Wczoraj stara biblioteka UW zmieniła się w oblężony gabinet zabiegowy. W holu stało kilkadziesiąt osób. Ludzie wypełniali specjalne ankiety, dopytywali, czy pobranie szpiku boli. Na końcu kolejki, na kilku taboretach siedzieli studenci z zaciśniętymi kciukami. Pielęgniarki pobierały im krew do badań. - Właśnie zapisałam się do bazy dawców szpiku kostnego. Świadomość, że możesz komuś pomóc, to miłe uczucie. Polecam wszystkim - cieszyła się tuż po pobraniu krwi Katarzyna Jaruga z drugiego roku polonistyki. - Skontaktują się ze mną, kiedy znajdą biorcę. To może być za tydzień, za rok, a może nigdy. Ale najważniejsze, że moje dane są w bazie - mówiła.
Spontaniczną akcję "Podziel się szpikiem. Spełnij życzenie Agaty" zorganizowało Akademickie Stowarzyszenie Katolickie Soli Deo. Studentów zainspirowała historia zmarłej w zeszłym roku siatkarki Agaty Mróz. Wolontariusze stowarzyszenia i fundacji Przeciwko Leukemii biegali między przyszłymi dawcami i odpowiadali na wszystkie pytania: jak wygląda pobieranie szpiku, czy przyjmowanie jakichś lekarstw dyskwalifikuje kogoś od bycia dawcą.
- Bałem się, że nikt nie przyjdzie, a tu cały czas ściągają nowi studenci. Wszyscy chcą zostać dawcami szpiku kostnego. Nie przeraża ich nawet to, że muszą stać w tej ogromnej kolejce - zachwalał Karol Wyszyński z Soli Deo, student stosunków międzynarodowych. - Ten widok jest budujący. Ludzie oddają cząstkę siebie. Ten gest może uratować komuś życie.
Na pytania odpowiadał też Tomek Arasimowicz z Wyższej Szkoły Informatyki Stosowanej i Zarządzania. Ostatnio oddał swój szpik do przeszczepu. - Dawcą zostałem trochę przez przypadek. To był impuls. Oddawałem krew i pielęgniarka zapytała, czy przy okazji nie chcę zapisać się do specjalnej bazy. Zrobiłem to i nawet o tym nie myślałem. Nagle po dwóch latach telefon: jest biorca. Potrzebują mojego szpiku - opowiadał. Tomek w grudniu miał dwa bezbolesne zabiegi, które przypominają dializowanie nerek. - A ostatnio dowiedziałem się, że biorca przeżył przeszczep szpiku i wygląda na to, że wszystko jest na dobrej drodze. To niesamowite uczucie.
Mimo że akcja miała skończyć się o godz. 15, chętni przychodzili cały czas. W końcu trzeba było zamknąć kolejkę. - Zainteresowanie przeszło nasze najśmielsze oczekiwania - z niedowierzaniem w głosie Karol Wyszyński podsumował akcję. - Pierwszy raz zorganizowaliśmy coś takiego, ale na pewno nie ostatni. W Niemczech mają 3 miliony dawców, w Polsce jest ich 40 tys.
Jak zostać dawcą, można się dowiedzieć na stronie:
www.leukemia.pl .
Przeczytaj także: Student UW zmienia świat w Tanzanii