Mamy w Warszawie biegowy boom

Rozmawiał Grzegorz Miecznikowski
10.04.2009 aktualizacja: 2009-04-09 20:23
A A A Drukuj
Marek Tronina Fot. Anna Bedyńska / AG
  • Marek Tronina
Gdy pokona się pierwsze, najtrudniejsze tygodnie, bieganie staje się dobre na wszystko. Nogi ruszają się swoim rytmem, a głowa jest w innym wymiarze. Kiedy biegam, przychodzą mi różne pomysły, mogę się skupić - zachęca Marek Tronina.

Maraton to nie jest dystans dla herosów, tylko dla każdego. Dorosły człowiek po elementarnym, regularnym treningu nie potrzebuje więcej niż sześciu godzin, by uporać się z maratonem. Ale my w tym roku wydłużyliśmy czas maratonu do ośmiu godzin. Te dodatkowe dwie godziny to bufor psychiczny



Grzegorz Miecznikowski: Coraz więcej warszawiaków zgłasza się na zawody biegowe. Skąd ten trend?

Marek Tronina: Nie mam na to jednoznacznej odpowiedzi. Gdyby taka istniała, na całym świecie stosowano by ją jako magiczną sztuczkę zachęcającą wszystkich do biegania. Od kilku lat na warszawiaków działają różne bodźce zachęcające do aktywnego spędzania czasu. To wszystko rozkręcało się powoli, ale teraz mamy z tego po prostu biegowy boom!

I sposób na lans. Część moich znajomych, żeby zrobić wrażenie, twierdzi, że biega...

- To ja bym ich zapytał, czy naprawdę idą biegać, czy gdzie indziej... (śmiech).

Niepokojące może być jedynie to, że taka moda, jak to moda, może szybko przeminąć. Z drugiej strony bieganie wciąga. Kto zacznie, szybko nie skończy. Tak już jest - jedni chcą pojechać do Afryki, drudzy pokonać własne słabości i przebiec maraton, czyli po prostu zrobić coś fajnego.

Bieganie jest takie fajne?

- Mogę powiedzieć o swoich odczuciach - jak człowiek pokona kilka tysięcy kroków, zaczyna dostrzegać, że organizm mniej się męczy, ma lepszą kondycję. Ostatnio z powodu kontuzji barku nie biegałem przez dwa miesiące. Odkryłem wtedy z przerażeniem, jak człowiek może się cofnąć i prawie zadyszeć na śmierć przy wchodzeniu po schodach. A bieganie, nawet wolne, błyskawicznie poprawia kondycję.

Jakoś nie mogę się przekonać do biegania. Są inne sporty: siłownia, basen, siatkówka...

- To proszę uprawiać inne sporty - są tak samo zdrowe! Tyle że do biegania nic nie potrzeba, nawet techniki. Kiedy biegam, przychodzą mi do głowy różne pomysły. Można się na czymś skupić. Nogi ruszają się swoim rytmem, a głowa znajduje się w innym wymiarze. Plotę teraz metafizyczne głupoty? Może i tak, ale jak pokona się pierwsze, najtrudniejsze tygodnie, to bieganie staje się po prostu dobre na wszystko.

Ale gdzie w Warszawie można biegać? Po ulicach wśród spalin?

- Nie ma gdzie? W półmaratonie wystartowało ponad 4 tys. zawodników, w większości warszawiaków. I każdy z nich gdzieś się do tego startu przygotowywał. Więc chyba mieli gdzie biegać. Jak się chce, zawsze znajdzie się miejsce. Trudniej je znaleźć na imprezy biegowe.

Ratusz nie pomaga?

- Trudno, żebym chodził z każdym szczegółem po pomoc do biura sportu i rekreacji. W końcu to my organizujemy biegi, a nie miasto.

Kiedyś strój biegowy był brzydki. Teraz biegacz ma nie tylko świetnie skrojone ubrania i ładne buty, ale i wiele gadżetów. To sprawia, że ludzie chętnie biegają po ulicy, bo wyglądają dobrze



I macie coraz więcej zwolenników.

- Coraz to nowi ludzie się przekonują do masowego biegania, imprezy nabierają skali. Ale wielu warszawiaków traktuje wciąż biegaczy jako zło konieczne. Kiedy zamykane są ulice z powodu dużego biegu, zaraz rozlegają się głosy, byśmy się wynosili poza miasto. A tam z kolei zarządcy terenów zielonych odsyłają nas do wszystkich diabłów, bo akurat ptaki mają sezon lęgowy. Czy oni myślą, że tłum biegaczy to jakaś banda wrzeszczących i szalejących dzikusów? Na szczęście to się zmienia, widok biegacza już nikogo nie dziwi.

Myślę, że jednym z powodów tego, że biegacze zjednują sobie coraz więcej sympatii, jest też moda sportowa. Kiedyś strój biegowy był pstrokaty i po prostu brzydki. Teraz biegacz ma nie tylko świetnie skrojone ubrania i ładne buty, ale i wiele gadżetów sprzętowych. To sprawia, że ludzie chętnie biegają po ulicy, bo wyglądają dobrze.

A jak się zmieniły biegi przez ostatnie 20 lat?

- Zmieniły się przede wszystkim standardy, bo jak wszędzie, tak i tu rośnie konkurencja i liczba imprez biegowych. Kiedyś zamiast bramy pneumatycznej normą była krecha na piachu. Dziś nawet brama pneumatyczna wygląda trochę oldschoolowo, a standardem jest solidna, metalowa konstrukcja. Gdy pojawiły się chipy do pomiaru czasu, był to szok technologiczny. Teraz to norma.

Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy