Jak naprawdę wygląda edukacja seksualna?

Magdalena Dubrowska
16.01.2009 aktualizacja: 2009-01-16 17:52
A A A Drukuj
Fot. Keith Brofsky / Photodisc, Inc
Nauczycielka czerwieniła się za każdym razem przy słowie "seks".
„Nauczycielka czerwieniła się przy każdym słowie »seks «, a gdy kolega spytał ją o prezerwatywę, wyprosiła go z klasy” - tak edukację seksualną w swoim liceum opisuje siedemnastolatek z Podkarpacia w liście, który wysłał do warszawskiej grupy Ponton.

Chłopak żali się, że jako skuteczną metodę zapobiegania niechcianej ciąży i chorobom przenoszonym drogą płciową nauczycielka wymieniała tylko abstynencję seksualną, zaś o homoseksualizmie mówiła, że to choroba i trzeba ją leczyć.

Dla Pontonu, czyli nieformalnej grupy edukatorów seksualnych, do którego ze wstydliwymi problemami i pytaniami może zgłosić się anonimowo każdy młody człowiek, tego typu skargi to chleb powszedni.

- Dzwonią do nas piętnastolatki, którym mama zabrania wizyty u ginekologa, bo to wstyd - mówi wolontariuszka Pontonu Anna Konopka. Przedmiot "Wychowanie do życia w rodzinie" jest w programie od piątej klasy podstawówki, ale w praktyce zajęcia prawie się nie odbywają, bo udział jest nieobowiązkowy, a o uczestnictwie do 18. roku życia ucznia decydują rodzice.

- Ministerstwo Edukacji nie ujawnia raportów z monitorowania zajęć i nie odpowiada na nasze pytania, np. czy lekcje prowadzą osoby odpowiednio przeszkolone - ubolewa Aleksandra Józefowska z Pontonu. - Najbardziej cierpią młodzi ludzie, którym brak podstawowej wiedzy na temat własnej seksualności.

Dlatego wolontariusze wzięli sprawę w swoje ręce i uruchomili kampanię "Jak NAPRAWDĘ wygląda edukacja seksualna w Polsce?". Do 1 maja 2009 r. czekają na e-maile, w których gimnazjaliści, licealiści i studenci opiszą swoje doświadczenia z zajęć (adres: jakaedukacja@ponton.org.pl). Z zebranego materiału powstanie specjalny raport.

- Mamy nadzieję, że znajdą się wśród nich także pozytywne przykłady - mówi Aleksandra Józefowska.

Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy