W ostatnich dniach przed kasami ZTM przy Senatorskiej panuje ogromny ścisk. Coraz więcej osób chce sobie wyrobić tzw. spersonalizowane karty miejskie. Pasażerowie zachęceni informacjami w autobusach i tramwajach nie chcą z tym czekać na ostatnią chwilę. Od stycznia przyszłego roku bilety 30- i 90-dniowe będą kodowane tylko na nowych kartach z fotografią właściciela.
Dodatkowo na Senatorską płynie rzeka pasażerów skuszonych obietnicą wykonania darmowych zdjęć do biletów. ZTM ogłosił, że nie będzie pobierać za to opłat do końca czerwca. "Wraz z rozpoczęciem przez ZTM akcji informacyjnej liczba składanych dziennie wniosków o wydanie karty wzrosła o kilkaset procent. To także efekt przekazywanej sobie przez zadowolonych klientów informacji o atrakcyjnej promocji" - przekonuje w komunikacie Andrzej Skwarek z zespołu prasowego ZTM.
Czy rzeczywiście pasażerowie są zadowoleni? W kolejkach po nową kartę trzeba odstać nawet półtorej godziny i dłużej. W dodatku nie ma się pewności, że wydrukowane dane będą poprawne. Naszemu redakcyjnemu koledze zamiast Jerzy wpisano dziwne imię: Jarzy.
Urzędnicy potwierdzają: pasażerowie muszą "trochę" postać w kolejce. Żeby ją skrócić, przy Senatorskiej otwarto piąte okienko. Tych, którzy mają już zdjęcie, ZTM zachęca do wyrabiania kart na jednej z sześciu stacji metra (np. Centrum czy Plac Wilsona), gdzie kolejki są znacznie mniejsze. Obiecuje też, że wkrótce uruchomi kolejne punkty.
Inny problem mają rodziny wielodzietne. W styczniu Rada Warszawy przyznała bezpłatne przejazdy dzieciom, które mają przynajmniej trójkę rodzeństwa (do tej pory przysługiwały one rodzinom z piątką i więcej dzieci). Okazuje się jednak, że darmowe karty nie są wystarczająco rozreklamowane i ciężko je zdobyć. Pani Karolina Warno, matka czworga dzieci w wieku od roku do 11 lat, poskarżyła się "Gazecie", że już półtora tygodnia temu w złożyła zdjęcia i wszystkie niezbędne dokumenty siedzibie ZTM przy Senatorskiej. Mimo to wciąż nie może dowiedzieć się od urzędników, kiedy dostanie karty dla dzieci. - Myślałam, że wyrobią je od ręki. Okazało się, że codziennie muszę do nich dzwonić, żeby sprawdzić, kiedy je otrzymam. Urzędniczki jakoś dziwnie się tłumaczyły, że trzeba zeskanować zdjęcia, a to musi potrwać. Wciąż muszę kasować bilety za przejazd dzieci. Łącznie trzeba na to przeznaczyć sporą kwotę - denerwowała się.
W piątek przed południem pani Karolina wciąż nic nie wiedziała. Dopiero po naszym telefonie do Zarządu Transportu Miejskiego okazało się, że karty zostały w końcu wyrobione i można je odebrać.
Dlaczego rodziny muszą czekać na nie aż półtora tygodnia? - Okazało się, że mamy dużo podobnych wniosków. Zgłosiło się blisko 1800 rodzin, o wiele więcej, niż przewidywaliśmy. W każdym przypadku musimy zweryfikować dane. Niedługo ta kolejka zostanie rozładowana i wyrabianie bezpłatnych kart dla dzieci będzie trwać znacznie krócej - obiecuje Konrad Klimczak z biura prasowego ZTM.
Radny Dariusz Figura z miejskiej komisji infrastruktury przyznaje, że od dłuższego czasu do rady trafiają skargi na Zarząd Transportu Miejskiego. - Obsługa pasażerów wyraźnie tam szwankuje. Urzędnicy sobie z tym nie radzą. Na jednym z posiedzeń komisji trzeba będzie się zająć tymi problemami - zapowiada radny.
Przeczytaj także: Nie ma policji i autobusy tkwią na buspasach