Nowocześni sybiracy w sieci
03.03.2009
, aktualizacja: 03.03.2009 08:40
Muzeum Kresy-Syberia, ale bez gmachu i wielu etatów. Zawsze otwarte, dostępne dla wszystkich na świecie. Jak to możliwe? Muzeum będzie tylko wirtualne i mutlimedialne. Powstaje równocześnie na kilku kontynentach
ZOBACZ TAKŻE
- Muzeum Historii Polski dostało unikalne świadectwa Sybiraków (25-11-11, 09:00)
- Najpierw blokada, a potem korek z Żoliborza (03-03-09, 09:00)
- Muzeum Piłsudskiego ma już dyrektora (03-03-09, 07:00)
- Właściciel solarium stanie przed sądem (03-03-09, 07:00)
- Zamontowali progi, by po miesiącu je usunąć (03-03-09, 06:00)
- Z dzieckiem na mróz (02-03-09, 23:00)
Przyjechali z Australii. Działają od ośmiu lat. Nie interesują ich pomniki, ale losy ludzi.
- Jesteśmy potomkami sybiraków. Mówimy po polsku. O historii naszych dziadków dużo nie wiedzieliśmy. Rodzina na obczyźnie często o tym nie chciała mówić - opowiada urodzony w Kanadzie, ale zamieszkały w Sydney Stefan Wiśniowski, przewodniczący fundacji Kresy-Syberia z siedzibą w Warszawie.
Jego dziadek Lucjan został wywieziony z synem Zbigniewem (ojciec pana Stefana) do Archangielska.
- Mamy swoje dzieci. Chcemy przekazać im historię rodziny. Za granicą ludzie wiedzą o okropnościach II wojny światowej, o Holocauście, obozach koncentracyjnych czy bombardowaniu Pearl Harbour. Jednak co stało się z obywatelami polskimi na Wschodzie? O tym w szkołach poza Polską nie uczą - twierdzi Lucyna Artymiuk z działu programowego fundacji.
Jej prababcie, dwie ciocie-babcie i dwóch kuzynów ojca trafili do Kargowiny przy ujściu Dwiny i przeszło piekło.
Mają od 24 do 84 lat
Zaczynali w ośmioro, wrzucając do sieci zdjęcia i wspomnienia. Teraz jest już ich ok. 850 osób w Polsce, USA, Wielkiej Brytanii, Kanadzie, Australii, Nowej Zelandii i RPA.
Chcą badać, upamiętniać i upowszechniać wiedzę o "obywatelach polskich deportowanych, więzionych i zamordowanych przez sowiecki aparat represji w czasie II wojny światowej".
- Naszymi członkami są sybiracy - obywatele polscy, którzy zostali deportowaniu w czasie II wojny światowej w głąb ZSRR, byli więźniowie obozów pracy, żołnierze Armii gen. Andersa i ich rodziny - dzieci i wnuki. Mają od 24 do 84 lat, a nawet więcej - mówi Stefan Wiśniowski.
Sybiracy zapewniają, że mają poparcie dla swojego projektu wśród tak znanych osób, jak Anne Applebaum (napisała "Gułag" wyróżniony Nagrodą Pulitzera) czy prof. Norman Davies. Chlubią się wsparciem np. Ryszarda Kaczorowskiego, ostatniego prezydenta II RP na Uchodźstwie, prof. Zbigniewa Brzezińskiego, byłego doradcy prezydenta USA ds. bezpieczeństwa, Michaela Schudricha, naczelnego rabina Polski.
Zobaczcie: zwyciężyliśmy
Co udało się zrobić do tej pory? Przewodniczący Wiśniowski pokazuje w swoim komputerze: galeria ponad 5 tys. fotografii, Wirtualna Ściana Pamięci z nazwiskami ponad 1000 ofiar, baza danych z dokumentami.
- Ludzie szukają nazwisk krewnych, którzy zginęli na Wschodzie. Nie wiedzą, gdzie są pochowani albo nie mają żadnego grobu. Nasza baza im pomoże - mówi Lucyna Artymiuk.
- Na 70. rocznicę wkroczenia wojsk sowieckich na terytorium II RP, czyli 17 września 2009 r., chcemy mieć gotowych kilka wirtualnych sal muzeum - Życie na wielokulturowych Kresach przez II wojną światową, Atak nazistowsko-sowiecki na Polskę, Sowieckie aresztowania i deportacje (1940-41). Przedmowę ma dla nas napisać Norman Davies - zapowiada Stefan Wiśniowski.
Potomkom sybiraków marzy się pozytywny przekaz: - Zobaczcie: zwyciężyliśmy. Dzięki heroizmowi mojej babki czy ciotki, która cudem potrafiła utrzymać przy życiu mojego ojca na Syberii, ja teraz żyję i mam swoje dzieci - mówi Wiśniowski.
Jako że w muzeum ma się znaleźć aż kilkadziesiąt sal, a ktoś musi weryfikować i opracowywać kolejne dokumenty, zdjęcia i relacje do pracy, potrzebni są ludzie, no i pieniądze. - Do tej pory pracowaliśmy społecznie. Szukamy sponsorów, aby pomogli nam uruchomić muzeum. Chcemy udostępnić materiały, które dotąd zebraliśmy. Szukamy też kontaktów z historykami - zachęca pan Wiśniowski.
I zaprasza na stronę www.Kresy-Syberia.org
- Jesteśmy potomkami sybiraków. Mówimy po polsku. O historii naszych dziadków dużo nie wiedzieliśmy. Rodzina na obczyźnie często o tym nie chciała mówić - opowiada urodzony w Kanadzie, ale zamieszkały w Sydney Stefan Wiśniowski, przewodniczący fundacji Kresy-Syberia z siedzibą w Warszawie.
Jego dziadek Lucjan został wywieziony z synem Zbigniewem (ojciec pana Stefana) do Archangielska.
- Mamy swoje dzieci. Chcemy przekazać im historię rodziny. Za granicą ludzie wiedzą o okropnościach II wojny światowej, o Holocauście, obozach koncentracyjnych czy bombardowaniu Pearl Harbour. Jednak co stało się z obywatelami polskimi na Wschodzie? O tym w szkołach poza Polską nie uczą - twierdzi Lucyna Artymiuk z działu programowego fundacji.
Jej prababcie, dwie ciocie-babcie i dwóch kuzynów ojca trafili do Kargowiny przy ujściu Dwiny i przeszło piekło.
Mają od 24 do 84 lat
Zaczynali w ośmioro, wrzucając do sieci zdjęcia i wspomnienia. Teraz jest już ich ok. 850 osób w Polsce, USA, Wielkiej Brytanii, Kanadzie, Australii, Nowej Zelandii i RPA.
Chcą badać, upamiętniać i upowszechniać wiedzę o "obywatelach polskich deportowanych, więzionych i zamordowanych przez sowiecki aparat represji w czasie II wojny światowej".
- Naszymi członkami są sybiracy - obywatele polscy, którzy zostali deportowaniu w czasie II wojny światowej w głąb ZSRR, byli więźniowie obozów pracy, żołnierze Armii gen. Andersa i ich rodziny - dzieci i wnuki. Mają od 24 do 84 lat, a nawet więcej - mówi Stefan Wiśniowski.
Sybiracy zapewniają, że mają poparcie dla swojego projektu wśród tak znanych osób, jak Anne Applebaum (napisała "Gułag" wyróżniony Nagrodą Pulitzera) czy prof. Norman Davies. Chlubią się wsparciem np. Ryszarda Kaczorowskiego, ostatniego prezydenta II RP na Uchodźstwie, prof. Zbigniewa Brzezińskiego, byłego doradcy prezydenta USA ds. bezpieczeństwa, Michaela Schudricha, naczelnego rabina Polski.
Zobaczcie: zwyciężyliśmy
Co udało się zrobić do tej pory? Przewodniczący Wiśniowski pokazuje w swoim komputerze: galeria ponad 5 tys. fotografii, Wirtualna Ściana Pamięci z nazwiskami ponad 1000 ofiar, baza danych z dokumentami.
- Ludzie szukają nazwisk krewnych, którzy zginęli na Wschodzie. Nie wiedzą, gdzie są pochowani albo nie mają żadnego grobu. Nasza baza im pomoże - mówi Lucyna Artymiuk.
- Na 70. rocznicę wkroczenia wojsk sowieckich na terytorium II RP, czyli 17 września 2009 r., chcemy mieć gotowych kilka wirtualnych sal muzeum - Życie na wielokulturowych Kresach przez II wojną światową, Atak nazistowsko-sowiecki na Polskę, Sowieckie aresztowania i deportacje (1940-41). Przedmowę ma dla nas napisać Norman Davies - zapowiada Stefan Wiśniowski.
Potomkom sybiraków marzy się pozytywny przekaz: - Zobaczcie: zwyciężyliśmy. Dzięki heroizmowi mojej babki czy ciotki, która cudem potrafiła utrzymać przy życiu mojego ojca na Syberii, ja teraz żyję i mam swoje dzieci - mówi Wiśniowski.
Jako że w muzeum ma się znaleźć aż kilkadziesiąt sal, a ktoś musi weryfikować i opracowywać kolejne dokumenty, zdjęcia i relacje do pracy, potrzebni są ludzie, no i pieniądze. - Do tej pory pracowaliśmy społecznie. Szukamy sponsorów, aby pomogli nam uruchomić muzeum. Chcemy udostępnić materiały, które dotąd zebraliśmy. Szukamy też kontaktów z historykami - zachęca pan Wiśniowski.
I zaprasza na stronę www.Kresy-Syberia.org
Przeczytaj także: Aresztowani za skimming. Ukradli 700 tys. zł
Najnowsze wiadomości z Warszawy

Nie tylko dla majsterkowiczów. Poszukujemy księgowych!
Tu księgowy nie jest tylko zwykłym księgowym przetwarzającym dane. Jest konsultantem i doradcą, który podpowiada klientom korzystne rozwiązania...




