Czy magisterka zmieni stolicę?

Wojciech Karpieszuk
27.01.2009 aktualizacja: 2009-01-27 11:57
A A A Drukuj
Leszek Niewiadomski (z lewej) i Przemek Olszewski ze swoim promotorem dr Piotrem Olszewskim Fot. Tomasz Wawer / AG
Dwa razy przeszli Warszawę wzdłuż i wszerz, spotkali się z kilkudziesięcioma osobami niewidomymi, głuchymi i na wózkach. Napisali z tego pracę magisterską i wysłali ją do urzędników. - Oby to przeczytali, bo naprawdę jest źle - mówią młodzi absolwenci Politechniki Warszawskiej.
Leszek Niewiadomski i Przemek Olszewski do niedawna studiowali na Wydziale Inżynierii Lądowej PW. Przez kilka miesięcy prowadzili swoje badania nad dostępnością przestrzeni publicznej i transportu w Warszawie dla osób niepełnosprawnych. Spotykali się z nimi, razem wyruszali w miasto, robili zdjęcia "pułapek", przeprowadzili setki ankiet.

- Ocena dla całej Warszawy to dwa z plusem, maksymalnie trzy na szynach - stwierdza Przemek, który odpowiadał za przestrzeń publiczną.

- Najgorsze jest to, że niewiele się zmienia. Okazuje się, że najważniejsze miejsca w Warszawie są ciągle niedostępne dla niepełnosprawnych - przyznaje Leszek.

Sypią przykładami: korytarze podziemne pod rondem Dmowskiego. - Niby wszystko jest OK, są windy. Byliśmy tam z osobą na wózku. Sama nie była w stanie korzystać z tego. Drzwi za ciężkie, żeby otworzyć, guziki za wysoko, żeby winda jechała, trzeba je trzymać wciśnięte - wylicza Leszek.

Albo stacja metra Marymont. - To jakieś kuriozum. Żeby dostać się do windy, trzeba pokonać trzy stopnie - mówi Przemek. - Jak można było coś takiego zaprojektować? Tam schody w ogóle nie są potrzebne, wystarczył łagodny spad - podkreśla. Wyłapali tam też inną przeszkodę nie do pokonania dla osoby na wózku. Utknie ona na tramwajowej wysepce pośrodku ulicy. Podnośniki, którymi z przystanku można zjechać do podziemnych korytarzy, od początku nie działają. Żeby nikt nie próbował ich uruchomić, są okręcone grubym drutem.

Kolejna przeszkoda w centrum miasta to plac Na Rozdrożu - ważny punkt przesiadkowy, a tam wszędzie są schody - mówi Przemek.

Najgorzej wypadły warszawskie dworce PKP. - Tragedia - kwitują krótko. Nie lepiej jest w małych osiedlowych sklepikach, w warszawskich urzędach, w większości pubów, barów, restauracji.

Promotor ich pracy dr Piotr Olszewski wspomina międzynarodowy kongres w sprawie transportu osób niepełnosprawnych z 2001 r. - Odbywał się w Pałacu Kultury. Z tej okazji zrobiono tam podjazdy, windy. Jednak już nie poprawiono okolicy, bo organizatorzy wiedzieli, że uczestnicy konferencji będą busami podwożeni pod wejście. Minęło osiem lat, a tam nic się nie zmieniło. Pałac jest dostępny, ale jego najbliższa okolica już nie - stwierdza.

Autorzy pracy i ich promotor nie mogą pojąć, dlaczego nic nie dzieje się metrze, żeby poprawić bezpieczeństwo zwłaszcza niewidomych podróżnych. - Jak to możliwe, że do tej pory nie ma tam odpowiednich pasów z guzkami? - pytają. Pokazują zdjęcia zrobione w szanghajskim i paryskim metrze. Tam odpowiednie pasy z wypustkami "prowadzą" niewidomych od wyjścia z wagonu do windy.

Najlepiej ich zdaniem wypadają duże centra handlowe.

Przemek i Leszek nie tylko krytykują, ale też podsuwają rozwiązania. Obaj uważają, że często nie chodzi nawet o pieniądze - wystarczy dobrze rozplanować inwestycję. - No i przede wszystkim potrzebna jest zmiana mentalności osób decyzyjnych. My przed rozpoczęciem pisania magisterki też nie zdawaliśmy sobie sprawy z wielu rzeczy. Jednak przy każdym spotkaniu z niepełnosprawnymi coraz bardziej uświadamialiśmy sobie, jak ciężko jest im poruszać się po Warszawie - kończy Przemek.

Swoje prace wysłali już do biura polityki społecznej i biura drogownictwa i komunikacji w ratuszu. Czekają na jakąś odpowiedź.

Przeczytaj także: Wandale niszczą warszawskie autobusy na potęgę



Podziel się

  • Czy magisterka zmieni stolicę? cyjanek 27.01.09, 09:05

    Tak się zastanawiam... co mają Głusi do poruszania się po mieście? Przecież dla nich nie ma żadnych barier architektonicznych.A że są jednak wymienieni w temacie, ciekaw jestem, jakie »

  • Ktoś to musi powiedzieć: szkoda pieniędzy agent.orange 27.01.09, 14:36

    Ktoś to musi w końcu powiedzieć: szkoda pieniędzy na takie udogodnienia.Zgaduję, że jedna widna/dźwig to kilkadziesiąt tysięcy zł a użytek z tego będzieznikomy. Do tego bydło zniszczy i »

Najnowsze wiadomości z Warszawy