Student ranny w metrze już w Warszawie

Grzegorz Miecznikowski
20.03.2009 aktualizacja: 2009-04-05 22:05
A A A Drukuj
Filip razem ze swoim tatą Andrzejem Fot. Robert Kowalewski / AG
Niewidomy student, który 17 września ubiegłego roku wpadł pod pociąg metra, jest już w Polsce. W piątek spotkał się z przyjaciółmi i znajomymi.

Przeczytaj także blog Filipa Zagończyka





Filip, 23-letni niewidomy student dziennikarstwa, spędził ponad pół roku na leczeniu w szwajcarskiej klinice w Zurychu. Trafił tam po tym, gdy 17 września na stacji Centrum wpadł pod pociąg metra. Mimo starań szwajcarskich lekarzy nie udało się uratować jego prawej nogi - dostał protezę. Wygrana za to została walka o lewą nogę, która została zainfekowana bakterią grożącą amputacją. Udało się ją zwalczyć za pomocą silnych antybiotyków.

Podczas wczorajszego spotkania Polskie Stowarzyszenie Byłych Piłkarzy podarowało Filipowi drukarkę brajlowską. Kupiono ją za pieniądze uzbierane podczas charytatywnego meczu rozegranego w listopadzie pod Pałacem Kultury.

Piłkarze zainteresowali się losem niewidomego studenta, bo jego ojciec grał w klubie Skra, a teraz występuje w konstancińskiej drużynie oldbojów. - Mamy nadzieję, że ta drukarka pomoże realizować pasję Filipa - naukę języków obcych i pisanie. Za tydzień przekażemy jeszcze specjalny skaner - mówi Witold Lisiecki ze stowarzyszenia.

Filip ucieszył się z prezentu. - Jeszcze nic nie powiem, bo nie wiem, jak to do końca obsługiwać. Muszę nauczyć się obsługi specjalnego programu. Nie chcę, żeby nagle wyskoczyły mi chińskie znaczki, bo tego języka akurat nie znam - żartował.

Od wypadku w metrze to pierwsza wizyta Filipa w domu. - Mam mieszane uczucia. Teraz z powodu niesprawności nie wszystkie kąty są dla mnie teraz dostępne. Nie wejdę sam do mojego pokoju na piętrze - zwierzał się. Filip opowiadał też o tym, co mu się w Zurychu podobało, a co nie. - Najbardziej tęskniłem za schabowymi i pomidorówką. Szwajcarzy mają swoje diety, które nie przypadły mi do gustu - śmiał się.

Za trzy miesiące Filip będzie musiał jeszcze wrócić do kliniki w Zurychu. - Wyjmą mi stabilizator z kości i przejdę badania kontrolne - tłumaczy. Potem czeka go jeszcze żmudna rehabilitacja, która może potrwać nawet pół roku. - Dam radę. Nie wyobrażam sobie, żebym mógł spędzić życie na wózku. Teraz moim priorytetem jest odzyskanie pełnej sprawności - zapewnia.

Filip Zagończyk wpadł pod metro, bo nie wyczuł końca peronu. Na świecie brzegi peronów oznacza się pasem płyt z wypustkami. W warszawskim metrze ich nie ma. Zresztą do dziś, choć od wypadku Filipa minęło już ponad pół roku. Władze Metra Warszawskiego twierdzą, że ta wydawałoby się prosta inwestycja wymaga mnóstwa uzgodnień i opracowania specjalnych standardów.

Przeczytaj także: Student ranny w metrze apeluje do prezydenta





Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy