Kapuściński po wietnamsku

Bożena Dudko
25.01.2009 aktualizacja: 2009-01-25 18:14
A A A Drukuj
Nguyen Thai Linh z wietnamskimi Fot. Albert Zawada / AG Fot.
- Dopiero po jego śmierci zrozumiałam, że to był ktoś absolutnie wyjątkowy. Tak o Ryszardzie Kapuścińskim mówi Nguyen Thai Linh, prawniczka z Warszawy. Właśnie ukazały się "Podróże z Herodotem" po wietnamsku w jej przekładzie.
Nguyen Thai Linh mieszka w Polsce od 20 lat. - Przyjechałam w '89 roku do mamy, która pracowała w biurze radcy handlowego przy Ambasadzie Wietnamu w Warszawie. Miałam wtedy 14 lat i ani słowa nie mówiłam po polsku - wspomina.

Jak wszystkie dzieci pracowników służb dyplomatycznych z krajów demokracji ludowej została posłana do szkoły przy ambasadzie rosyjskiej. Ponieważ polskiego uczyła się tylko od kolegów z podwórka, po maturze wyjechała na rok do Łodzi, żeby w Studium Języka Polskiego dla Cudzoziemców szlifować język.

- Interesowałam się prawem międzynarodowym, wybrałam studia na Uniwersytecie Warszawskim. Chciałam pracować naukowo, ale wyszłam za mąż, urodziłam córkę i nie skończyłam pracy doktorskiej.

Jej mąż, też Wietnamczyk, jest pracownikiem naukowym na Wydziale Informatyki UW. Kilka razy mieli propozycje wyjazdu do USA, Australii, Kanady, ale zostali w Warszawie. - Nie wyobrażam sobie życia w innym miejscu - mówi Thai Linh. W 2006 r. założyła własną firmę, która pomaga cudzoziemcom w zalegalizowaniu pobytu w Polsce.

Thai Linh o istnieniu Ryszarda Kapuścińskiego tak naprawdę dowiedziała się dopiero w styczniu 2007 r., gdy media z żalem żegnały dziennikarza stulecia, intelektualistę, wybitnego pisarza.

- Oczywiście wcześniej zetknęłam się z jego nazwiskiem, słyszałam go w radiu, czytałam jakieś artykuły - opowiada Thai Linh. - Ale dopiero po jego śmierci zainteresowałam się nim poważnie, bo byłam wzruszona, jak Polska i świat go pożegnały. Zrozumiałam, że to był ktoś absolutnie wyjątkowy.

Zaczęła czytać wszystko, co znajdowała na jego temat w internecie.

Nguyen od 2007 r. prowadzi swój blog po wietnamsku (http://liliapl.blogspot.com) i tam dzieliła się z rodakami zachwytem nad Kapuścińskim. Odzew od razu był duży, mimo że w Wietnamie żadna jego książka w całości się nie ukazała.

Na blogu zaczęła więc publikować fragmenty wywiadów z Kapuścińskim i jego utworów. Dzięki temu zwróciła na nią uwagę redaktorka z wydawnictwa Nha Nam z Hanoi, która chciała, żeby Nguyen jakąś książkę Kapuścińskiego dla nich przetłumaczyła. Długo się opierała, w końcu stanęło na tym, że Nguyen odezwie się do wydawnictwa, jak będzie miała połowę przetłumaczonej książki. Której? - decyzję pozostawiono tłumaczce.

Po przeczytaniu "Podróży z Herodotem" uznała, że to będzie najlepsza rzecz na początek. - Tak się złożyło - opowiada Thai Linh - że akurat byłam w drugiej ciąży, nie najlepiej się czułam, więc nie pracowałam, ale tłumaczyć mogłam. Siedziałam przez dwa miesiące po osiem godzin przy komputerze i w czerwcu ubiegłego roku przekład był skończony.

Książka ukazała się w połowie grudnia i została dobrze przyjęta. A oficyna Nha Nam planuje wydawanie kolejnych książek Kapuścińskiego. Co to będzie? Może "Heban"? Thai Linh już zaczęła go tłumaczyć.

Teraz nastąpi krótka przerwa w tłumaczeniu, bo wczoraj zaczął się wietnamski nowy rok - Bawołu. - Akurat są ferie, będziemy więc wszyscy w domu - mówi Thai Linh. - Tradycja nakazuje, by przez pierwsze trzy dni nowego roku świętować, jeść wietnamskie potrawy, odpoczywać. Nawet mieszkania sprzątać nie wolno.

Przeczytaj także: Produkuj dla wojska - przetrwasz kryzys



Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy