Koczują w namiocie przed własnym domem
30.03.2009
aktualizacja: 2009-03-29 20:45
Cały weekend pod gołym niebem spędzili mieszkańcy kamienicy przy ul. Wiertniczej 91, która pęka. - Dopóki inspektor nadzoru budowlanego nie pozwoli nam wrócić do domu, będziemy tak mieszkać - mówi Elżbieta Dolińska, właścicielka budynku.
ZOBACZ TAKŻE
- Praska kamienica w strachu przed eksmisją (26-03-09, 08:00)
- Katastrofalna ekspertyza kamienicy (25-03-09, 10:00)
- Trawnik między blokami staje się luksusem (25-03-09, 08:00)
- Z widokami i robakami - blokowiska z PRL (24-03-09, 09:00)
- Kamienicznik nie może pozbyć się lokatorów (19-02-09, 08:00)
- Kamienica dyrektorów i generałów przy Wiśniowej (13-03-09, 16:00)
Kamienica stanowi zagrożenie budowlane - ocenił powiatowy inspektor nadzoru budowlanego i nakazał jej mieszkańcom opuścić dom. Ci odmówili przeprowadzenia się do lokali socjalnych, które na czas remontu chciały zagwarantować władze Wilanowa. - Nie będziemy mieszkać w baraku, w którym bieżącej wody brakuje - denerwowali się mieszkańcy budynku.
O sprawie pisaliśmy w sobotnim wydaniu "Gazety". W piątek o północy minął ostateczny termin, kiedy osiem osób miało opuścić zagrożoną kamienicę. Przeprowadzili się na podwórko i do komórki stojącej na posesji. Rozstawili namiot i kuchenkę elektryczną. Obok stanął stół i krzesła. Są szklanki, talerze i sztućce. - Kuchenka sprawdza się doskonale - mówi Elżbieta Dolińska, współwłaścicielka nieruchomości, która mieszka tam od urodzenia. - W sobotę ugotowałam rosół, dziś będą kiełbaski z grilla i może placki ziemniaczane. Co możemy innego zrobić? Wykonaliśmy nakaz, bo nie stać nas na płacenie grzywny - rozkłada ręce.
Dom przy Wiertniczej zaczął pękać, kiedy na sąsiedniej działce ruszyła budowa kameralnego apartamentowca. Inwestor wprawdzie zabezpieczył starą kamienicę, jednak kiedy na teren budowy wjechał ciężki sprzęt, w mieszkaniach po lewej stronie budynku przy Wiertniczej 91 zaczęły pękać ściany. Budowa apartamentowca została wstrzymana, mieszkańcy kamienicy zostali zobowiązani do natychmiastowej wyprowadzki.
- Nie wyprowadzimy się, nie mamy gdzie - mówią właściciele domu. W czwartek wezwali fachowców, którzy zabezpieczyli stropy przed zawaleniem. W zagrożonej części domu stanęły metalowe belki. Właściciele uważają, że to pozwala im na bezpieczne przebywanie w budynku. - Przecież chcemy mieszkać w drugiej części domu, tam nic się nie dzieje, ściany są całe - przekonuje Dolińska.
Alina Celińska, zastępca powiatowego inspektora nadzoru budowlanego, nie wyklucza, że to możliwe. - Jeśli tylko właściciele dostarczą nam ekspertyzę, która to potwierdzi, nic nie stanie na przeszkodzie, by nakaz wyprowadzki cofnąć - mówi.
Obowiązek wykonania ekspertyzy spoczywa na właścicielach - tak rozstrzygają przepisy. Mieszkańcy jednak mówią, że ich na to nie stać. Z powodu zagrożenia budowlanego musieli zamknąć sklep spożywczy, który był w tym budynku, jedyne źródło ich dochodów. Koszt ekspertyzy to kilkanaście tysięcy złotych. - Wzięliśmy kredyt na zabezpieczenie stropów, kolejnego nie weźmiemy, bo jesteśmy bez pracy i nikt nam pieniędzy nie pożyczy - płacze Dolińska.
O sprawie pisaliśmy w sobotnim wydaniu "Gazety". W piątek o północy minął ostateczny termin, kiedy osiem osób miało opuścić zagrożoną kamienicę. Przeprowadzili się na podwórko i do komórki stojącej na posesji. Rozstawili namiot i kuchenkę elektryczną. Obok stanął stół i krzesła. Są szklanki, talerze i sztućce. - Kuchenka sprawdza się doskonale - mówi Elżbieta Dolińska, współwłaścicielka nieruchomości, która mieszka tam od urodzenia. - W sobotę ugotowałam rosół, dziś będą kiełbaski z grilla i może placki ziemniaczane. Co możemy innego zrobić? Wykonaliśmy nakaz, bo nie stać nas na płacenie grzywny - rozkłada ręce.
Dom przy Wiertniczej zaczął pękać, kiedy na sąsiedniej działce ruszyła budowa kameralnego apartamentowca. Inwestor wprawdzie zabezpieczył starą kamienicę, jednak kiedy na teren budowy wjechał ciężki sprzęt, w mieszkaniach po lewej stronie budynku przy Wiertniczej 91 zaczęły pękać ściany. Budowa apartamentowca została wstrzymana, mieszkańcy kamienicy zostali zobowiązani do natychmiastowej wyprowadzki.
- Nie wyprowadzimy się, nie mamy gdzie - mówią właściciele domu. W czwartek wezwali fachowców, którzy zabezpieczyli stropy przed zawaleniem. W zagrożonej części domu stanęły metalowe belki. Właściciele uważają, że to pozwala im na bezpieczne przebywanie w budynku. - Przecież chcemy mieszkać w drugiej części domu, tam nic się nie dzieje, ściany są całe - przekonuje Dolińska.
Alina Celińska, zastępca powiatowego inspektora nadzoru budowlanego, nie wyklucza, że to możliwe. - Jeśli tylko właściciele dostarczą nam ekspertyzę, która to potwierdzi, nic nie stanie na przeszkodzie, by nakaz wyprowadzki cofnąć - mówi.
Obowiązek wykonania ekspertyzy spoczywa na właścicielach - tak rozstrzygają przepisy. Mieszkańcy jednak mówią, że ich na to nie stać. Z powodu zagrożenia budowlanego musieli zamknąć sklep spożywczy, który był w tym budynku, jedyne źródło ich dochodów. Koszt ekspertyzy to kilkanaście tysięcy złotych. - Wzięliśmy kredyt na zabezpieczenie stropów, kolejnego nie weźmiemy, bo jesteśmy bez pracy i nikt nam pieniędzy nie pożyczy - płacze Dolińska.
Przeczytaj także: Dramat w kamienicy przy Wiertniczej 91
Najnowsze wiadomości z Warszawy
Najczęściej czytane24 htydzień
- Te budynki mogą powstać w Warszawie. Top 10
- Nocna jazda przez miasto. W przebraniu Dody i Supermana
- Nie jedźcie tą autostradą. Węzeł Pruszków to pułapka
- Bazar przy Stadionie Narodowym zostaje na Euro
- Co straszy, a co zachwyca w strefie kibica [RAPORT]
- Zabójca niemieckich turystów wystrzelił 5 kul
- Ratusz ujawnił umowy. Przestraszyli się dopiero grzywny
- Te budynki mogą powstać w Warszawie. Top 10
- Nad Wisłą, na działkach. Tak wypoczywała Warszawa
- Co straszy, a co zachwyca w strefie kibica [RAPORT]
- Nie jedźcie tą autostradą. Węzeł Pruszków to pułapka
- Gigantyczna kara dla lekarza: bo nie wypełniał papierów
- Lotnisko bezradne wobec naciągaczy? Taksówkowy problem
- Wtorek na ulicach Warszawy [22.05.2012]




