Dwie godziny absurdu w Warszawie
05.04.2009
aktualizacja: 2009-04-05 19:07
"Dajemy"- krzyknął ktoś w tłumie przed stacją metra. I nieoczekiwanie dla przechodniów stuosobowy tłum rozpoczął bitwę na poduszki. Nieco później inna grupa rozpyliła chmurę zapachów na dworcu.
ZOBACZ TAKŻE
- Fenomen flash mobu nad Wisłą (29-06-09, 13:40)
- Gorące noce w Willi Żoliborz (05-04-09, 19:19)
- Co tu się dzieje? Zamiast iść na spacer do lasu, przyszli z poduszkami! - dziwił się pan ze stoiska z okularami przeciwsłonecznymi przed wejściem do stacji metra Centrum. W sobotę na rozgrzanym słońcem placu zebrał się stuosobowy tłum. Ludzie stali z wielkimi, różowymi poduchami pod pachą albo małymi jaśkami w dłoni, niektórzy mieli plastikowe hełmy lub różowe pluszowe uszy. Poza tym było jak zwykle, koncert dawał "indiański" zespół.
- 13.59! - wrzasnął brodacz w bejsbolówce. Poduszki uniosły się. - Dajemy! - znowu ktoś wrzasnął. Rozpoczęła się bitwa. Techniki walki bardzo różne - uderzenia na oślep, z boku albo z góry. Po kilku minutach jedna z poduszek pękła - w powietrze wystrzeliła chmura pierza. Walczący wydali jęk radości i z jeszcze większym zapamiętaniem zadawali ciosy.
Przechodnie przebiegali chyłkiem, zdziwieni przystawali. - O Matko Boska! Znowu coś wymyślili! - wykrzyknęła pani w średnim wieku. - To jest stolica Polski właśnie - brud, smród i ubóstwo - komentował stojący obok mężczyzna.
Zobacz galerię zdjęć z walki na poduszki w Warszawie
Po 20 minutach walki tłum brodził w białym puchu i porzuconych poszewkach. - Stop! - ktoś znowu krzyknął. Tłum radośnie odkrzyknął, a poduszki poleciały w powietrze. Mokrzy, dyszący uczestnicy zabrali się do zbierania pierza. Tak wyglądała warszawska edycja Międzynarodowego Dnia Walki na Poduszki. W ponad stu miastach na świecie odbywały się podobne bitwy. Inicjatorem jest amerykański Urban Playground Movement - grupa, która dzięki happeningom chce odciągnąć ludzi od biernego, konsumpcyjnego i samotnego spędzania czasu.
Warszawscy poduszkowcy nie reprezentowali żadnej organizacji, skrzyknęli się przez internet. Podczas gdy upychali resztki pierza do worków na śmieci, przy Pałacu Kultury kłębił się inny tłum zwołany przez grupę Do It 4 Fun. Każdy dostawał białą maseczkę, biały fartuch i odświeżacz powietrza w spreju. Za chwilę pójdą na Dworzec Centralny. - Akcję nazwaliśmy "Fresh mob" - chcemy odświeżyć powietrze na dworcu. To żywioł! - ekscytował się organizator Marcin Frej. I dodał poważniej: - Wszystko jest legalne - mamy zgodę Biura Bezpieczeństwa i Zarządzania Kryzysowego. Uprzedzona jest policja.
Punktualnie o 15.50 dworcowa hala główna wypełniła się tłumem w fartuchach i maskach, ze sprejami wymierzonymi w górę. Wnętrze spowiła chmura o jabłkowo-morsko-leśnym zapachu. Po 6 minutach uczestnicy akcji zaczęli się rozchodzić. W hali zostali pasażerowie z przytkniętymi do twarzy chusteczkami, niektórzy kaszlący od natężenia zapachu. - Dostaliśmy ok. dziesięciu skarg od podróżnych. Być może my też złożymy skargę do urzędu miasta - mówi jeden z pracowników Agencji Ochrony "Zubrzycki" pilnującej dworca.
W hali głównej został też chłopak z czarną teczką i wymalowanym na niej napisem: "Komercyjny Flash Mob - wstyd i hańba!". - To nie był prawdziwy flash mob. Gadżety, których używali uczestnicy, były ufundowane przez jedną z firm komórkowych. To niezgodne z zasadami tej zabawy - ona ma być niekomercyjna i niesponsorowana - burzy się Marek, który przyszedł specjalnie, żeby wyrazić swój sprzeciw. Co na to organizatorzy? Marcin Frej: - Powiedzieliśmy jasno, że to nie jest prawdziwy flash mob. Nas samych nie byłoby stać, żeby wszystkie te gadżety sfinansować z własnej kieszeni.
Zobacz galerię zdjęć z akcji Fresh mob
Wcześniej jego grupa organizował podobne akcje, które nie są flash mobem, ale wariacją na temat. Jedna z nich miała nazwę Fake Flash mob Day (Dzień Fałszywego Flash moba). Jej uczestnicy chodzili po mieście i na komendę wykonywali dziwne czynności, np. padali na ziemię albo bili pokłony przed Pałacem Prezydenckim.
- 13.59! - wrzasnął brodacz w bejsbolówce. Poduszki uniosły się. - Dajemy! - znowu ktoś wrzasnął. Rozpoczęła się bitwa. Techniki walki bardzo różne - uderzenia na oślep, z boku albo z góry. Po kilku minutach jedna z poduszek pękła - w powietrze wystrzeliła chmura pierza. Walczący wydali jęk radości i z jeszcze większym zapamiętaniem zadawali ciosy.
Przechodnie przebiegali chyłkiem, zdziwieni przystawali. - O Matko Boska! Znowu coś wymyślili! - wykrzyknęła pani w średnim wieku. - To jest stolica Polski właśnie - brud, smród i ubóstwo - komentował stojący obok mężczyzna.
Zobacz galerię zdjęć z walki na poduszki w Warszawie
Po 20 minutach walki tłum brodził w białym puchu i porzuconych poszewkach. - Stop! - ktoś znowu krzyknął. Tłum radośnie odkrzyknął, a poduszki poleciały w powietrze. Mokrzy, dyszący uczestnicy zabrali się do zbierania pierza. Tak wyglądała warszawska edycja Międzynarodowego Dnia Walki na Poduszki. W ponad stu miastach na świecie odbywały się podobne bitwy. Inicjatorem jest amerykański Urban Playground Movement - grupa, która dzięki happeningom chce odciągnąć ludzi od biernego, konsumpcyjnego i samotnego spędzania czasu.
Warszawscy poduszkowcy nie reprezentowali żadnej organizacji, skrzyknęli się przez internet. Podczas gdy upychali resztki pierza do worków na śmieci, przy Pałacu Kultury kłębił się inny tłum zwołany przez grupę Do It 4 Fun. Każdy dostawał białą maseczkę, biały fartuch i odświeżacz powietrza w spreju. Za chwilę pójdą na Dworzec Centralny. - Akcję nazwaliśmy "Fresh mob" - chcemy odświeżyć powietrze na dworcu. To żywioł! - ekscytował się organizator Marcin Frej. I dodał poważniej: - Wszystko jest legalne - mamy zgodę Biura Bezpieczeństwa i Zarządzania Kryzysowego. Uprzedzona jest policja.
Punktualnie o 15.50 dworcowa hala główna wypełniła się tłumem w fartuchach i maskach, ze sprejami wymierzonymi w górę. Wnętrze spowiła chmura o jabłkowo-morsko-leśnym zapachu. Po 6 minutach uczestnicy akcji zaczęli się rozchodzić. W hali zostali pasażerowie z przytkniętymi do twarzy chusteczkami, niektórzy kaszlący od natężenia zapachu. - Dostaliśmy ok. dziesięciu skarg od podróżnych. Być może my też złożymy skargę do urzędu miasta - mówi jeden z pracowników Agencji Ochrony "Zubrzycki" pilnującej dworca.
W hali głównej został też chłopak z czarną teczką i wymalowanym na niej napisem: "Komercyjny Flash Mob - wstyd i hańba!". - To nie był prawdziwy flash mob. Gadżety, których używali uczestnicy, były ufundowane przez jedną z firm komórkowych. To niezgodne z zasadami tej zabawy - ona ma być niekomercyjna i niesponsorowana - burzy się Marek, który przyszedł specjalnie, żeby wyrazić swój sprzeciw. Co na to organizatorzy? Marcin Frej: - Powiedzieliśmy jasno, że to nie jest prawdziwy flash mob. Nas samych nie byłoby stać, żeby wszystkie te gadżety sfinansować z własnej kieszeni.
Zobacz galerię zdjęć z akcji Fresh mob
Wcześniej jego grupa organizował podobne akcje, które nie są flash mobem, ale wariacją na temat. Jedna z nich miała nazwę Fake Flash mob Day (Dzień Fałszywego Flash moba). Jej uczestnicy chodzili po mieście i na komendę wykonywali dziwne czynności, np. padali na ziemię albo bili pokłony przed Pałacem Prezydenckim.
Przeczytaj także: W Warszawie będzie plaża dla nudystów?
-
Re: Dwie godziny absurdu w Warszawie
misiu-1
05.04.09, 20:19
Zasadnicze pytanie - kto zapłacił za sprzątanie?»
-
Dwie godziny absurdu w Warszawie
vasymollo
06.04.09, 09:53
i jeszcze jedno - nie wierzę, po prostu nie wierze w komentarze! kompletny brakjaja, poczucia humoru, luzuwszyscy Polacy są tak sfrustrowani? ciekawe ile tych zastanawiających się "kto to »
-
Dwie godziny absurdu w Warszawie
izolada
06.04.09, 13:47
A właśnie, że kretynizm na dworcu! Ja mam uczulenie na wszystko co w sprayu, to wcale nie jest takie rzadkie schorzenie. Ciekawe, kto by się przejął jak bym zapuchła i wylądowała w szpitalu.»
Najnowsze wiadomości z Warszawy
Najczęściej czytane24 htydzień
- Zrównał z ziemią cenną willę. Teraz ma ją odbudować
- Koszary, fabryka, willa i piramida. Wyburzone w 2011
- Nowy outlet na Białołęce. Największy w Warszawie
- Walentynkowy wtorek w Warszawie [NA ZYWO]
- O męża najłatwiej w Rembertowie. O dziecko w Wilanowie
- Walentynki w Warszawie w restauracjach i klubach. Dla par i singli
- Tutaj wyjdziesz z metra. Dokładne lokalizacje [ZDJĘCIA]
- "Tu kupisz papierosy, które szkodzą zdrowiu"
- Koszary, fabryka, willa i piramida. Wyburzone w 2011
- Drewniane perły architektury - zobacz je, zanim spłoną
- Zrównał z ziemią cenną willę. Teraz ma ją odbudować
- Ryanair o lotnisku Chopina: "Shocking!" Wszystko źle
- Nowe tanie loty z Modlina. Osiem kierunków od 99 zł
- Walentynki w Warszawie: Jak spędzić Dzień Zakochanych?






