Na Bielanach nie ma gdzie z dzidziusiem pójść

Grzegorz Szymanik
18.02.2009 aktualizacja: 2009-02-18 10:43
A A A Drukuj
Nowy klub dla mam na Bielanach przy ul. Cegłowskiej 39 Fot. Michał Mutor / AG
Burmistrz Bielan przemawiał, a dzieci zagłuszały go, strzelając z balonów. W takiej atmosferze wczoraj na Bielanach powstał kolejny Klub Mam.
- Każda sobie rzepkę skrobie! Nawet na placu zabaw albo w parku. Tylko patrzy na swoje i pilnuje.

- Koleżanki nie mają dzieci, więc nie rozmawiamy o Maciusiu. A ja mam potrzebę, żeby o nim gadać.

- Na Bielanach nie ma gdzie z dzidziusiem pójść. Nic, tylko próchnieć w domu i oglądać głupoty w telewizji.

- Raaaaafał! O Jezus Maria! Przewrócił się!

Na chwilę w sali, w której dwadzieścia mam czuwa nad dwadzieściorgiem berbeci, zapada cisza. Są tu m.in.: Joanna Leszczyńska-Kudłowicz - mama 2-letniego Rafała, pomysłodawczyni klubu, Ola - mama Helenki i Jasia, Katarzyna Martyn - mama Marlenki, Ola - mama Maćka, Agata - mama Alka, oraz Maja Gruszczyńska - która mamą będzie już niedługo. Pierwsze spotkanie klubu dobiega końca, mamy wymieniają się kontaktami i cały czas rozmawiają.

- Dziecko to szczęście - prawda. Urlop? Potrzebny. Ale ile można tak siedzieć?

- Przeczytałam artykuł o klubach mam. O tym, że i w Warszawie takie kluby już są: na Bemowie, na Ursynowie. Postanowiłam zadziałać. Zamieściłam ogłoszenie na forum "Gazety". Odezwało się kilka osób. Na początku spotykałyśmy się w herbaciarni, bez dzieci. Ale jak tak można bez dzieci? Nie można. Burmistrz wyciągnął pomocną dłoń. Znalazło się miejsce w Młodzieżowym Domu Kultury przy Cegłowskiej. Rozwiesiłyśmy plakaty. I poszło.

- Pomysł był taki, że to ma być klub rodzicielski. Że tatuśki też mają do nas przychodzić. Żaden nie przyszedł.

- Wiadomo. Tatuśki to teraz w pracy są.

- Będziemy się spotykać raz w tygodniu na dwie godziny.

- Wolałabym częściej. Codziennie!

- O, i żeby popołudniem. Żebym, jak wrócę do pracy, też mogła przychodzić.

- Alek, ty bekso!

- Przyszłam, żeby poznać inne mamy, bo niedługo sama będę mamą.

- Jest mnóstwo pomysłów. Zaprosimy gości, np. lekarzy pediatrów. Albo mamy "chustowe", które nauczą nas, jak wiązać chusty i jak nosić w nich dzieciaki. Chcemy włączyć się też w dzielnicowy projekt placyków dla dzieci, bo są w katastrofalnym stanie. Ostatnio na takim placu sobie nogę pocięłam.

- Bądźmy szczere! Przede wszystkim chcemy gadać, gadać i jeszcze raz gadać.

- O wszystkim. O tym, ile które zjadło, co powiedziało. Nawet jaką zrobiło kupkę.

- O kocykach, zabawkach, kaszkach.

- O książkach, filmach.

- I o mężach, oczywiście.

Przeczytaj także: Bielany krytykują korektę tras autobusów















Podziel się

  • Na Bielanach nie ma gdzie z dzidziusiem pójść mama_ww 18.02.09, 22:45

    A mi się marzy taki klub mamy, gdzie nie będzie trzeba klepać o kaszkach,kupach i osiągnięciach Felka - przecież wiadomo, że on i tak jestnajgenialniejszy na świecie, więc po co to »

Najnowsze wiadomości z Warszawy