Spacer brzegiem Wisły - Kępa Zawadowska

Przemek Pasek, Tomasz Kwaśniewski
01.07.2005 aktualizacja: 2005-07-01 23:13
A A A Drukuj
Fot. Igor Morye / AG
Kępa Zawadowska to miejsce, w którym Wisła wpada do Warszawy. Piaszczyste łachy, łęgi, czaple, rybitwy, bobry. Tu zaczynamy cykl nadwiślańskich spacerów
Zobacz powiększenie
Trasa rowerowej wycieczki



- Najpiękniej nad rzeką jest rano. Tak około czwartej - mówi Przemek Pasek, 33-letni wielbiciel i znawca Wisły. - Wtedy budzą się ptaki. Gatunek po gatunku. Zaczyna się wielki koncert.

My na nadwiślański rowerowy rajd umówiliśmy się o piątej. Cel: Kępa Zawadowska, czyli miejsce, w którym rzeka wpływa do Warszawy. Spotkaliśmy się na rogu ulic Czerniakowskiej i Gagarina. Czerniakowską dojechaliśmy do Gołkowskiej, potem Santocką do Zawodzia, wjechaliśmy w Kobylańską, Tuzinową, Sytą i ulicą Jarą dojechaliśmy do Wału Zawadowskiego. Po drodze minęliśmy elektrociepłownię Siekierki z wielkimi górami węgla, nową oczyszczalnię ścieków, miłe osiedla willowe i kilka prawdziwych gospodarstw rolnych otoczonych pszenicą i stogami siana. Warszawa została z tyłu. Wałem Zawadowskim wzdłuż torów kolejowych ruszyliśmy na południe. - Widzisz tamte drzewa? - powiedział w pewnym momencie Pasek. - To łęgowy las Morysin. Warto tam zabłądzić. W środku jest piękna dziewiętnastowieczna leśniczówka zaprojektowana przez Franciszka Lanciego oraz ruiny neogotyckich budowli parkowych: brama, rotunda myśliwska. No i oczywiście wspaniałe drzewa.

Czapla, łęgi i ślady bobrzych łapek

Mijamy Kępę Okrzewską i skręt prowadzący na menonicki cmentarz. - Menonici przybyli do Polski z Holandii w drugiej połowie XVII w. To oni skolonizowali rzekę. Potrafili nad nią mieszkać, nie bali się powodzi. Ich wielkość polegała na tym, że potrafili żyć w zgodzie z rzeką i świetnie na niej zarabiać - opowiada Przemek.

Kończy się wał ziemi odgradzający nas od Wisły. Boczna droga przechodzi przez tory. Jeśli skręcimy, dojedziemy do piaskarni i wału przeciwpowodziowego. Jeśli pojedziemy prosto, trafimy do Powsina. Skręcamy i po pięciu minutach jesteśmy przy wale. Wnosimy rowery. Przed nami objawia się rzeka. Piękna i majestatyczna. Słońce wychodzi zza chmur. Jedziemy ścieżką wzdłuż wału. Jest cudnie. Ptaki drą się wniebogłosy. Ścieżka się rozdwaja. Jedna zsuwa się z wału i prowadzi na sam brzeg rzeki. Druga idzie prosto. Jeśli wybierzemy tę drugą, dojedziemy do Kępy Oborskiej, potem do przekopu Jeziorki, przy którym można skręcić i obrać kurs na Powsin.

My zjeżdżamy nad rzekę. Jak okiem sięgnąć, widać rezerwat Wyspy Zawadowskiej. Jesteśmy dokładnie na 497. kilometrze szlaku Wisły. - Szlak żeglowny Wisły mierzy się od ujścia Przemszy, ale faktycznie rzeka jest dłuższa o 125 km. Wypływa przecież z Baraniej Góry - informuje Pasek.

Piaszczysty klif, dwa wypalone ogniskiem kręgi. Schodzimy nad samą wodę. Ciepła i bezwonna. Na piasku ślady łapek bobrów.

Przed nami wielka wyspa, piaszczysty brzeg i łęgi. - Na takich wyspach odpoczywają lecące do Afryki czarne bociany - mówi Przemek.

Rozglądamy się dookoła. Niedaleko stoi czapla i w skupieniu obserwuje wodę. Przemek pokazuje łachę wystającą z rzeki.

- To miejsce lęgowe ptaków siewkowatych. Tylko na takiej piaszczystej wyspie zakładają gniazda - mówi i dodaje, że nadwiślańskie piaskarki niszczą łachy. Ławice piasku wędrują 68 centymetrów dziennie. Musi minąć dwa i pół tysiąca lat zanim okruszek Baraniej Góry (źródło Wisły) dotrze do Warszawy - mówi.

Miejsce, w którym zatrzymał się czas

Chwilę wylegujemy się na brzegu i znów na rowery. Wracamy na wał. Jedziemy na północ. Mijamy piaskarnię. Kurz. Warkot ciężarówek. Spychacz walczy z piachem. Wał prowadzi dalej. Po prawej nadwiślański rezerwat - łęgi, jeziora, trawy. Z lewej malutkie gospodarstwa rolne. Stogi siana, gołębie kręcą koła nad spiczastym dachem domku. Z tyłu wielkie kominy elektrociepłowni.

- Tu czas się zatrzymał. Elektrociepłownia nie istnieje - mówi Przemek.

Zabudowania ustępują miejsca polom uprawnym. Nagle wielkie rumowisko. Zwały gruzu na kilka metrów wychodzą spomiędzy traw. - Barbarzyństwo. Przestępstwo - denerwuje się Przemek. Wał dochodzi do mostu Siekierkowskiego. Z daleka widać niebieski znak zapowiadający ścieżkę rowerową. Elegancka, nowiutka prowadzi na Czerniakowską.

Podziel się

  • Spacer brzegiem Wisły - Kępa Zawadowska homo-sapiens 02.07.05, 00:34

    Hej, a kiedy w końcu powstanie jakaś porządna ścieżka rowerowa do Otwocka? Po wschodniej stronie Wisły znajdują się też piękne tereny...»

Najnowsze wiadomości z Warszawy