Kapuściński po wietnamsku
25.01.2009
aktualizacja: 2009-01-25 18:14
Fot. Albert Zawada / AG Fot.
- Dopiero po jego śmierci zrozumiałam, że to był ktoś absolutnie wyjątkowy. Tak o Ryszardzie Kapuścińskim mówi Nguyen Thai Linh, prawniczka z Warszawy. Właśnie ukazały się "Podróże z Herodotem" po wietnamsku w jej przekładzie.
ZOBACZ TAKŻE
- W mokotowskiej bazie MPO będzie sztuka (26-01-09, 08:00)
- Wietnamski Nowy Rok zamiast Walentynek? (11-02-10, 12:08)
- Warszawa będzie przyznawać nagrodę im. Kapuścińskiego (15-01-10, 10:00)
- Druga książka Kapuścińskiego na Tajwanie (24-11-09, 00:00)
- Kapuściński: ale męka, to pisanie (12-10-09, 21:00)
- Nowy przetarg na budowę ścieżki Kapuścińskiego (31-08-09, 10:00)
- Krok do ścieżki Kapuścińskiego (30-06-09, 07:00)
- Zapalmy świeczkę ofiarom Holocaustu (26-01-09, 09:00)
- Odsłonięto tablicę upamiętniającą Gustawa Holoubka (24-01-09, 19:52)
- Starzy Wietnamczycy o młodych: Są jak banany (30-06-10, 09:00)
Nguyen Thai Linh mieszka w Polsce od 20 lat. - Przyjechałam w '89 roku do mamy, która pracowała w biurze radcy handlowego przy Ambasadzie Wietnamu w Warszawie. Miałam wtedy 14 lat i ani słowa nie mówiłam po polsku - wspomina.
Jak wszystkie dzieci pracowników służb dyplomatycznych z krajów demokracji ludowej została posłana do szkoły przy ambasadzie rosyjskiej. Ponieważ polskiego uczyła się tylko od kolegów z podwórka, po maturze wyjechała na rok do Łodzi, żeby w Studium Języka Polskiego dla Cudzoziemców szlifować język.
- Interesowałam się prawem międzynarodowym, wybrałam studia na Uniwersytecie Warszawskim. Chciałam pracować naukowo, ale wyszłam za mąż, urodziłam córkę i nie skończyłam pracy doktorskiej.
Jej mąż, też Wietnamczyk, jest pracownikiem naukowym na Wydziale Informatyki UW. Kilka razy mieli propozycje wyjazdu do USA, Australii, Kanady, ale zostali w Warszawie. - Nie wyobrażam sobie życia w innym miejscu - mówi Thai Linh. W 2006 r. założyła własną firmę, która pomaga cudzoziemcom w zalegalizowaniu pobytu w Polsce.
Thai Linh o istnieniu Ryszarda Kapuścińskiego tak naprawdę dowiedziała się dopiero w styczniu 2007 r., gdy media z żalem żegnały dziennikarza stulecia, intelektualistę, wybitnego pisarza.
- Oczywiście wcześniej zetknęłam się z jego nazwiskiem, słyszałam go w radiu, czytałam jakieś artykuły - opowiada Thai Linh. - Ale dopiero po jego śmierci zainteresowałam się nim poważnie, bo byłam wzruszona, jak Polska i świat go pożegnały. Zrozumiałam, że to był ktoś absolutnie wyjątkowy.
Zaczęła czytać wszystko, co znajdowała na jego temat w internecie.
Nguyen od 2007 r. prowadzi swój blog po wietnamsku (http://liliapl.blogspot.com) i tam dzieliła się z rodakami zachwytem nad Kapuścińskim. Odzew od razu był duży, mimo że w Wietnamie żadna jego książka w całości się nie ukazała.
Na blogu zaczęła więc publikować fragmenty wywiadów z Kapuścińskim i jego utworów. Dzięki temu zwróciła na nią uwagę redaktorka z wydawnictwa Nha Nam z Hanoi, która chciała, żeby Nguyen jakąś książkę Kapuścińskiego dla nich przetłumaczyła. Długo się opierała, w końcu stanęło na tym, że Nguyen odezwie się do wydawnictwa, jak będzie miała połowę przetłumaczonej książki. Której? - decyzję pozostawiono tłumaczce.
Po przeczytaniu "Podróży z Herodotem" uznała, że to będzie najlepsza rzecz na początek. - Tak się złożyło - opowiada Thai Linh - że akurat byłam w drugiej ciąży, nie najlepiej się czułam, więc nie pracowałam, ale tłumaczyć mogłam. Siedziałam przez dwa miesiące po osiem godzin przy komputerze i w czerwcu ubiegłego roku przekład był skończony.
Książka ukazała się w połowie grudnia i została dobrze przyjęta. A oficyna Nha Nam planuje wydawanie kolejnych książek Kapuścińskiego. Co to będzie? Może "Heban"? Thai Linh już zaczęła go tłumaczyć.
Teraz nastąpi krótka przerwa w tłumaczeniu, bo wczoraj zaczął się wietnamski nowy rok - Bawołu. - Akurat są ferie, będziemy więc wszyscy w domu - mówi Thai Linh. - Tradycja nakazuje, by przez pierwsze trzy dni nowego roku świętować, jeść wietnamskie potrawy, odpoczywać. Nawet mieszkania sprzątać nie wolno.
Jak wszystkie dzieci pracowników służb dyplomatycznych z krajów demokracji ludowej została posłana do szkoły przy ambasadzie rosyjskiej. Ponieważ polskiego uczyła się tylko od kolegów z podwórka, po maturze wyjechała na rok do Łodzi, żeby w Studium Języka Polskiego dla Cudzoziemców szlifować język.
- Interesowałam się prawem międzynarodowym, wybrałam studia na Uniwersytecie Warszawskim. Chciałam pracować naukowo, ale wyszłam za mąż, urodziłam córkę i nie skończyłam pracy doktorskiej.
Jej mąż, też Wietnamczyk, jest pracownikiem naukowym na Wydziale Informatyki UW. Kilka razy mieli propozycje wyjazdu do USA, Australii, Kanady, ale zostali w Warszawie. - Nie wyobrażam sobie życia w innym miejscu - mówi Thai Linh. W 2006 r. założyła własną firmę, która pomaga cudzoziemcom w zalegalizowaniu pobytu w Polsce.
Thai Linh o istnieniu Ryszarda Kapuścińskiego tak naprawdę dowiedziała się dopiero w styczniu 2007 r., gdy media z żalem żegnały dziennikarza stulecia, intelektualistę, wybitnego pisarza.
- Oczywiście wcześniej zetknęłam się z jego nazwiskiem, słyszałam go w radiu, czytałam jakieś artykuły - opowiada Thai Linh. - Ale dopiero po jego śmierci zainteresowałam się nim poważnie, bo byłam wzruszona, jak Polska i świat go pożegnały. Zrozumiałam, że to był ktoś absolutnie wyjątkowy.
Zaczęła czytać wszystko, co znajdowała na jego temat w internecie.
Nguyen od 2007 r. prowadzi swój blog po wietnamsku (http://liliapl.blogspot.com) i tam dzieliła się z rodakami zachwytem nad Kapuścińskim. Odzew od razu był duży, mimo że w Wietnamie żadna jego książka w całości się nie ukazała.
Na blogu zaczęła więc publikować fragmenty wywiadów z Kapuścińskim i jego utworów. Dzięki temu zwróciła na nią uwagę redaktorka z wydawnictwa Nha Nam z Hanoi, która chciała, żeby Nguyen jakąś książkę Kapuścińskiego dla nich przetłumaczyła. Długo się opierała, w końcu stanęło na tym, że Nguyen odezwie się do wydawnictwa, jak będzie miała połowę przetłumaczonej książki. Której? - decyzję pozostawiono tłumaczce.
Po przeczytaniu "Podróży z Herodotem" uznała, że to będzie najlepsza rzecz na początek. - Tak się złożyło - opowiada Thai Linh - że akurat byłam w drugiej ciąży, nie najlepiej się czułam, więc nie pracowałam, ale tłumaczyć mogłam. Siedziałam przez dwa miesiące po osiem godzin przy komputerze i w czerwcu ubiegłego roku przekład był skończony.
Książka ukazała się w połowie grudnia i została dobrze przyjęta. A oficyna Nha Nam planuje wydawanie kolejnych książek Kapuścińskiego. Co to będzie? Może "Heban"? Thai Linh już zaczęła go tłumaczyć.
Teraz nastąpi krótka przerwa w tłumaczeniu, bo wczoraj zaczął się wietnamski nowy rok - Bawołu. - Akurat są ferie, będziemy więc wszyscy w domu - mówi Thai Linh. - Tradycja nakazuje, by przez pierwsze trzy dni nowego roku świętować, jeść wietnamskie potrawy, odpoczywać. Nawet mieszkania sprzątać nie wolno.
Przeczytaj także: Produkuj dla wojska - przetrwasz kryzys
Najnowsze wiadomości z Warszawy
Najczęściej czytane24 htydzień
- Miał być ważny węzeł, ale zniknął. Gdzie jest Konotopa?
- Piątek na ulicach Warszawy [25.05.2012]
- Nowy punkt widokowy w Warszawie. Wyżej niż PKiN
- Reklamy na Euro. Która najbardziej obciachowa? [GŁOSUJ]
- Te budynki mogą powstać w Warszawie. Top 10
- Centrum tonie w reklamach. Najbrzydsze rondo w mieście?
- Masa Krytyczna: "My nie blokujemy ruchu"
- Te budynki mogą powstać w Warszawie. Top 10
- Nad Wisłą, na działkach. Tak wypoczywała Warszawa
- Co straszy, a co zachwyca w strefie kibica [RAPORT]
- Nie jedźcie tą autostradą. Węzeł Pruszków to pułapka
- Gigantyczna kara dla lekarza: bo nie wypełniał papierów
- Lotnisko bezradne wobec naciągaczy? Taksówkowy problem
- Wtorek na ulicach Warszawy [22.05.2012]


