Ile za wieżowiec, ile za chodnik na pl. Defilad

Iwona Szpala
03.04.2009 aktualizacja: 2009-04-03 08:39
A A A Drukuj
Plac Defilad Fot. Anna Bedyńska / AG
Zaczęły się negocjacje ze spadkobiercami przedwojennych właścicieli gruntów na pl. Defilad w Warszawie. Pierwsza oferta ratusza trafiła do rodzin, które mają roszczenia m.in. do terenu pod planowanym Muzeum Sztuki Nowoczesnej.
Jak mówi Jakub Rudnicki, wiceszef miejskiego biura nieruchomości, to początek wielkiego porządkowania pl. Defilad. W marcu ekipa PO pokazała autorską koncepcję zagospodarowania ścisłego centrum. To kolejna wizja, poprzednia z czasów PiS poszła do szuflady. Na uchwalenie planu stołeczni samorządowcy dają sobie rok.

Priorytet to ułożenie się z przedwojennymi właścicielami działek na pl. Defilad, który przed wojną był pokryty siatką ulic. - Załatwienie roszczeń jest jedyną gwarancją, że to, co narysują planiści i przegłosują radni, powstanie w sensownej perspektywie czasowej - uważa dyr. Rudnicki.

Dotąd tzw. mała reprywatyzacja, którą od 1996 r. prowadziły kolejne ekipy polityczne rządzące Warszawą, szerokim łukiem omijała pl. Defilad. Grunty i kamienice wracały do prywatnych właścicieli, a w ścisłym otoczeniu Pałacu Kultury nie działo się nic. O skali roszczeń krążyły zaś legendy.

Tabu przełamał dopiero zwrot działki u zbiegu Marszałkowskiej i Świętokrzyskiej, którą w 2008 r. po 14 latach starań odzyskał Tadeusz Koss. Kolejnymi, którzy usiedli do rozmów z miastem, są spadkobiercy działek pod planowanym parkingiem podziemnym i Muzeum Sztuki Nowoczesnej. Sukces negocjacji to dla ratusza priorytet. Gmach projektu Christiana Kereza to na razie jedyna pewna inwestycja na pl. Defilad. Przedwojenni właściciele mają tam prawo do blisko 1 tys. m kw.

W ratuszu nie kryją, że emocje mogą być duże, podobnie jak pieniądze, które przyjdzie zapłacić miastu za jeden z cenniejszych terenów inwestycyjnych.

- Mimo kryzysu na rynku nieruchomości ceny na pl. Defilad są bardzo wysokie. Metr kwadratowy jest warty między 4 a 4,5 tys. euro - ocenia Tadeusz Koss, wiceprezes warszawskiego Zrzeszenia Właścicieli Nieruchomości.

- Szczegółów naszej oferty, rzecz jasna, zdradzić nie mogę - mówi Jakub Rudnicki. - Mieliśmy pierwsze spotkanie. To, że spadkobiercy są zainteresowani rozmowami, uważam za dobrą prognozę.

Konkrety mają przyjść dość szybko: do czerwca ratuszowy geodeta odtworzy na mapie przedwojenne granice działek, co jest warunkiem zwrotu. Kolejny ruch to odkupienie gruntów od spadkobierców (w sumie to cztery rodziny). - Czyli czas na kolejną, już bardziej konkretną część rozmów - zapowiada Jakub Rudnicki.

Na tym sprawa się nie kończy. - Na pl. Defilad jest 16 udokumentowanych, czyli bezspornych roszczeń - informuje Tadeusz Koss. - Liczba dojdzie do 30 i będą niespodzianki.

Koss twierdzi, że informacja o planach inwestycyjnych w zablokowanym dotąd ścisłym centrum Warszawy zachęciła kolejnych, "uśpionych" dotąd spadkobierców. - Po sygnale, że miasto skupuje roszczenia, zrobił się ruch na rynku - mówi Koss. - Miałem sporo telefonów z pytaniem, "czy sprzedawać" i "za ile". O stracone nieruchomości zamierzają się starać ludzie z bardzo dalekich zakątków globu. W lecie przylatuje tu pewien dżentelmen z Argentyny.

Faktycznego zainteresowania zwrotami na pl. Defilad ratusz może się spodziewać po uchwaleniu planu zagospodarowana. - Na razie ludzie się nie ujawniają. Postawmy sprawę uczciwie: cena, za którą będą skłonni pozbyć się nieruchomości, będzie zależała od zapisów planu - uważa Tadeusz Koss. - Bo sprzedać działkę pod chodnik, a pod wieżowiec to zasadnicza finansowa różnica.

Przeczytaj także: Koniec mitu o krzemowej dolinie w krzakach



Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy