Komentarz
Od dłuższego czasu mam poczucie, że żyję w mieście, w którym są tylko grodzone apartamentowce wyłożone chińskim marmurem, banki i galerie handlowe. Mieszkańcy przemieszczają się tylko z jednego garażu podziemnego (w domu) do drugiego (w pracy). W weekendy jadą do Arkadii swojej (za Kopalińskim): "krainy prostoty i szczęśliwości, w istocie rzeczy zacofanej i prymitywnej". Z kolei życie kulturalne trują snobizm i lans, a nad nimi pohukuje ponuro biurokratyczny duch urzędów. Kiedy tylko pojawia się miejsce, które nie generuje zysku, to się je z upodobaniem likwiduje.
Ale w Warszawie mieszkają też ludzie, którzy nie przepadają za masowymi koncertami pop-gwiazdek na pl. Zamkowym i nie marzą o minimorrisie. Niektóre z tych osób tworzą sobie własne społeczności. Np. squattersi z żoliborskiej Elby.
To społeczność otwarta: organizują koncerty, gotują dla bezdomnych, prowadzą warsztat rowerowy. Kultura miasta tworzy się oddolnie, a squaty to istotna część jego osobowości. Nielegalna, ale nie wszystko, co potrzebne, musi mieścić się w granicach prawa. Przykłady ruchu squatterskiego w Berlinie czy Londynie pokazują, że z takich pozasystemowych utopii tworzą się często ważne ośrodki artystyczne. Elba, rozpoznawalny element Warszawy, najprawdopodobniej gdzieś przepadnie. Szkoda. Bardzo wątpię, by właściciel terenu na ul. Elbląskiej dał się ponieść idealistycznej wizji. A w tym mieście ciężko jest cokolwiek zesquatować, bo na każdy metr wciska się deweloper. Pozostaje płocha nadzieja, że squattersi znajdą nowe miejsce i nikt nie będzie im tego utrudniał.
Magdalena Dubrowska
Przeczytaj także: Dwie godziny absurdu w Warszawie
Ocena:
słabe
nic specjalnego
dobre
bardzo dobre
znakomite
0 głosów
Kultura nie na sprzedaż! - krzyczeli sympatycy squatu Elba.A kto broni sympatykom, żeby przeznaczyli na tę działalność własną nieruchomość?»
Mowi sie sory. Kupic sobie rudere i wtedy nikt nie wygoni.»
A ja jak ten ostatni idiota łażę do pracy, żeby mieć na czynsz. Szkoda, że rodzice mnie nauczyli, że na swoje życie samemu się pracuje. Ale może to się da zmienić?»