrów - w miejscu, w którym dochodzi ona do Marszałkowskiej. Po jednej stronie ford focus, opel omega i toyota rav4, po drugiej opel astra i peugeot 307. Wszystko wskazuje na to, że to tu piroman zaczął swój "rajd z zapałkami". Potem jeszcze podłożył ogień pod sportowe volvo przy Nowowiejskiej oraz pod skodę fabię na pobliskiej ulicy Natolińskiej.

Zarówno policja, jak i straż pożarna od początku nie miały wątpliwości, że to umyślne podpalenia. Nie mogło być mowy o przypadku, jeśli w tej samej malutkiej uliczce różne samochody, niestojące obok siebie, płoną trzykrotnie w ciągu siedmiu miesięcy. A do podobnych wydarzeń dochodziło na tej ulicy w lipcu ub.r. i miesiąc temu. Przez całą niedzielę funkcjonariusze przesłuchiwali więc świadków i oglądali zapisy z kamer monitoringu.

Już w lipcu 2011 r. (spłonęło wtedy pięć samochodów) głównym podejrzanym był 23-letni Jacek T. Ale tak wtedy, jak i w styczniu (pięć aut i dodatkowo dwa w okolicy metra Politechnika) policji nie udało się zebrać wystarczających dowodów. - Tym razem mamy mocniejsze dowody - zapewnia oficer stołecznej policji. Dlatego jeszcze w niedzielę młody mężczyzna został zatrzymany.

- We wtorek akta sprawy zostaną przekazane prokuraturze i to ona podejmie decyzję, czy przedstawić zarzuty zatrzymanemu - mówi mł. insp. Maciej Karczyński, rzecznik stołecznej policji. Noc z poniedziałku na wtorek spędzi w policyjnej celi. Według nieoficjalnych informacji T. został rozpoznany przez świadków.

Jacek T. ma już obrońcę. To jego ojciec, znany adwokat Michał T. - obecnie członek rady nadzorczej Legii Warszawa, a niegdyś szef dyscypliny w PZPN. Niedawno został zatrzymany przez CBA na polecenie prokuratury w związku z podejrzeniem korupcji przy prywatyzacji Stoenu. Nie przyznał się do winy, został wypuszczony; zatrzymano mu tylko paszport. Jak twierdzą nasi informatorzy z policji, podczas zatrzymania syna adwokat filmował przebieg policyjnych działań komórką i miał sugerować funkcjonariuszom, że pozbawi ich pracy. W poniedziałek nie udało nam się z nim skontaktować.

Jacek T. był już kiedyś karany za podpalenia. On też jest kibicem Legii. W stołecznym sądzie czeka na rozpoznanie sprawa z kwietnia 2011 r. Według policji T. w nocy z 20 na 21 kwietnia podpalił dziewięć samochodów. Tego dnia Legia grała z Lechią Gdańsk. T. nie został jednak wpuszczony na trybuny, bo był pijany. Mecz obejrzał w pobliskim pubie, a następnie podpalił trzy auta zaparkowane niedaleko stadionu. Potem wsiadł w autobus i pojechał do Ursusa. Na osiedlu Gołąbki podpalił kolejnych sześć samochodów. Podpalacza ubranego w klubowe barwy zauważyli przypadkowi ludzie, i to oni zawiadomili policję. W chwili zatrzymania T. miał dwa promile alkoholu we krwi.

Sąd zdecydował wówczas o jego aresztowaniu na dwa miesiące, zastrzegając, że będzie mógł wyjść na wolność, jeśli wpłaci kaucję. Poręczenie w wysokości 60 tys. zł wpłynęło 26 kwietnia. Od tego czasu Jacek T. był na wolności. Aż do niedzieli.

Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy