Kryzys w szarej strefie
09.02.2009
aktualizacja: 2009-02-09 19:36
- Na czarno też coraz trudniej o pracę - skarżą się nielegalni pracownicy ze Wschodu. - Oni będą teraz zarabiać mniej, ale zapotrzebowanie na nich może się jeszcze zwiększyć - mówi specjalista.
ZOBACZ TAKŻE
- Kryzys bije w złom i makulaturę (04-02-09, 02:00)
- Kryzys uderzy Warszawę w trzecim kwartale (03-02-09, 05:00)
- Kryzysowe spotkanie dyrektorów szpitali (30-01-09, 11:54)
- Kiełbasa przegoniła w Wólce Kosowskiej (20-02-09, 12:19)
- Kryzysowy bunt kupców w Wólce Kosowskiej (17-02-09, 12:00)
- Trwa dramat złotego i giełdy (17-02-09, 00:00)
- Całe Mazowsze napełni baki radnych województwa (10-02-09, 01:00)
- Antyfestiwale na czas kryzysu (03-02-09, 21:00)
Aleksiej jest Czeczenem. Pracuje nielegalnie na budowach. Do Polski przyjechał cztery lata temu. Często zagląda na nieoficjalną giełdę pracy koło dworca w Zielonce. - Ale ruch prawie żaden, a ja mam na utrzymaniu rodzinę - skarży się.
O 500 zł mniej za zlecenie
Robotnicy z nielegalnej giełdy twierdzą też, że zatrudnionym na czarno pracodawcy dają teraz mniejsze wynagrodzenie. Średnio nawet o 500 zł za zlecenie. - Zarabiam ok. 2,5 tys. zł miesięcznie. Kilka miesięcy temu było to 3,5 tys. za taką samą pracę - twierdzi Ukrainiec Anatolij. W Polsce przebywa od sześciu lat, od pięciu nielegalnie. Niedawno pracodawca mu podziękował, bo ciął koszty. - Pracę na razie mam. Pomagam starszej pani w remoncie mieszkania, ale to nie jest dobry dochód - opowiada.
Prawdopodobnie pojedzie dalej na Zachód. - Najpewniej Hiszpania lub Włochy. Znajomi tam są. Może mi coś znajdą - planuje.
- Wiesz, że produkcja w Hiszpanii spadła o ponad 20 proc.? - pytam.
- No i co? Na Ukrainie jest jeszcze gorzej niż tam, niż u was.
Aleksiej: - Zostaję w Polsce, gdzie mam jechać?
Anatolij ostatnio zrezygnował z wynajmowania pokoju. Będzie mieszkał u starszej pani w Zielonce dopóki nie kończy remontu jej domu. Potem jeśli załapie pracę na budowie, tez będzie też tam spał - na styropianie i w śpiworze.
Nie stać mnie też na Ukraińców
To, o czym mówią nielegalni pracownicy, potwierdzają właściciele niewielkich firm, które zatrudniały na czarno, zwykle Ukraińców. Pan Marek ma taką firmę budowlaną w Piasecznie. Wykonuje prace wykończeniowe w nowych budynkach. - Robię jako podwykonawca, a wtedy nikogo nie interesuje, czy ktoś u mnie pracuje legalnie, czy nie - tłumaczy.
W ciągu dwóch ostatnich miesięcy deweloperzy anulowali mu trzy zlecenia, bo wstrzymali budowy. Musiał zrezygnować z usług czterech pracowników zza Buga. - Żal mi ich, bo zdążyliśmy się polubić. Ukraińcy są sumienni i profesjonalni, ale nie mam zleceń. I tak płacę ludziom tyle, co kiedyś - mówi.
Szacuje, że w tym roku zarobi ok. 25 tys. mniej. Miał kupić nowe auto i mieszkanie na kredyt, ale już wie, że tego nie zrobi.
Sprzątaczki zawsze potrzebne
Sasza, 32-letni absolwent ekonomii uniwersytetu w Moskwie, do Polski przyjeżdża kilka razy w roku. Pomaga znaleźć zatrudnienie w różnych branżach "przyjaciołom" ze Wschodu. Taka usługa jest płatna. Ile? Tajemnica biznesowa.
Czy w kryzysie Sasza zrezygnuje z nielegalnego pośrednictwa pracy? - Nie, bo ciągle można na tym zarabiać. Są dwa zawody, w których zawsze potrzeba ludzi: sprzątaczki i prostytutki - wyjaśnia bez cienia zakłopotania. - Skupię się na tej pierwszej grupie, bo sutenerem nie chcę być.
Ukrainka Olga, która utrzymuje się ze sprzątania: - Koleżanki narzekają, że z pracą jest gorzej. Nasłuchałam się o tym kryzysie i sama zmniejszyłam stawkę z 50 zł do 40 zł.
W Polsce jest od miesiąca. Przejęła zlecenia od przyjaciółki, której wygasła wiza. W ostatnich dniach z jej usług zrezygnowały jednak dwie osoby. - To starsze panie. Powiedziały, że czasy niepewne i muszą oszczędzać - mówi. - Ale z tego co to zarobię, starczy mi na opłacenie studiów.
Wojciech Łukowski z Ośrodka Badań nad Migracjami Europejskimi Wydziału Nauk Ekonomicznych UW twierdzi, że kryzys nie zachwieje szarą strefą: - To najbardziej stabilny, choć nierejestrowalny, segment rynku. Teraz nielegalni pracownicy będą zarabiać mniej, ale jednocześnie zapotrzebowanie na siłę roboczą ze Wschodu może się nawet podnieść, bo jest tańsza. Powrót polskich emigrantów nie jest dla robotników ze Wschodu zagrożeniem, bo Polacy mają inne oczekiwania od pracodawcy.
O 500 zł mniej za zlecenie
Robotnicy z nielegalnej giełdy twierdzą też, że zatrudnionym na czarno pracodawcy dają teraz mniejsze wynagrodzenie. Średnio nawet o 500 zł za zlecenie. - Zarabiam ok. 2,5 tys. zł miesięcznie. Kilka miesięcy temu było to 3,5 tys. za taką samą pracę - twierdzi Ukrainiec Anatolij. W Polsce przebywa od sześciu lat, od pięciu nielegalnie. Niedawno pracodawca mu podziękował, bo ciął koszty. - Pracę na razie mam. Pomagam starszej pani w remoncie mieszkania, ale to nie jest dobry dochód - opowiada.
Prawdopodobnie pojedzie dalej na Zachód. - Najpewniej Hiszpania lub Włochy. Znajomi tam są. Może mi coś znajdą - planuje.
- Wiesz, że produkcja w Hiszpanii spadła o ponad 20 proc.? - pytam.
- No i co? Na Ukrainie jest jeszcze gorzej niż tam, niż u was.
Aleksiej: - Zostaję w Polsce, gdzie mam jechać?
Anatolij ostatnio zrezygnował z wynajmowania pokoju. Będzie mieszkał u starszej pani w Zielonce dopóki nie kończy remontu jej domu. Potem jeśli załapie pracę na budowie, tez będzie też tam spał - na styropianie i w śpiworze.
Nie stać mnie też na Ukraińców
To, o czym mówią nielegalni pracownicy, potwierdzają właściciele niewielkich firm, które zatrudniały na czarno, zwykle Ukraińców. Pan Marek ma taką firmę budowlaną w Piasecznie. Wykonuje prace wykończeniowe w nowych budynkach. - Robię jako podwykonawca, a wtedy nikogo nie interesuje, czy ktoś u mnie pracuje legalnie, czy nie - tłumaczy.
W ciągu dwóch ostatnich miesięcy deweloperzy anulowali mu trzy zlecenia, bo wstrzymali budowy. Musiał zrezygnować z usług czterech pracowników zza Buga. - Żal mi ich, bo zdążyliśmy się polubić. Ukraińcy są sumienni i profesjonalni, ale nie mam zleceń. I tak płacę ludziom tyle, co kiedyś - mówi.
Szacuje, że w tym roku zarobi ok. 25 tys. mniej. Miał kupić nowe auto i mieszkanie na kredyt, ale już wie, że tego nie zrobi.
Sprzątaczki zawsze potrzebne
Sasza, 32-letni absolwent ekonomii uniwersytetu w Moskwie, do Polski przyjeżdża kilka razy w roku. Pomaga znaleźć zatrudnienie w różnych branżach "przyjaciołom" ze Wschodu. Taka usługa jest płatna. Ile? Tajemnica biznesowa.
Czy w kryzysie Sasza zrezygnuje z nielegalnego pośrednictwa pracy? - Nie, bo ciągle można na tym zarabiać. Są dwa zawody, w których zawsze potrzeba ludzi: sprzątaczki i prostytutki - wyjaśnia bez cienia zakłopotania. - Skupię się na tej pierwszej grupie, bo sutenerem nie chcę być.
Ukrainka Olga, która utrzymuje się ze sprzątania: - Koleżanki narzekają, że z pracą jest gorzej. Nasłuchałam się o tym kryzysie i sama zmniejszyłam stawkę z 50 zł do 40 zł.
W Polsce jest od miesiąca. Przejęła zlecenia od przyjaciółki, której wygasła wiza. W ostatnich dniach z jej usług zrezygnowały jednak dwie osoby. - To starsze panie. Powiedziały, że czasy niepewne i muszą oszczędzać - mówi. - Ale z tego co to zarobię, starczy mi na opłacenie studiów.
Wojciech Łukowski z Ośrodka Badań nad Migracjami Europejskimi Wydziału Nauk Ekonomicznych UW twierdzi, że kryzys nie zachwieje szarą strefą: - To najbardziej stabilny, choć nierejestrowalny, segment rynku. Teraz nielegalni pracownicy będą zarabiać mniej, ale jednocześnie zapotrzebowanie na siłę roboczą ze Wschodu może się nawet podnieść, bo jest tańsza. Powrót polskich emigrantów nie jest dla robotników ze Wschodu zagrożeniem, bo Polacy mają inne oczekiwania od pracodawcy.
Przeczytaj także: Z dnia na dzień coraz gorzej z pracą
-
Kryzys w szarej strefie
sibeliuss
10.02.09, 08:46
Niestety będę niemiły. Nie jest mi żal szarej strefy, jeśli ktoś decyduje się na nielegalną pracę to musi brać pod uwagę, że będzie to partyzantka.0 tych ludzi nawet nie próbuje starać się o»
Najnowsze wiadomości z Warszawy
Najczęściej czytane24 htydzień
- Miał być ważny węzeł, ale zniknął. Gdzie jest Konotopa?
- Piątek na ulicach Warszawy [25.05.2012]
- Nowy punkt widokowy w Warszawie. Wyżej niż PKiN
- Reklamy na Euro. Która najbardziej obciachowa? [GŁOSUJ]
- Te budynki mogą powstać w Warszawie. Top 10
- Centrum tonie w reklamach. Najbrzydsze rondo w mieście?
- Masa Krytyczna: "My nie blokujemy ruchu"
- Te budynki mogą powstać w Warszawie. Top 10
- Nad Wisłą, na działkach. Tak wypoczywała Warszawa
- Co straszy, a co zachwyca w strefie kibica [RAPORT]
- Nie jedźcie tą autostradą. Węzeł Pruszków to pułapka
- Gigantyczna kara dla lekarza: bo nie wypełniał papierów
- Lotnisko bezradne wobec naciągaczy? Taksówkowy problem
- Wtorek na ulicach Warszawy [22.05.2012]




