Domowa fabryka potworów

Grzegorz Miecznikowski
27.03.2009 aktualizacja: 2009-03-30 16:54
A A A Drukuj
Na kanapie pani Elżbiety rozpychają się 'stworzaki' - mrukotki, brzydule i lusterniki Fot. Bartosz Bobkowski / AG
180 "wymyśleńców" przypatruje się z każdego kąta. W ochockim mieszkaniu-galerii Ewy Adamskiej napotkamy "lusterniki", "smoki, "smętki", "brzydule". Zgrupowaniem pluszowych monstrów dowodzi dwumetrowy Generał Serce
- Na emeryturze mam więcej czasu, żeby realizować swoje pasje. Najpierw wymyślam postać. Potem ją kształtuję. Dopóki nie wygląda perfekcyjnie, nie uważam, że mogę ją oddać - opowiada Ewa Adamska.

Pani Ewa zajmuje się projektowaniem i wykonywaniem maskotek od dwóch lat. Skończyła studia polonistyczne. Przez kilkanaście lat pracowała jako pedagog. Potem wyjechała do Chicago, gdzie współpracowała z pismami polonijnymi - "Panoramą" i "Alfą". Tam też wydała kilka tomików poezji, zbiorków opowiadań i dwie powieści "Kochaj i wróć" oraz "Czarno na białym".

- Za coś trzeba też żyć, także na emeryturze. Pochodzę z rodziny artystycznej i zawsze ciągnęło mnie w tym kierunku. Jako pedagożka uwielbiam dzieci. Teraz mogę połączyć obie pasje - tłumaczy pani Ewa.

Na tapczanie w sypialni wystawione są koty, laleczki - Chinki, Murzynki, Pięknisie. Na fotelach leżą "lusterniki" - kwadratowe poduchy z lustrami zamiast oczu, które mają nogi długie jak macki ośmiornicy. Największe wrażenie robi siedzący przy drzwiach czerwony Smok Kwiatożer z długim ogonem i skrzydłami, wykończonymi motywami kwiatowymi. Na szafie miejsce znalazło sobie niebieskie "Rybie monstrum" - haftowane łuski i doszyte cekiny sprawiają, że wygląda jak bajkowy król Bałtyku.

Jest też "Generał Serce". - To on tutaj wszystkimi rządzi - śmieje się pani Adamska. Generał ma prawie 2 m wzrostu, pomarańczową skórę, T-shirt moro i naszyte na niego wielkie serce. Siedzi w kącie pokoju, przyglądając się innym "stworzakom". W kuchni wystawione są Mrukotki, a w garderobie pani Ewy ulokowały się wszystkie "brzydule" - pocieszne, acz trochę zdeformowane dziewczynki.

Wszystkie maskotki są kolorowe i wyraziste, żadna się nie powtarza. Każdy detal jest wypracowany - haftowane pończochy, paznokcie ze skóry, ręcznie naszywane ozdoby.

Mieszkanie przypomina bardziej animowaną "Fabrykę potworów" niż dom starszej pani.





- Nie chciałam robić zwyczajnych zabawek dla dzieci, tylko takie, które rozbudzą ich wyobraźnię. Są więc zabawki bardzo kolorowe i bardziej mroczne - mówi Ewa Adamska.

Docenili to recenzenci wystawy w Teatrze Lalka pt. "Wymyśleńce", gdzie można było oglądać pracę pani Ewy jakiś czas temu. Dopóki działała galeria Melina, prace pani Ewy można było tam oglądać.

- Dobrze chyba się stało, że zaczynam sprzedawać na własną rękę. We wszystkich galeriach była podwójna przebitka cenowa na produkty. Bo kto kupi pluszaka, nawet najładniejszego, za 120 zł - wyjaśnia.

Maskotki u pani Ewy kosztują od 30 zł do nawet 400 zł. Za Mrukotki zapłacimy od 30 do 80 zł, "lustrzaki" kosztują ok. 50 zł, "brzydule" i lalki do 80 zł.

- Wszystko zależy od tego, która to. Te średnie nie kosztują więcej niż 80 zł. Natomiast Generał albo Kwiatożer są dużo droższe. Mają kilka warstw, potrójne wypełnienie specjalnym pluszem - wyjaśnia. I dodaje: - Cena innych "wymyśleńców" to kwestia indywidualnego dogadania się. Musi mi się zwrócić za materiały, bo używam tych najdroższych i najbardziej wytrzymałych.

Żeby kupić prace Ewy Adamskiej, można umówić się na wizytę e-mailowo pod adresem itatyx@wp.pl lub telefonicznie pod numerem 022 406 02 41 lub 510 255 009.

Przeczytaj także: Po 10 latach na rynek wraca Joanna Klimas - znana projektantka





Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy