Piekło Karmelickiej na ładnych zdjęciach
17.04.2009
aktualizacja: 2009-04-17 19:37
To była najbardziej zatłoczona ulica warszawskiego getta. Na Karmelickiej było ciasno i wyjątkowo niebezpiecznie.
ZOBACZ TAKŻE
- Na groblach i stawach w Falentach (08-05-09, 16:00)
- Spalony rękopis słownika przy ul. Piusa XI (24-04-09, 13:00)
- Polityczna weryfikacja zabytków (23-04-09, 09:00)
- Złoto dla prymasa, kolor dla obrazu (21-04-09, 10:00)
- Wiele hałasu o hałas w stolicy (20-04-09, 16:40)
- Ostatnia przedwojenna mapa komunikacji (20-04-09, 06:00)
- W kolejce przed Jubilerem jak u Konwickiego (19-04-09, 18:36)
- Podejrzany pożar willi zbada prokurator (17-04-09, 11:00)
- W Warszawie powstanie pomnik Bocheńskiego (16-04-09, 15:33)
Niemiecki żołnierz Joe Heydecker, laborant kompanii propagandy, do warszawskiego getta przemykał nielegalnie w 1941 r. Miał tam znajomą, jeszcze sprzed wojny, i teraz chciał ją odszukać. "W bocznej ulicy znalazłem dziurę w murze pilnowaną przez polskiego policjanta. (...) Ten policjant, z którym zamieniłem parę słów po polsku, stał się moim pomocnikiem. Dał mi znak, wspiąłem się na pagórek gruzów, skoczyłem i znalazłem się po drugiej stronie muru" - czytamy w książce "Moja Wojna".
Piekło Karmelickiej na ładnych zdjęciach
W dzielnicy żydowskiej był kilka razy. Z początku przekradał się pod osłoną ciemności, później także za dnia. Tym razem z aparatem fotograficznym. "Znajdowałem się w strefie zakazanej. Nie chroniła mnie ciemność. Musiałem działać jawnie, mój mundur był widoczny z daleka, musiałem podnosić aparat do oczu, zachować zimną krew, nie mogłem okazać słabości na widok piekła, musiałem być przygotowany na wszystkie konsekwencje, gdyby niemieckie władze mnie przyłapały i aresztowały" - wspominał.
Przez kilka godzin chodził po ulicach getta z aparatem fotograficznym. Zdjęcia, wywoływane w tajemnicy, przetrwały do dziś. Na kilku z nich oglądamy narożnik Karmelickiej i Nowolipek. Zbity tłum ludzi słucha akordeonisty i gitarzysty. Niemiecki żołnierz Joe Heydecker wyraźnie odwrócił ich uwagę od muzykantów. Nie zdejmują nakryć głowy przed niemieckim mundurem, tak jak nakazywali tego okupanci. W stronę Niemca spoglądają jednak z niepokojem. W głębi widać wąski kanion ulicy zatłoczonej ludźmi na całej szerokości.
Sceny z restauracji
Z narożnika Karmelickiej i Nowolipek zachowały się też inne zdjęcia. Zaskakujące. Nie oglądamy na nich tłumu wynędzniałych ludzi, ale wnętrze luksusowej restauracji Riwiera Szulca mieszczącej się od czasów przedwojennych w domu małżeństwa Szczupaków o podwójnym adresie: Nowolipki 17 i Karmelicka 20.
To były zdjęcia propagandowe wykonane w maju 1941 r. przez niemieckich filmowców oraz kolegów Heydeckera z kompanii propagandy. Fotografie ukazały się potem w "Berliner Illustrierte Zeitung" w fotoreportażu z warszawskiego getta "Juden unter sich" - "Żydzi u siebie", gdzie obrazy skrajnej nędzy kontrastowane są z rozpasaniem żydowskiej burżuazji.
"Filmiarze robią zdjęcia. Krańcowa nędza i luks (kawiarnie)" - notował w dzienniku przewodniczący Judenratu Adam Czerniaków.
Fotografom towarzyszyli filmowcy. W archiwum Żydowskiego Instytutu Historycznego zachowała się relacja Lucjana Gurmana z niemieckiej "akcji" w restauracji Riwiera: "Prawdziwe sceny z getta wyglądały w ten sposób, że do restauracji Szulca Niemcy wpędzili lepiej ubranych Żydów, kazali im zająć stoliki i konsumować różne dania. Następnie wprowadzono do tej restauracji biednych i źle ubranych ludzi, którzy prosili Żydów przy stolikach o pomoc".
Na polecenie reżyserów niemieckich bogaci Żydzi bili i wypychali biednych z restauracji. Na fotografiach oglądamy młodych ludzi zabawiających się przy barze zastawionym butelkami drogich alkoholi i grających przy zielonym stoliku w karty. I tylko wyraz oczu ludzi przymuszonych do tych scen wyraża smutek. Jednak na stronach "Berliner Illustrierte Zeitung" bólu w oczach nie sposób było dostrzec.
Jak pisał Antoni Marianowicz w książce "Życie surowo wzbronione", gdy kręcono film, strach było chodzić po ulicach, bo zabierano dokumenty i kazano się po nie zgłaszać pod wskazany adres. Ci, którzy przychodzili po dokumenty, byli zmuszani do brania udziału w zabawie w restauracji: "Śmiać się i tańczyć". Komentarz - "Ludność żydowska bawi się znakomicie".
Przedwojenne serce języka jidysz
Ulica Karmelicka już przed wojną należała do najważniejszych w dzielnicy północnej zamieszkanej w przeważającej mierze przez Żydów. Tu od schyłku XIX w. rozbrzmiewał głównie język żydowski. Z boków stały dwu-, trzy- i czteropiętrowe kamienice. Większość z nich miała ciasne podwórka studnie. Niektóre domy były efektowne. Piękne, klasycystyczne u zbiegu z Lesznem pochodziły jeszcze z czasów Królestwa Polskiego, gdy ulica nie miała żydowskiego charakteru. Środkiem od 1908 r. jechał tramwaj elektryczny. Ulica była krótsza niż dziś, bo od Leszna dochodziła jedynie do Dzielnej. Partery domów zajmowały przed wojną sklepy, kawiarnie, apteki, m.in. kawiarnia Samsona Friedlanda (pod nr. 11), cukiernia Alijewa (pod nr. 9).
W tych domach mieściły się żydowskie instytucje kulturalne i mieszkało w nich wielu znanych działaczy żydowskich o różnych orientacjach politycznych. I tak pod 11 ulokowała się redakcja czasopisma młodzieży syjonistycznej "Hanoar", przy Karmelickiej 12 (róg Nowolipia) mieszkał Abraham Weiss, doktor filozofii, rabin, docent Talmudu i kodeksów rytualnych w Instytucie Nauk Judaistycznych, wiceprezes Zarządu Szkolnictwa Religijno-Narodowego "Jabne", autor m.in. prac "Talmud a my", "Talmud w swoim powołaniu".
W kamienicy przy Karmelickiej 29 u zbiegu z Dzielną mieściła się szkoła Centralnej Żydowskiej Organizacji Szkolnej - świeckiej organizacji oświatowej związanej z "Bundem". "Narożny, dwupiętrowy dom. Wchodziło się od Karmelickiej. Od Dzielnej też była brama, wychodziła na wprost Więziennej, małej uliczki ciągnącej się od Dzielnej do Pawiej, wzdłuż bocznej ściany Pawiaka" - wspomina Marek Edelman w opublikowanej kilka miesięcy temu książce "I była miłość w getcie". Jak pisze, to właśnie w szkole przy Karmelickiej 29 nauczył się języka jidysz. "Przedtem mówiłem po rosyjsku. Potem po polsku, a tu trzeba było mówić po żydowsku. Był to język wykładowy większości przedmiotów i dzieci w szkole mówiły między sobą po żydowsku" - wspominał Edelman.
Rzeka ludzi
We wrześniu 1939 r. na Karmelickiej nie było większych zniszczeń, chociaż wiele bomb spadło na pobliskie ulice. Spalił się też dom pod 11. W 1940 r. Karmelicka znalazła się w granicach getta. Wyłączono z niej jedynie ponadstuletni kompleks budynków Szpitala Ewangelickiego usytuowany przy narożniku Mylnej (Karmelicka 10). W getcie Karmelicka należała do najbardziej zatłoczonych. Była główną ulicą łącząca część północną dużego getta z południową. Do czasu, kiedy w getcie otwarto kawałek Żelaznej od Leszna po ul. Wolność, odcinek Karmelickiej między Lesznem a Nowolipiem był jedynym, jaki łączył obie części dzielnicy.
Zbity tłum wypełniający Karmelicką znakomicie widać na fotografii Heydeckera. "Nieocieranie się o przechodniów było tu niemożliwe. Gęsta masa ludzka nie szła, lecz parła i przeciskała się do przodu, tworząc zawirowania wokół kramarskich straganów oraz zatoki spokoju w bramach domów, z których wionęło zimnym, stęchłym fetorem niewietrzonej pościeli, zjełczałych tłuszczów i gnijących odpadków. Z każdego bylejakiego powodu tłum wpadał w panikę i poruszał się to w jedną, to w drugą stronę, dusząc się, ściskając, krzycząc i przeklinając, na czym świat stoi" - opisywał Władysław Szpilman w "Pianiście".
Nieopisane tłumy na Karmelickiej wspominał Henryk Makower w "Pamiętniku z getta warszawskiego": "Ludzie przelewający się przez chodniki, tłoczący się wśród riksz, tramwajów i wozów, na jezdni. Trudno przejść, zwłaszcza w okresach wzmożonego ruchu w porze południowej lub przed godziną policyjną. Ulica pstrzy się od różnobarwnych strojów, opasek i wystaw sklepowych. Góry ciastek, białego pieczywa kilka perfumerii, sklepów bławatnych i nawet dwie księgarnie (w późniejszym okresie, kiedy pozwolono na ich otwarcie) na rogu Nowolipek i dalej kosze i stoły z książkami. Nad nimi zawsze jakaś postać grzebiąca wśród rupieci w poszukiwaniu ukrytych skarbów" - czytamy.
Pałki z żyletkami
Ta wąska i zatłoczona ulica była szczególnie niebezpieczna. Karmelicką wiodła bowiem droga codziennych przejazdów karetek więziennych z Pawiaka do i z siedziby gestapo w al. Szucha. Gdy pojazdy te skręcały z Leszna w zatłoczoną Karmelicką, konwojenci wychylali się z auta i na oślep bili przechodniów, którzy nie zdołali uciec przed samochodem. "Nie byłoby to nawet groźne, gdyby nie były to normalne pałki gumowe, do tych jednakże, których używali (...) przyczepione były gwoździe i żyletki".
W czasie wielkiej akcji wywożenia mieszkańców getta do obozu zagłady w Treblince latem 1942 r. Karmelicka stała się ulicą pustą i martwą. Niewielki ruch panował jedynie nad ranem, gdy kończyły się łapanki na ludzi. Wyjście na ulicę o innej godzinie stawało się wówczas szczególnie niebezpieczne. Makower był świadkiem rajdu młodego esesmana rykszą. Siedząc w niej, celował z pistoletu do ludzi. "Ludzie w panice uciekają, gdy jeden Niemiec rozbija się rykszą, bez obawy o swe cenne życie, wśród tłumu niedołężnych wrogów, celując w ludzi i w domy, strzelając od czasu do czasu w powietrze, bawiąc się doskonale" - pisał Makower.
W październiku 1942 r. parzystą stronę Karmelickiej wyłączono z getta. Strona nieparzysta pozostała w tzw. getcie szczątkowym na terenie, gdzie znajdowały się szopy, czyli fabryki i warsztaty zatrudniające Żydów.
Gdy wybuchło powstanie w getcie, Niemcy spalili całą zabudowę ulicy. Ocalał jedynie Szpital Ewangelicki oraz domy u zbiegu z Lesznem. Nie na długo. Zniszczono je w czasie Powstania Warszawskiego. Ostatnie ruiny Karmelickiej zostały usunięte w 1948 r. Powstało tu wtedy nowe osiedle Muranów. Początkowy odcinek ulicy przestał właściwie istnieć. Tu na znacznie podniesionym poziomie gruntu usypanym ze zniwelowanych gruzów wzniesiono bloki z bramą od dawnego Leszna, teraz al. Świerczewskiego (przemianowanej w 1990 r. na al. "Solidarności"). Dalej między Nowolipiem a Dzielną Karmelicka biegnie w dawnym miejscu, choć obudowana jest blokami. Dziś nie kończy się jednak na Dzielnej, ale dochodzi aż do Stawek, wiodąc w miejscu, gdzie do 1943 r. stały domy.
Piekło Karmelickiej na ładnych zdjęciach
W dzielnicy żydowskiej był kilka razy. Z początku przekradał się pod osłoną ciemności, później także za dnia. Tym razem z aparatem fotograficznym. "Znajdowałem się w strefie zakazanej. Nie chroniła mnie ciemność. Musiałem działać jawnie, mój mundur był widoczny z daleka, musiałem podnosić aparat do oczu, zachować zimną krew, nie mogłem okazać słabości na widok piekła, musiałem być przygotowany na wszystkie konsekwencje, gdyby niemieckie władze mnie przyłapały i aresztowały" - wspominał.
Przez kilka godzin chodził po ulicach getta z aparatem fotograficznym. Zdjęcia, wywoływane w tajemnicy, przetrwały do dziś. Na kilku z nich oglądamy narożnik Karmelickiej i Nowolipek. Zbity tłum ludzi słucha akordeonisty i gitarzysty. Niemiecki żołnierz Joe Heydecker wyraźnie odwrócił ich uwagę od muzykantów. Nie zdejmują nakryć głowy przed niemieckim mundurem, tak jak nakazywali tego okupanci. W stronę Niemca spoglądają jednak z niepokojem. W głębi widać wąski kanion ulicy zatłoczonej ludźmi na całej szerokości.
Sceny z restauracji
Z narożnika Karmelickiej i Nowolipek zachowały się też inne zdjęcia. Zaskakujące. Nie oglądamy na nich tłumu wynędzniałych ludzi, ale wnętrze luksusowej restauracji Riwiera Szulca mieszczącej się od czasów przedwojennych w domu małżeństwa Szczupaków o podwójnym adresie: Nowolipki 17 i Karmelicka 20.
To były zdjęcia propagandowe wykonane w maju 1941 r. przez niemieckich filmowców oraz kolegów Heydeckera z kompanii propagandy. Fotografie ukazały się potem w "Berliner Illustrierte Zeitung" w fotoreportażu z warszawskiego getta "Juden unter sich" - "Żydzi u siebie", gdzie obrazy skrajnej nędzy kontrastowane są z rozpasaniem żydowskiej burżuazji.
"Filmiarze robią zdjęcia. Krańcowa nędza i luks (kawiarnie)" - notował w dzienniku przewodniczący Judenratu Adam Czerniaków.
Fotografom towarzyszyli filmowcy. W archiwum Żydowskiego Instytutu Historycznego zachowała się relacja Lucjana Gurmana z niemieckiej "akcji" w restauracji Riwiera: "Prawdziwe sceny z getta wyglądały w ten sposób, że do restauracji Szulca Niemcy wpędzili lepiej ubranych Żydów, kazali im zająć stoliki i konsumować różne dania. Następnie wprowadzono do tej restauracji biednych i źle ubranych ludzi, którzy prosili Żydów przy stolikach o pomoc".
Na polecenie reżyserów niemieckich bogaci Żydzi bili i wypychali biednych z restauracji. Na fotografiach oglądamy młodych ludzi zabawiających się przy barze zastawionym butelkami drogich alkoholi i grających przy zielonym stoliku w karty. I tylko wyraz oczu ludzi przymuszonych do tych scen wyraża smutek. Jednak na stronach "Berliner Illustrierte Zeitung" bólu w oczach nie sposób było dostrzec.
Jak pisał Antoni Marianowicz w książce "Życie surowo wzbronione", gdy kręcono film, strach było chodzić po ulicach, bo zabierano dokumenty i kazano się po nie zgłaszać pod wskazany adres. Ci, którzy przychodzili po dokumenty, byli zmuszani do brania udziału w zabawie w restauracji: "Śmiać się i tańczyć". Komentarz - "Ludność żydowska bawi się znakomicie".
Przedwojenne serce języka jidysz
Ulica Karmelicka już przed wojną należała do najważniejszych w dzielnicy północnej zamieszkanej w przeważającej mierze przez Żydów. Tu od schyłku XIX w. rozbrzmiewał głównie język żydowski. Z boków stały dwu-, trzy- i czteropiętrowe kamienice. Większość z nich miała ciasne podwórka studnie. Niektóre domy były efektowne. Piękne, klasycystyczne u zbiegu z Lesznem pochodziły jeszcze z czasów Królestwa Polskiego, gdy ulica nie miała żydowskiego charakteru. Środkiem od 1908 r. jechał tramwaj elektryczny. Ulica była krótsza niż dziś, bo od Leszna dochodziła jedynie do Dzielnej. Partery domów zajmowały przed wojną sklepy, kawiarnie, apteki, m.in. kawiarnia Samsona Friedlanda (pod nr. 11), cukiernia Alijewa (pod nr. 9).
W tych domach mieściły się żydowskie instytucje kulturalne i mieszkało w nich wielu znanych działaczy żydowskich o różnych orientacjach politycznych. I tak pod 11 ulokowała się redakcja czasopisma młodzieży syjonistycznej "Hanoar", przy Karmelickiej 12 (róg Nowolipia) mieszkał Abraham Weiss, doktor filozofii, rabin, docent Talmudu i kodeksów rytualnych w Instytucie Nauk Judaistycznych, wiceprezes Zarządu Szkolnictwa Religijno-Narodowego "Jabne", autor m.in. prac "Talmud a my", "Talmud w swoim powołaniu".
W kamienicy przy Karmelickiej 29 u zbiegu z Dzielną mieściła się szkoła Centralnej Żydowskiej Organizacji Szkolnej - świeckiej organizacji oświatowej związanej z "Bundem". "Narożny, dwupiętrowy dom. Wchodziło się od Karmelickiej. Od Dzielnej też była brama, wychodziła na wprost Więziennej, małej uliczki ciągnącej się od Dzielnej do Pawiej, wzdłuż bocznej ściany Pawiaka" - wspomina Marek Edelman w opublikowanej kilka miesięcy temu książce "I była miłość w getcie". Jak pisze, to właśnie w szkole przy Karmelickiej 29 nauczył się języka jidysz. "Przedtem mówiłem po rosyjsku. Potem po polsku, a tu trzeba było mówić po żydowsku. Był to język wykładowy większości przedmiotów i dzieci w szkole mówiły między sobą po żydowsku" - wspominał Edelman.
Rzeka ludzi
We wrześniu 1939 r. na Karmelickiej nie było większych zniszczeń, chociaż wiele bomb spadło na pobliskie ulice. Spalił się też dom pod 11. W 1940 r. Karmelicka znalazła się w granicach getta. Wyłączono z niej jedynie ponadstuletni kompleks budynków Szpitala Ewangelickiego usytuowany przy narożniku Mylnej (Karmelicka 10). W getcie Karmelicka należała do najbardziej zatłoczonych. Była główną ulicą łącząca część północną dużego getta z południową. Do czasu, kiedy w getcie otwarto kawałek Żelaznej od Leszna po ul. Wolność, odcinek Karmelickiej między Lesznem a Nowolipiem był jedynym, jaki łączył obie części dzielnicy.
Zbity tłum wypełniający Karmelicką znakomicie widać na fotografii Heydeckera. "Nieocieranie się o przechodniów było tu niemożliwe. Gęsta masa ludzka nie szła, lecz parła i przeciskała się do przodu, tworząc zawirowania wokół kramarskich straganów oraz zatoki spokoju w bramach domów, z których wionęło zimnym, stęchłym fetorem niewietrzonej pościeli, zjełczałych tłuszczów i gnijących odpadków. Z każdego bylejakiego powodu tłum wpadał w panikę i poruszał się to w jedną, to w drugą stronę, dusząc się, ściskając, krzycząc i przeklinając, na czym świat stoi" - opisywał Władysław Szpilman w "Pianiście".
Nieopisane tłumy na Karmelickiej wspominał Henryk Makower w "Pamiętniku z getta warszawskiego": "Ludzie przelewający się przez chodniki, tłoczący się wśród riksz, tramwajów i wozów, na jezdni. Trudno przejść, zwłaszcza w okresach wzmożonego ruchu w porze południowej lub przed godziną policyjną. Ulica pstrzy się od różnobarwnych strojów, opasek i wystaw sklepowych. Góry ciastek, białego pieczywa kilka perfumerii, sklepów bławatnych i nawet dwie księgarnie (w późniejszym okresie, kiedy pozwolono na ich otwarcie) na rogu Nowolipek i dalej kosze i stoły z książkami. Nad nimi zawsze jakaś postać grzebiąca wśród rupieci w poszukiwaniu ukrytych skarbów" - czytamy.
Pałki z żyletkami
Ta wąska i zatłoczona ulica była szczególnie niebezpieczna. Karmelicką wiodła bowiem droga codziennych przejazdów karetek więziennych z Pawiaka do i z siedziby gestapo w al. Szucha. Gdy pojazdy te skręcały z Leszna w zatłoczoną Karmelicką, konwojenci wychylali się z auta i na oślep bili przechodniów, którzy nie zdołali uciec przed samochodem. "Nie byłoby to nawet groźne, gdyby nie były to normalne pałki gumowe, do tych jednakże, których używali (...) przyczepione były gwoździe i żyletki".
W czasie wielkiej akcji wywożenia mieszkańców getta do obozu zagłady w Treblince latem 1942 r. Karmelicka stała się ulicą pustą i martwą. Niewielki ruch panował jedynie nad ranem, gdy kończyły się łapanki na ludzi. Wyjście na ulicę o innej godzinie stawało się wówczas szczególnie niebezpieczne. Makower był świadkiem rajdu młodego esesmana rykszą. Siedząc w niej, celował z pistoletu do ludzi. "Ludzie w panice uciekają, gdy jeden Niemiec rozbija się rykszą, bez obawy o swe cenne życie, wśród tłumu niedołężnych wrogów, celując w ludzi i w domy, strzelając od czasu do czasu w powietrze, bawiąc się doskonale" - pisał Makower.
W październiku 1942 r. parzystą stronę Karmelickiej wyłączono z getta. Strona nieparzysta pozostała w tzw. getcie szczątkowym na terenie, gdzie znajdowały się szopy, czyli fabryki i warsztaty zatrudniające Żydów.
Gdy wybuchło powstanie w getcie, Niemcy spalili całą zabudowę ulicy. Ocalał jedynie Szpital Ewangelicki oraz domy u zbiegu z Lesznem. Nie na długo. Zniszczono je w czasie Powstania Warszawskiego. Ostatnie ruiny Karmelickiej zostały usunięte w 1948 r. Powstało tu wtedy nowe osiedle Muranów. Początkowy odcinek ulicy przestał właściwie istnieć. Tu na znacznie podniesionym poziomie gruntu usypanym ze zniwelowanych gruzów wzniesiono bloki z bramą od dawnego Leszna, teraz al. Świerczewskiego (przemianowanej w 1990 r. na al. "Solidarności"). Dalej między Nowolipiem a Dzielną Karmelicka biegnie w dawnym miejscu, choć obudowana jest blokami. Dziś nie kończy się jednak na Dzielnej, ale dochodzi aż do Stawek, wiodąc w miejscu, gdzie do 1943 r. stały domy.
Przeczytaj także: Niemcy fotografowali umierającą Warszawę
-
Piekło Karmelickiej na ładnych zdjęciach
frisky2
17.04.09, 17:28
Mimo upływu lat, wielu informacji na temat gehenny Żydów w czasie okupacji,ciągle te wiadomości poruszają. Los i dramat tych ludzi był potworny. Trzebato ciągle przypominać, uświadamiać, że »
Najnowsze wiadomości z Warszawy
Najczęściej czytane24 htydzień
- Śnieżyca paraliżuje miasto. Dzień w Warszawie [NA ŻYWO]
- Nowa polska tania linia. Już od kwietnia z Okęcia!
- Zamrożone budowy. Obwodnica czeka na odwilż
- Przegonili Muchę z Narodowego. Już nie można biegać
- Pilot zmarł za sterami samolotu z Warszawy do Pragi
- Śnieg będzie sypać do wieczora. W weekend... deszcz
- Nowy zabytek w Warszawie. Wybitne dzieło socrealizmu
- "Tu kupisz papierosy, które szkodzą zdrowiu"
- Śnieżyca paraliżuje miasto. Dzień w Warszawie [NA ŻYWO]
- Koszary, fabryka, willa i piramida. Wyburzone w 2011
- Zrównał z ziemią cenną willę. Teraz ma ją odbudować
- Ryanair o lotnisku Chopina: "Shocking!" Wszystko źle
- Nowa polska tania linia. Już od kwietnia z Okęcia!
- Drewniane perły architektury - zobacz je, zanim spłoną





